Jestem nienormalnie nienormalna

Miałam sen.
Byłam Czerwonym Kapturkiem i w obrzydliwie pluszowym ubranku, które z zapałem międliłam w rękach i rzygliwie błyszczących lakierowanych trzewiczkach, które ochoczo utytłałam w napotkanej kałuży pomykałam sobie sielankowo malowniczym laskiem do babcinego domku. Poza tym piłam wino ‚Kwiat jabłoni’ wprost z butelki i za uchem miałam kubańskie cygaro. Pamiętam, że babciny domek miał być na kurzej łapce (która w efekcie łapką kurzą nie była tylko łapką na muchy) i prowadziły do niego drogowskazy jak z warszawskiego metra wyjęte. Na co piątym drzewie wisiała głową w dół ruda wiewiórka i wrzeszczała ‚Spójrz na mnie! Spójrz na mnie!’. Jak spojrzałam odwracała się i pokazywała mi tyłek z drogowskazem ‚Domek babci za trzy przystanki’… ‚ domek babci za dwa przystanki’ a lektor czytał ‚Następny stacja – Chorwacja’ albo inne ciekawe rzeczy. Gdy przeczytał o Wandzie co nie chciała Niemca zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu gabinetu psychiatry i dojrzałam… uśmiech kota bez kota. Lustra nie było, stolika z buteleczkami i napisami ‚wypij mnie’ też nie, w żądną dziurę znienacka nie wpadłam i w głowę się nie uderzyłam. Zdziwiłam się jeszcze bardziej jak z tego uśmiechu co to bez kota był pojawił się Pan Wilk. Pan Wilk był szarmancki i miał postać dzikiego psa Dingo co jeździł koleją. Znaczy nie wiem czy do końca ale tak się przedstawił. Notorycznie śpiewał. Na początku ‚Born to be wild’ ale akcent miał kosmiczny. Nie chciał wiedzieć co mam w koszyczku, zresztą koszyczek już na początku snu przepadł gdzieś w smakowitych porzeczkach, które prosto z krzaka jadłam, to mu sama powiedziałam, że koszyczka nie mam ale do babci idę. O ja głupi Czerwony Kapturek. Prawie jak z bajek dla potłuczonych kabaretu Potem. Potem Pan Wilk zaczał mi śpiewać La Cucaracha więc stwierdziłam, że najwyższy czas się oddalić. Fałszował strasznie. Pod pretekstem zrobienia siusiu poszłam w pobliskie zarośla i w chaszczach podjęłam życiową decyzję. Wieję stąd zanim mi się przyśni Ołowiany Żołnierzyk i Caliczeczka spółkujący na muchomorze bo wtedy to już w ogóle hardcore będzie. Zaczęłam wiać ale napotkałam… przejście podziemne. No nic. One kozie death pomyślałam i wbiegłam. Oczywiście było ciemno i strasznie i spotkałam Neo z Matrixa, który miał na prawym pośladku (od razu zademonstrował) wytatuowanego króliczka Playboya a na czapce z daszkiem (tył naprzód) napis ‚follow me’ i wózek bagażowy rodem z lotniska okęcie. Zanim zdążyłam osłupieć do szczętu załadował mnie na ten wózek i przewiózł przez to przejście co to się okazało być tunelem. No końcu tunelu jak się okazało czekał na mnie Pan Wilk wzbogacający właśnie swój repertuar o piosenki biesiadne śpiewane metodą karaoke do tłumu klaszczących meduz. Nagle zawył ‚góraaaalu czy ci nie żaaaal’ i rzucił we mnie baranim udźcem. W tym zdziwieniu nią zdążyłam spytać ke pasa a już miałam ten udziec u stóp. Nie dość, że świnia rzuciła we mnie mięsem to jeszcze nie przyprawionym. Toż to skandal. Pan Wilk jednak miał gdzieś moje obiekcje co do takiej formy zalotów i najwyraźniej rozzłoszczony tym, że go olałam cienkim strumieniem i zostawiłam samego w lesie na pastwę poziomek szarżował na mnie z mikrofonem i kakofonią. Już miał wyjąc w dalszym ciągu podejść do mnie. Już widziałam jego okrutne zębiska i wielgachne gały. Już widziałam z baaardzo bliska babciny czepek na jego paskudnym łbie (ale czemu kąpielowy?!)… kiedy zadzwonił budzik.
Ooooch co za ulga. Nie zniosłabym tego wściekle czerwonego pluszu, lakierek i ziejącego czosnkiem Pana Wilka w czepku made in China skradzionym zapewne z basenu Inflancka. Koszmar. Normalnie koszmar jak pragnę podskoczyć. Ale melanż…
Czasem kocham budziki…
Oczywiście po chwili znów zapadłam z letarg i w efekcie zaspałam do pracy ale spóźniłam się tylko 15 minut, więc można uznać, że idzie ku lepszemu 😉

Chyba się boję analizować ten sen.
Ma kto jakiegoś pomysła?

Bajka pokręcona

18 uwag do wpisu “Jestem nienormalnie nienormalna

  1. wy sie boicie a co ja mam powiedziec? 😉
    ze stwierdzonych niedoborow kwalifikuje tylko niedobor zelaza we krwi 😉
    gro – a co tam tak macasz?

    ps. a-i-m to ja czekam az sie ozwiesz mila pani ;))

    Polubienie

  2. i sie wydalo gdzie te wiewiory co ich z Awia nie moglyscie upolowac…

    „nastepny przystanek: Chorwacja”, Ty naprawde potrzebujesz długiego urlopu w ciepłych krajach, z cala swita uslugujacych dookola 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s