Dupa sałata, czyli długa, cętkowana, kręta… droga do pracy

Śniło mi się, że zaspałam. I to drastycznie bo w majakach obudziłam się o czternastej z minutami. Hmmm. Nieźle. Ale najlepsze było to, że zaczęłam od przyodziewku, którego to szukałam w zamrażarniku. Zapewne ubrana w gustowny płat schabowego tudzież wątróbki wyglądałabym bardzo apetycznie. Dla Burka z sąsiedztwa. Na szczęście ta powalająca wizja, co do której zapewne nie tylo pan Zygmuś Ef miałby wiele do powiedzenia, ocuciła mnie na tyle, że obudziłam się na serio. I na szczęście była 6.10.

W zamrażarce nie znalazłam nic ciekawego i godnego polecenia, więc wskoczyłam w czerwone sztruksy (za całe 20 złotych), jakąś koszulkę (stara z szafy to się nie liczy), kurtkę pamiętającą jeszcze czasy klasy szóstej mojej podstawówki a kupioną w lumpeksie za grosze i tym sposobem kompletny przyodziewek w cenie ewentualnej mięsnej zawartości mego sprzętu AGD będzie mi dziś towarzyszył do końca dnia… albo i dłużej o ile zasnę w opakowaniu.

Miałam jeszcze napisać co jadłam na śniadanie ale jeszcze go nie zrobiłam. Gastrofazę z opcją jamochłon przewiduję – sądząc po odgłosach dobiegających systematycznie z mojego żołądka – za godzinę. Może wtedy się wywnętrzę. Że jestem chora i na co też nie napiszę bo to już nudne a poza tym nic spektakularnego, więc ktoś mógłby się poczuć rozczarowany.

Ale napiszę o wypadku. Tak był dziś wypadek. I oczywiście musiałam wziąć w nim udział bo chyba mój Anioł Stróż to lubi sporty ekstremalne. Może na giełdzie gra? Świnia nie święty. Pani w srebrzystym czymś wjechała naszemu panu kierowcy w bok. Ot tak. Może lubi. A może tak się jej spieszyło do pracy, że postanowiła – niczym ten tramwaj co Doktorowi Zupp przez śniadanie przejeżdżał – przejechać przez środek autobusu. Pełnego autobusu.

Tak czy inaczej najprawdopodobniej nie było to akurat najbardziej pożądane dzisiaj zjawisko. Ani przez pana kierowcę (co to wyskoczył i mało subtelnie dał wyraz temu co myśli o tej pani i o jej rodzinie z psem włącznie), ani przez wyżej wzmiankowaną panią (która dla odmiany dała nieco bardziej subtelnie aczkolwiek równie emocjonalnie wyraz temu co z kolei ona myśli o jego przodkach i krewnych w linii prostej), ani też wreszcie dla pasażerów, którzy na szczęście nie ucierpieli zbyt dotkliwie ale też dawali różne wyrazy. Na szczęście w bliżej nieokreśloną przestrzeń. Nic groźnego się nie stało ale co ręka boli to boli i siniaków parę też przybędzie. Na szczęście przed upadkiem uratował mnie Pan w Niebieskiej Kurtce.

Z tego miejsca pragnę podziękować Panu w Niebieskiej Kurtce za uratowanie co najmniej jednego istnienia przed twardą podłogą autobusu. Wyrazy podziwu.

Wypadek wypadkiem, stłuczka stłuczką i nerwy nerwami ale trzeba było się wytarabanić i ruszyć pospolicie do szkół i prac. Ruszyłam i ja. Długa to była droga i mozolna ale na szczęście zakończona sukcesem co widać w załączonej notce. A teraz odsapnę nieco przy herbacie, stresa przytępię i zawezmę się do czynności ku pomnażaniu dochodu narodowego brutto skierowanych.

Miłego dnia

14 uwag do wpisu “Dupa sałata, czyli długa, cętkowana, kręta… droga do pracy

  1. Powiedz temu rozrywkowemu stróżowi co by trochę przyhamował, a jak lubi sporty extremalne to mu dam dziecko na wakacje 😉
    Ja mam dziś wolne i cieszę sie szatańsko, bo w pracy audyt, którego nie trawię bardziej niż dżdżystego lipca.

    Polubienie

  2. Hmm, w sumie i ja dziś widziałem coś ciekawego, co męczy mnie od rana i pracować nie daje. No bo wyobraź sobie chodnik rankiem lekko chłodnym, a przy chodniku trawniczek, z klombami i krzakami co na nim rosną sobie cierpliwie. Ja na chodniku sobie drepczę, chodnik sobie jest i nic ponad to nie robi – tu żadnych zmian tego ranka nie było. Na trawniczku jednak coś wypatrzyłem, coś czego dzień wcześniej tam nie było – na trawniczku, pod krzaczkiem leży gigatorba – taka z lichutkiego materiału, z serii tych w których czasem na bazar staruszki ciągną swój handlowy dobytek. Torba jak torba, też nie zaskoczyła tak bardzo, w końcu mam wysoko zawieszony poziom zaskakliwości. Przy tym bagażu tkwiło jednak coś jeszcze, coś, co kole mnie wciąż w rozumek. Bo moja droga, przy tym bagażu stały dwa buty – ładnie ustawione, rozwiązane, elegancko postawione, ale żaden człowiek do tych butów nie był przypisany! – tylko trawniczek, krzaczek, torba i buty.
    Kosmici, pani, kosmici jak nic.

    Polubienie

  3. heh,a ja ostatnio wędrując do sklepu widziałam niemal że jakieś zawody co je pokazują w amerykańskiej tv…rusek stuknął i w pędzie porysował auto…tamto się pokręciło i zatrzymało,a rusek pognał dalej…od porysowanego odpadło to co przy kole – felga chyba i poleciały wyrazy nader ciekawe.
    policja nie zdązyła przyjechać,nie było do kogo.

    Polubienie

  4. A moj autobus tez dzis wypadkowy! Tylko ze to on stuknal taka piekna Octavie, blyszczaca, czarniutka, uh az szkoda. smiesznie bylo, bo kierowca wychodzac do rozzloszcoznego pana mowil do siebie „no i czego czego, przeca kolizji nie bylo”. Potem oblukalam auto „niby-nie-skolidowane” – lusterko zwloki, wgiety bok, rysa na pol drzwi…. drobnostka.
    no ale w koncu 13tego wszystko zdazyc sie moze!
    Oby nie nam
    🙂

    Polubienie

  5. Nie ma to jak pełna niespodzianek drga do pracy, dzięki Bogu, ja nie musze korzystać ze środków komunikacji miejskiej (wszędzie piechotą zajdę), czasami żałuję, ale takie wypadki pocieszają mnie, że jednak mam się dobrze 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s