Przed moim oknem zaczyna i kończy się świat

– Dobrze się pani czuje?

Usłyszałam obok jak przez mgłę. Powietrze zadrgało gdzieś w odległym końcu autobusu. Pomyślałam, że komuś pewnie zaraz zrobi się słabo i że nawet nie mam siły spojrzeć. Ale uspokoił mnie nieco ten głos. Ktoś o kogoś zadba.

– Dobrze się pani czuje??

Usłyszałam tuż przy uchu. Ocknęłam się z odrętwienia i rozejrzałam nieprzytomnie. Ktoś się nade mną pochylał. Ktoś inny ustępował miejsca. Zmartwione twarze. Takie dziwne o siódmej z minutami w zatłoczonym poniedziałkowym autobusie.

– Nie… tak… znaczy wszystko w porządku…

Usłyszałam z zewnątrz swój głos. Niepodobny. Jak przez warstwę waty. Jakby należał do obcej mnie.

– Jest pani pewna? Strasznie pani blada.

Zmartwił się ciepły baryton z górnych warstw ikarusowej troposfery a pani w filcowym kapeluszu nieśmiało zajrzała mi pod lewy okular.

– Tak, tak… dziękuję.

Wysiadłam pospiesznie czując pod stopami podłoże z uginającej się elastycznej tkanki. Obrzydliwe. Chodnik jeszcze tylko przez chwilę falował zanim wyostrzył się w jedną linię.

– Już dobrze – pomyślałam sobie ciepło głaszcząc się w duchu po głowie.

– Już dobrze – powiedziałam na głos obierając kurs na ławkę na przystanku.

Pusto, przyjemnie chłodno i biało. Powietrze otrzeźwia ostrym ‚do pionu lala, do pionu!’. Wstaję. Zima pomaga. Do przejścia dla pieszych już dochodzę zwyczajnym tempem. Bez nóg jak z waty. Pod stopami śnieg chrupie już z dawną akustyką.

Pewnie to przez tę duchotę w autobusie.
Czasem robi mi się słabo.
A może to przez psa…

Wyglądałam wczoraj przez okno. Okutana w koc, z kubkiem puchatka w ręce. Książka mi się skończyła a i oczy zmęczyły od kilkugodzinnego śledzenia wersów po stronicach. Spojrzałam akurat w momencie, gdy mały szary kundel wbiegł na pustą jezdnię.

Zdążyłam pomyśleć tylko – uważaj! – gdy prosto w niego wpadł rozpędzony samochód. Nie, to nie pies wpadł pod samochód. On był tam pierwszy. To samochód wpadł w psa. Pusta ulica. Musiał widzieć. Było widno. Godzina 11. Niedziela. Blisko kościoła. Trzeba zwolnić. Znak ograniczenia do 40 km/h.

Samochód wlókł psa kilkanaście metrów. Potem mała szara kulka wzleciała w powietrze i upadła na jezdnię. Dokładnie z tym miejscu, w którym na nią wbiegła. Nie było krwi. Wszystko ucichło. Jezu co za upiorna cisza. Biało-szaro.

I tylko nagle ten skowyt. To pies. Żył jeszcze. To przecież niemożliwe. Przy takim uderzeniu, prędkości, wleczeniu, locie, uderzeniu… nie mógł przeżyć. Znów skowyt. Do teraz po plecach przechodzą mi ciarki. Do teraz gdy przypomnę sobie jego płacz. Taki przejmujący. Nigdy takiego nie słyszałam. Tak bardzo ludzki… tak mało psi… od razu czuć jak bardzo to wszystko boleć musi. Przerażenie w kształcie kulki bezwładnie zbitej w kłębek sierści.

A może to ta pani, która wbiegła na ulicę zaraz za psem, gdy ten już upadł na ziemię. Ze smyczą i zwisającą z niej smętnie obrożą. Widać się poluzowała. Nie to nie ona. To szara kulka, leżąca na jezdni w śniegu. Jakby spała. Tylko ten łebek dziwnie wykręcony. Pies zapłakał ostatni raz, pani zawyła i wzięła go na ręce.

Kierowca samochodu nawet się nie zatrzymał. Cała scena trwała może z 5 minut. W tym czasie nie przejechał tamtędy żaden inny wóz. Ten ktoś nawet się nie zatrzymał. Choć pies i tak zdechł. Już nie mógłby mu pomóc. Ale mógł się zatrzymać. Tej małej szarej kulce się to należało. Jej pani również.
Ale czego ja wymagam w czasach, gdy nawet po przejechaniu człowieka kierowcy nie zatrzymują swoich aut.

Ten kierowca pewnie wrócił do domu, gdzie zapewne się tak spieszył, cały i zdrowy. Ciekawe czy przy drzwiach powitał go jakiś merdający ogon…

Głupia jestem. Długo płakałam patrząc przez okno na własnego psa – dużego i brązowego – śpiącego spokojnie przy budzie na podwórzu.

– Przykro mi – powtarzałam szeptem – przykro mi..

Przez chwilę miałam wrażenie, że zamieniam się w małą, szarą, przerażoną kulkę. Tylko już zaskowyczeć nie potrafię. Mogę tylko szeptać.

52 uwagi do wpisu “Przed moim oknem zaczyna i kończy się świat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s