Kuplety Kudlicza

Ostatnio mało mówię. Słowa mi się jakoś dziwnie układają na twarzy. Nie pasują. Jak puzzle z różnych pudełek. Albo nieodpowiednio układam usta, albo w nieodpowiedni sposób oddycham. A może to wina międlenia jęzorem? A raczej jego braku? Tak czy inaczej stan milczenia jest fascynujący. I w pewien sposób zbliża do drzew. Czasem czuję się jakbym wyszła spod ziemi. Tylko jeszcze zielonych pędów nie wypuszczam.

Przyglądam się światu szeroko zamkniętymi oczyma. Otwieram je po zmroku. Źrenice są wtedy szerokie i niebezpieczne. Uzależnieją. Trudno nie widzieć nic. Nawet jak się chce. Wczoraj nie potrafiłam odpowiedzieć starszemu panu na pytanie o godzinę. Po prostu blok. Koniec. Kropka. Spojrzał jak na obcego. Sztywno, wyczekująco. Pokazałam mu zegarek i dopiero po chwili poczułam jak pieką mnie policzki.

Na szczęście nie zawsze tak jest. Jak nie mówię to nucę. Chodzę po kuchni i zakłócam powietrze melodią. Albo tylko patrzę. Lustro mówi, że dziwnie. Z ludźmi rozmawiam mało. Ze zwierzętami nie muszę. Czują. Patrzę na Stefana a ona sama szepcze mi, że rozumie. Mamut się śmieje, że mamy z kotem porozumienie czarownic. Na moje spojrzenie mała odpowiada zmrużeniem oczu i swoim ‚mry’, które brzmi całkiem inaczej niż zwyczajne miauczenie. Pomaga. Uśmiecham się.

Mówię wtedy, gdy muszę. Gdybym mówiła kiedy chcę, byłoby to nocami. Wtedy otwieram oczy i nasłuchuję jak za oknem rośnie trawa. Czytam mądre książki, ubieram się ciepło i wygodnie, łykam witaminy, chodzę do uczonych panów doktorów i pań o dwuczłonowych nazwiskach. To taka moda chyba teraz. Albo jakowaś nobilitacja w towarzystwie medycznym. Trędi i glamur jest widać posiadanie prócz jajników tytułu ‚dr nauk med’ w sąsiedztwie dwojga przedziwnych słów, z drugim najczęściej obcego pochodzenia. Albo wszystkie panie dochtór lubią swe nazwiska panieńskie albo długie pieczątki naścibolone maczkiem.

Wydaję majątek w aptekach. Potem wczytuję się w ulotki. Czy aby na pewno.. czy nie zaszkodzę.. czy może lepiej nie. Nie przyjmują zwrotów. Robię więc zastój za ladą lub tuż obok (bo pani ‚magister’ dalej mnie z ulotką nie puści) póki nie przeczytam wszystkiego i ignoruję syki i poszturchiwania. Uczę się. Ale ciężko bywa. Ostatnio poprosiłam w autobusie o ustąpienie miejsca. Czułam, że lada chwila zemdleję. Poskutkowało dopiero gdy zielona na twarzy oparłam się osuwając o sąsiada. Dziwny jest ten świat.

Nie szukam z ludźmi kontaktu. Wierzę, że rozumieją. Albo przynajmniej chcą. Ci co rozumieją są taktowni. Czekają. Tak myślę. Choć w dalszym ciągu nie wiem, czy ktoś przy mnie zostanie. Jakoś sobie radzę sama. Podniosłam się z podłogi, usiadłam i powoli otrzepuję wszystko. Tu rozmasuję, tu załatam, tam pogłaszczę. W końcu zacznie działać. Czas zapełniam pracą, nauką, śpiewaniem. Książki też mnie lubią. Ponoć myślenie magiczno-życzeniowe jest dobre dla dzieci, ale chcę wierzyć, że ta zima minie. Mam w sobie dużo ciepła i spokoju. Nadziei też. Będzie dobrze… bo chcę.

Nadal obejmuję się i przytulam do snu. Zasypiam w kłębku zdarzeń, kolanami dotykam łokci a dłonie zaplatam w warkocz z barkami. Nie chcę pamiętać snów. Gdy się budzę, nadal dotykam łopatek. Mam sporą rozpiętość ramion. Stefan się śmieje, że to kiedyś były skrzydła…

Uśmiecham się
wewnętrznie

Tymbark na dziś – Trzymaj się

23 uwagi do wpisu “Kuplety Kudlicza

  1. znaczki coś poucinały złośliwie, więc może jeszcze raz –
    milczę, staram się nie komentować, bo też komentarze niczego nie zmienią – słowa to tylko falowanie wiatru, zagęszczenie powietrza w czasie i przestrzeni – od słów nasze trzeciososobowe historie nie znikną, niestety. Czekam na lepsze dni i myślę o Tobie ciepło.

    Polubienie

  2. będzie dobrze 🙂

    —————–
    a z kotem to nie jedynie Ty masz tajemny układ ;-). siedzę i pracuję teraz w domu. czyli spędzam dnie za komputerem – obok mnie – na pufie śpi także ciężarna (jak ja) kota Barnaba. kiedy opuszczam rękę – coby od myszowania odpoczęła, Barnaba kładzie łapkę (bezpazurkową) na mojej dłoni i mówi „mrrrr” – tak jakby chciała powiedzieć – „no damy radę”.

    Polubienie

  3. wierzę, że dasz radę. jesteś silna.
    a koty? koty są niesamowite. wiedzą kiedy się przytulić, zamruczeć, a kiedy zmusić nas do jakiegokolwiek wysiłku.

    Polubienie

  4. też kiedyś poprosiłam o ustąpienie miejsca. myślałam że wytrzymam do własnego przystanku, ale padłam jak podcięta lilia.
    ustąpiła mi młoda dziewczyna, chyba tylko ze strachu, że puszczę ptaka na jej glamour spodnie 😉
    później jak już byłam gruba, jak żona hipopotama, każdy gentelman podrywał sie do lotu. złośliwie mówiłam na cały głos: „teraz proszę panów to czuję się jak młody bóg, trzeba było tak skakać jak stałam tu kilka miesięcy temu z zielonym obliczem”

    Buziaki Lorelei :-*******
    (przyjedź kiedyś do miasta Łodzi skąd kot pochodzi)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s