Dywagacje mądralińskie

Usłyszałam gdzieś ostatnio czyjeś ponoć bardzo mądre słowa, że bycie inteligentnym jest męczące. Ktoś tam się zgodził po ułamku sekundy, ktoś inny przytaknął po dłuższej chwili razem z resztą ale sprzeciwu nie było. No może poza moim. A mnie się to zwyczajnie nie zgadza. Bo jakże to tak. Skoro inteligentnym jest się na stałe a nie z doskoku (no bo albo się nim jest albo nie jest) to fakt zaistniały nie powinien powodować żadnego zmęczenia materiału. Wręcz przeciwnie. Przecież taki na ten przykład mózg im bardziej i intensywniej ‚trenowany’, tym większe możliwości osiąga i tym bardziej się do takiej większej eksploatacji przyzwyczaja. I wcale mu to nie szkodzi a nawet pomaga. Bo człek, co z natury swej jest leniwiec jak w mordę strzelił, wykorzystuje tylko znikome możliwości swojego organu (ponoć) głównodowodzącego, a mógłby to robić o niebo lepiej. Dlatego między innymi im więcej pracy umysłowej, tym inteligencja szersza. Dla mnie osobiście prawdziwie inteligentna osoba to nie geniusz ograniczony do jednej konkretnej dziedziny wiedzy. Nie trudno wyspecjalizować się bowiem w fizyce molekularnej i nie mieć przy tym nawet zielonego pojęcia o reszcie tak zwanej nauki. Ja też mogłabym poświęcić całe życie na słuchanie i czytanie o Mozarcie a potem ogłosić się wielce inteligentną bo przecież wiem o nim wszystko, za to na przykład nie mieć pojęcia ile jest dwa razy dwa ‚bo wtedy mnie nie było na lekcjach’. Prawdziwa inteligencja to wiedza ogólna – znaczna i dobrze wykorzystywana. A co za tym idzie według mnie człowieka naturalnie inteligentnego (bo nie do końca wierzę w całkowitą wyuczalność w tej kwestii i w różne szczególne diety i metody jak takiego osobnika inteligentnego wychować od oseska) ten fakt nie męczy w żaden sposób. Skoro jesteśmy inteligentni, to nie musimy skupiać się na tym, żeby takim a nie innym być. Po prostu jesteśmy. I tyle. Męczy coś co jest sztuczne, udawane, pozerskie i nieprawdziwe. A prawda i coś oczywistego męczyć nie powinno. Jak oddychanie, które nie wymaga wysiłku (jeśli zdrowi oczywiście jesteśmy), bo naturalne jest jak najbardziej. To tak jakby pomyśleć logicznie…

Ale, że ten mądry ktoś, kto to powiedział, żył stado lat nazad, to wyszło, że się nie znam, bo on wiedział lepiej. Na bank.

Trudno. Ja wiem swoje 😉

Ps. A Alti i Far to Obywatel z Mamutem Przyszłym, czyli mną, bardzo bardzo bardzo serdecznie dziękujemy… za transporter opancerzony zwany wózkiem co to pocztą polską ma przybyć i o czym ja już wiem, chociaż jakby co to nic nie wiem. Jesteśmy wzruszeni. Ja chyba nawet bardziej niż On. Buziaki. No to ten tego…

Teraz idę jeść brokuły. I płakać na reklamach kremu do dzioba. I miziać Stefana za uchem. I w ogóle marudzić do skrzypiącego krzesła. Że skrzypi. No.

18 uwag do wpisu “Dywagacje mądralińskie

  1. A mnie się wydawało, że inteligencja to nie wiedza, ale umiejętność jej wykożystania ;).

    Przyznam jednak, że inteligencja czasem bardzo mnie męczy, na przykład kiedy próbuję coś wytłumaczyć komuś niewypowiedzialnie tępemu. trzeba wtedy mówić głośno i powoli, do tego językiem prostym przy zawartości zdania maksymalnie trzech słów. To diablo męczy.

    Polubienie

  2. a jak ktoś nie jest, to może się wypowiadać na temat: czy trudno być?
    bo widzę świetną furtkę dowartościowującą. ja się chętnie wypowiem, jak to jest być szczupłym brunetem, na ten przykład 😉

    Polubienie

  3. Bardzo ładnie to napisałaś… widocznie inteligentna jesteś:P
    Bo ja mam wrażenie, że ostatnio to sie myli inteligencję z wiedzą wyuczoną na pamięc po prostu.

    Polubienie

  4. no akcja jak pragnę zakwitnąć jest nieziemska ale cóż, jak kto nie ma w zapytaniu to ma… w dwóch wózkach. i chcę mi się tylko powiedzieć ‚a nie mówiłam, że najlepiej jest pytać czego nie mam?’ ;))

    ale i tak bardzo wielkie dzięki za starania. szkoda tylko, że teraz będzie problem z dublem. mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze jakaś potrzebująca

    Polubienie

  5. Wszyscy jesteśmy inteligentni…
    a przynajmniej większość. Wystarczyłoby w jakimś ogólnonarodowym sajkoteście zapytać: „Czy jesteś inteligentny/-a?”. Nie przypuszczam, żeby procent odpowiedzi przeczących powalił na kolana.
    Po rozłożeniu na słupki pewno przypominałby raczej musze gówno z portretu najjaśniejszego pana, Franza Josefa.

    Polubienie

  6. ojojoj! Poprzednio zabrakło u mnie puenty.
    …A więc zrozumiałym jest, że większość Polaków z tego tytułu czuje się wiecznie zmęczona.

    A seriously? Coś kulawa ta logika. Heyah może nie umi opowiadać bajek, ale Bajka owszem.
    Prawdziwa inteligencja to nie wiedza ogólna, wiedza ogólna to nie mądrość, a mądrość to nie mądralińskość. Można zmajstrować z tego wszystkie możliwe wariacje bez powtórzeń i powstawiać „to nie” pomiędzy.
    I żeby było śmiesznie te „przymioty” się nie wykluczają.
    Twojemu rozmówcy chodziło pewno o wiedzę. Ta boli i męczy, bo przy niedoborze mądrości Boże uowiecki nie radzą sobie z nadmiarem wiedzy. Wątpię żeby rozchodziło się mu/jej tylko o zmęczenie szarych jako takich wskutek nadmiaru przewodzonych impulsów, raczej – o zniechęcenie kondycją rodzaju ludzkiego, co później odkłada się na mózgu jako złogi katastrofizmu, defetyzmu i innych -izmów cywilizacji relatywizmu. A biadać nad faktem bycia inteligentnym mógł/mogła, bo przecież bywamy autotematyczni i myślimy czasem o myśleniu, albo mówimy o mówieniu.
    Btw: prawda i rzeczy oczywiste męczą najbardziej, bo ciężko je zmienić i nieźle się trzeba nawyginać, żeby je zaciemnić. A że nie powinny… Nie dowodzisz czasem sekcją gimnastyczną ablo marzysz o posadzie KaOwca? Rząd dusz do wzięcia od zaraz 🙂

    O Mozarcie półinteligent też mógłby wszystkiego się nauczyć, ale genialny fizyk, jest jak najbardziej osobą inteligentną. Nie poradziłby sobie inaczej na studiach. Niech pieprznę truizmem: wyspecjalizować się w fizyce molekularnej łatwo nie jest, tym bardziej, że to dziedzina wykraczająca często poza ludzkie pojmowanie. A jeśli ktoś czyni to świadomie – czyt. „skupię się na tym, może coś odkryję, zrewiduję poglądy na budowę przestrzeni (zunifikuję pochodzenie sił) i przy okazji przysłużę się gospodyniom domowym, zamiast miotać się w filozoficznym rozedrganiu pomiędzy dziedzinami” – jest to tym bardziej chwalebne; ergo: ten ktoś posiada także mądrość.
    Mądrość i inteligencję posiada też czarna mamuśka z amerykańskiego inner city, która swoje dziecko układa do snu w wannie, bo tam jest szansa, że żaden gang nie zrobi z niego sita (i nie chodzi o „…learning system”). Klasyczny test na IQ nie wykaże jednak jej intelektu, bo może ona nie znać odp. na pytanie o n-tego prezydenta USA (a podobnie kosmiczne pytania zadawano też czarnym w Afryce; efekt: „udowodniono” że Murzyni są głupsi)

    Twierdzisz, że da się inteligencję zwiększać, a potem, że jest wrodzona i nie da rady wspomagać jej wykształcania. No to jak to w końcu jest?
    Poza tym inteligencje są różne: „zwykła”, emocjonalna, duchowa, kinetyczna, itede, itepe. Którą miałaś konkretnie na myśli?

    PS: „Nikt nie bywa tak intelektualnie leniwy, jak ludzie naprawdę inteligentni” – S. King

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s