Cut my life into pieces

Nie starcza mi czasu na sen. Próbuję zastanawiać się czy to zdrowo. Ale zanim zdążę się zastanowić… usypiam. Rano przestawiam budzik w telefonie na kolejne 5 minut błogiego pościelowania.. i kolejne.. i jeszcze jedno.. i łudzę się, że ten tam na górze nie zauważy i podaruje mi jakieś małe a urocze zatrzymanie czasu. Takie tyci tyci. Espeszaly for mi. Niestety. Wredny jest albo straszecznie spostrzegawczy, że akurat się mną tak bardzo interesuje i mój budzik pobudza do działania niczym archiwalne świerszczyki pana Kazia z sąsiedztwa do zamiatania chodnika o 6 rano.

Opracowuję tajny (łamany przez poufny) plan dekapitacji bądź pana Kazia, bądź jego szczoty. O ile z panem Kaziem poszłoby łatwiej o tyle w przypadku wyżej wzmiankowanej pojęcia różowego w żółte paski nie mam gdzie una ma łeb. Jednakowoż biorąc pod uwagę fakt, że:

-> po pierwsze primo – dekapitacja pana Kazia z pewnością odbiłaby się negatywnie na stanie jego chodnika, nie mówiąc już o stanie jest zdrowia (tuż przed) a i mojego sumienia (bo czasem używam jak się zapomnę);
-> po drugie primo – wybrałabym oczywiście bramkę numer szesnaście, czyli szczotkę, bo nic ale to nic nie jest w stanie bardziej wdepnąć mi na ambicję i poszurać na niej znacząco, niż zadanie awykonalne, zatem w przypadku mietły fakt, iż nie posiada ona łba tylko by mnie niebezpiecznie podkręcił;
-> po trzecie primo, ultimo – nie chce mi się.

Chce mi się tylko spać. No i czasem jeszcze jeść. Ale niestety z przewagą opcji narkoleptycznej w praktyce. W pracy przysypiam nad parówką i grzybkiem w occie, co znając moje i mojego żołądka żarliwe zamiłowanie dla tychże, stanowi nie lada problem dla przyszłości narodu. No bo przeca jak nie będę żreć tylko spać to mi grzybki szkłem nasiąkną. I po herbacie.

Nie no, tak na serio serio to o jedzeniu nie zapominam. Czasem sobie myślę, że niestety. Pan Głód, nagły jak atak moli na wirtualną bibliotekę, potrafi mnie zbudzić o dzikiej 3.24, zawlec do kuchni, kazać rozpalić w piecu i odgrzać diabelnie pyszny żurek, po którym to wyczyściwszy garnek do lśnienia i głuchego echa, zachęca do dalszego czyszczenia lodówki.
Na szczęście wszelkie akcje porządkowo-kuchenne działają na mnie w sposób wystarczająco cucący i zdążam (O! pan też zdanża) się opamiętać w porę nim pozbawię rodzinę tygodniowego zapasu żywności za jednym posiedzeniem. Zwyczajowo rozkładam to na trzy. Nie ma co. Akcja Jamochłon w pełnym rozwicie. Poza tym w trybie zastraszającym rośnie mi biust, co implikuje trwogę w mojej bieliźniarce. Jednak nadal nie starcza mi odwagi by spoglądać w okna wystaw sklepów z odzieżą dla przyszłych mamutów na prezentowane tam… namioty.

Żegnaj obcisła sukienko. Adieu bluzeczko w rozmiarze 34. Baj, da swidanija, przaszczaj i w ogóle. Koszmar. Jak tak dalej pójdzie, to przewiduję, że za kilka miesięcy nie zmieszczę się w kuchenną futrynę a ZTM w kooperacji z GreenPeace specjalnie dla mnie udostępni nowy, lśniący dźwig komunikacyjny. Rety! Zabierzcie ode mnie te ogórki! No… dobra… może za chwileczkę…

Chrup

36 uwag do wpisu “Cut my life into pieces

  1. dla diabelnie pysznego żurka zwlókłbym się nawet z piętrowego łóżka, i nawet w środku nocy, gdzieś po ósmej, a co dopiero w porze kolacji czyli po trzeciej 🙂

    Polubienie

  2. mam to samo – zawartość lodówki zniszczyć należy…
    :-). Współmieszkańcy obfutrzeni patrzą krzywo jak otwieram saszetkę z jedzeniem – bo boją się, ze toż pożrę 😉

    Polubienie

  3. Nie ma to jak codzienna „cherbatka” (przez „ch” bo z cytrynką) z radzieckiego termosu. Poprawa humoru gwarantowana!
    A skoro nie wiem co jeszcze więcej napisać, to napiszę, że idę właśnie coś skonsumować i położyć sie spać 😀

    Polubienie

  4. pierwszy raz…
    ekscytujacy nie powiem
    strasznie smiesznie (język) piszesz…tak o wszystkim i niczym
    dobra lektura do poduszki i na odprężenie
    prawie tak dobra jak zakupy na poprawe chumoru 😉
    przez przypadek tu trafiam…
    kolezanka sie zbulwersowala,ze jej szablon jest na innym blogu…ale to blacha sprawa…
    dąże do tego…,że ciesze się że tu trafilam (komplement 😉 )
    i zamierzam nawiedzac,nie czesto, bo z czasem ciezko…
    nie to co twoj (po paru pierwszych notkach) ‚beztroski’ żywot
    pozdawiam 😉

    Polubienie

  5. …. – nie mam pojecia szczerze powiedziawszy co jest pod adresem http://www.ogorki.pl bo wpisalam to ot tak, spontanicznie… kata wie..

    mQ – milo mi, ze tu jestes a szablon z pewnoscia nie nalezy do kolezanki i jest u mnie od poczatku istnienia bloga, zawdzieczam go japetowi i cishy dokladnie rzecz ujmujac i poucz kolezanke, ze nieladnie bulwersowac sie o cos co sami sobie zawlaszczylismy

    Nom – tak

    Polubienie

  6. Rany! Szczęściara! Nosisz rozmiar 34??!! Znaczy malutki rozmiar dziecięcy? O rany… też bym tak chciała… ale moim marzeniem jest 38, a przy koszmarnej głodówce mam szanse najwyżej na 40… 34… o rany…

    Polubienie

  7. Smacznego 🙂 Widocznie organizm się domaga. Ja miałam rozmiar 34 może 10 lat temu, teraz również marzę o 38, ale nadal ze 3 kilogramy/centymetry za dużo…

    Polubienie

  8. => Aga – a juści, że mogę podesłać i do ciebie blaszkę z sernikiem…
    => Bajka – no tak, was jest trzech, ty, twój brzuch i ktoś, kto go chwilowo zamieszkuje. Utargowałaś dwie blachy 🙂

    Polubienie

  9. Data Recovery London experts recover data from hard drive, RAID arrays, Tape disk, laptop. Data Recovery London recovers lost data from hard drives, PDA’s , iPod’s and storage media of all models and manufacturers.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s