Podróże

‚W każdym roku jest trzydzieści jeden milionów sekund. Te nieliczne, które warto zapamiętać, wzruszają nas i ranią bez końca.’
Johnathan Carroll – ‚Dziecko na niebie’

Zadziwiające z jaką lekkością przepływam przez kolejne książki. I im dalej jestem tym silniejsze odnoszę wrażenie, że stworzył jedną całość, w której każdy fragment jest jednocześnie rozdziałem i kompletną opowieścią, zwierciadłem i odłamkiem. Potrafi. To trzeba mu przyznać. Ani jedna z jego książek nie ‚wciągnęła’ mnie od razu. Raczej stopniowo oswajałyśmy się z każdą nawzajem. Ale też stopniowo coraz bardziej czułam się wynagradzana za początkowe wątpliwości i niezdecydowania w ocenie. A jak już złapie w sidła, nie wypuści do ostatniej kropki. Lubię to. I ten lekki niedosyt. I ciekawość, gdzie jeszcze dalej odnajdę klucz, kolejne wątki i powiązania.

Czytam książki ze smakiem. Te zdecydowanie najlepsze dawkuję. Nie połykam od razu. Tak można poczuć tylko powierzchowność. To jak z ludźmi, których poznawać lubię z każdym dniem na nowo i którzy są dla mnie zagadką. Zagadką, w której prawdziwą satysfakcję daje nie ostateczne hasło, lecz trud, jaki wkłada się w znalezienie rozwiązania. Tak. Smakuję książki jak dobrą drożdżówkę z budyniem. Najpierw zjadam brzegi delikatnie tylko zahaczając o esencjonalne nadzienie, aby poczuć smak. Dopiero na koniec zostawiam najlepsze i potem rozpływam się razem z podniebieniem. Bo trudny ze mnie odbiorca. Wymagający i surowy. Ale umiem też doceniać i nie zapominam o nagradzaniu. W przypadku literatury po prostu sięgam po następną pozycję danego autora. Gdy przeczytam wszystko i pozostanie mi jeszcze w pamięci kilka zdań czy klimat, to jakbym po zjedzeniu czegoś pysznego długo jeszcze czuła ten smak na języku. To się chyba nazywa sukces autora. I zrozumienie czytelnika razem z jego często jeszcze nieuświadomionymi potrzebami. Taki mentalny dialog z pisarzem. Niebo w gębie.

Jak książki lubię też smakować życie. W całości i zarazem we fragmentach, takie jakim jest we wszystkich jego subtelnościach. I z całym wachlarzem przeciwieństw. Wtedy nawet gdy jest trudne, zachwyca pięknem. Lubię jadąc autobusem zaglądać mostom i wiaduktom w podszewki. Niby zwykły beton i stal, kurz, brud i zacieki, ale ile w tym rozmaitych niepowtarzalności, ile historii wydeptanych kroków, ile szczelin i ile deszczy. Podszewki. Bo tylko w nich widać wszystko jakim jest naprawdę. I kałuże. Pozornie szare po deszczu. Ale wystarczy wpatrzeć się nieco głębiej by dostrzec, że odbijają kolory mocniej niż lustra. Te wszystkie barwy tylko czają się tuż pod powierzchnią. Czekają na znak. Albo twarze staruszków. Ponacinane czasem, siateczką zmarszczek, mapą doświadczeń, mądrością z jasnymi oczami. Z dobrem, które prześwituje nawet wtedy, gdy próbuje to ukryć zmęczenie. Z uśmiechem, który tylko czeka na zachętę, by pojawić się w zwykłej szarej codzienności. Taki zapomniany uśmiech starszej pani w autobusie, która odpowiada na ten mój… znad kolejnej książki. Lubię…

13 uwag do wpisu “Podróże

  1. A mnie wciąż trudno pozbyć się wrażenia, że autor chce zaszpanować- czy to jaką mądrością, czy nie-konwencją literacką, czy rozwiązaniem fabularnym..ah… Smakowałabym książki, ale mam silnie rozwinięty katar krytyczny i nie czuję.
    Padam do nózek!

    Polubienie

  2. ale co do Carolla – (czy tez Carrolla:)) – po ptrzeczytaniu kilku jego ksiazek mialam wrazenie, ze klucz – tzn scenariusz wydarzen zawsze jest taki sam. to oczywscie bardzi wciagajace, ale chcialabym choc raz, zeby poczatkowy scenariusz nie byl przewidywaklny. bo wyglada on w moim mniemaniu tak, ze wszystko sie dzieje ok i normalnie, a potem sie zmienia i jest coraz bardziej groznie, fascynujaco i nienormalnie i zlowieszczo. to mnie troche zniecheca. co do ksaiazki ktora sie smakuje bez konca – „Lalka”, zdecydowanie.

    Polubienie

  3. …Lenn ,mały bydlaku, świetnie się składa. Mała pisze właśnie pracę z Lalki i przydałby się nam jakiś profesjonał do sprawdzenia rzeczonej…

    Polubienie

  4. ja sie bardzo ciesze, ale moje kryteria nie wiem czy uciesza Małą:) nie wiem, czy chce wiedziec to wszystko co moglabym powiedziec na temat rzeczy tak zwyklej i nudnej jak praca pisemna.

    Polubienie

  5. Carroll – mist zlotych mysli…

    dzieki Baja za spowodowanie, ze siegnelam znow do tej ksiazki…

    k.

    PS
    Jakby ktos chcial to mam duzo ksiazek Mr. C 🙂 Moze sluzyc jako biblioteka

    Polubienie

Odpowiedz na Olaboga... Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s