Don't open till Xmas…

… napisałam sobie dziś jaskrawym markerem na stopach.

Stopy jak obyczaj stary a pradawny nakazuje wystawały mi schludnie spod kołdry i zapewne podrygiwały w rytm jakiegoś koszmarka sennego, których ostatnio aż za dużo miewam.

Niestety, czy to fakt, że nikt poza mną (i Stefanem ale jeśli przyjąć, że koty nie mówią ludzkim głosem to i tak by jej nikt nie zrozumiał) w tym domu nie zna ani nawet nie jest w trakcie poznawania tegoż pięknego i jakże użytecznego (jak widać) języka, czy nieodpowiedni kolor lub czcionka, a może brak reklam i ilustracji (stopy mam za małe), czy też totalna ignorancja ważnych informacji przez zamieszkałych pod tym dachem istot… nie wiadomo. Grunt, że zostałam koncertowo olana i postawiona do pionu o szóstej rano.

Jeszcze do niedawna ta pora kojarzyła mi się tylko i wyłącznie nieprzyjemnie jednak teraz nikt nie kazał mi mierzyć temperatury, nie przyszedł z ogromną strzykawką i strasznym wyrazem twarzy ala Rzeźnik z Kampinosu, nie próbował pobrać mi krwi przez sen i nie kazał łykać jakichś ohydnych wielgachnych piguł. Dawno tak się nie ucieszyłam na widok tej godziny na zegarku.

Radość moja oczywiście nie trwała zbyt długo, bo zaraz sobie przypomniałam, że dziś pierwszy dzień w pracy po miesiącu z niezłym hakiem spędzonym w szpitalu i okolicach. Można się łatwo domyślić co mogło na mnie czekać w robocie… Płacz i lament to może nie ale zgrzytanie zębów jak najbardziej. I to moich.

Sajgon. Ratunku! Tonę! Nie wiem o co chodzi. Nie pamiętam jak się nazywam. Mam w głowie wielką dziurę i ona nie znika wraz z końcem ziewania. Sporo się pozmieniało, choć to co powinno się zmienić oczywiście pozostało constans. W toalecie nadal śmierdzi kminkiem, więc poczyłam się swojsko. Za to na moim biurku rozbił się jakiś transportowy jumbo-jet z makulaturą. Myślę, że analogicznie do ‚biez pół litra nie rozbieriosz’ powinnam sie przerzucić na ‚bez portowego dźwigu nie odkopiesz ołówka’. Nikt oczywiście nie ma pojęcia ‚o so chosi’ i w ogóle wszyscy na czele z kserokopiarką uwzięli się dziś na biedną dziewczynkę bez zapałek. Niech mnie ktoś przytuli…

Jedna tylko rzecz wydała mi się zaskakująco radosna… ale też jakby nie do końca. Bo jakiś końkurs blogowy jest siem okazujem. Iiii ja tam jakoś straszecznie wysoko straszę. Iiii super, ekstra, ultra, kul… tylko se tak przemyśliwuję i polimeryzuję, żeee… skoro ja tam jakoś bez przypadek wlazłam w czasie kiedy na blogu mym żadnych brand nju notek nie było i głucho było aż w uszach dzwoniło a kurz na rzęsach osiadał… to… nachodzi mię myśl jedna a uporczywa… że jak teraz nie daj Stefan zacznę pisać… to nie dość, że spadnę na pysk bez pardonu i znieczulenia to jeszcze mi blog eksploduje jak supernowa i zostanie po nim tylko cień czarnego karła w otoczce z pędzących kwarków. Hmmm…

Dobra ja tu piszę a papiery stygną i monitor szkłem nasiąka. No to po łyku kierowniku!

Marzę o tym by zaciąć się w windzie do gwiazdki.

Jakieś pomysły?

Ps. Mówiłam, że ajl bi bak… Jak mawia mundry pan dochtor ze szpitala ‚kobity i kota tak łatwo zadusić się nie da’
Chyba mu wierzę.

19 uwag do wpisu “Don't open till Xmas…

  1. nowa notka, nowy powód do uśmiechu na twarzy na mojej twarzy =D
    Dobrze, że wróciłaś, ale jak Cię nie było miałem czas na przerobinie choć części twojego archiwum

    Polubienie

  2. jak będziesz pisać notki to dopiero podskoczysz w rankingu do góry 😉
    a trafiłaś na bardzo mundrego dochtora, przecież my jesteśmy nie dozdarcie 😉

    Polubienie

  3. :-), fajnie, że ‚bi bak’. jak wróciłam po miesiącu zwolnienia do pracy to przez tydzień czyściłam biurko i usuwałam efekty działań moich kolegów… i myślę znowu o zwolnieniu, bo mi moje dziecko wewnętrzne tłumaczy: odpoczywaj, odpoczywaj…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s