Lajf is soł brutal… z cyklu – przypadki tramwajowe na liniach parzystych w piątkowe poranki

Jadę sobie tramwajem linii parzystej. Ładny, żółciutki, nowiutki, luźniutki jak na tę porę poranka. Nawet mało smrodliwy, w dodatku wyczuwalna nutka Goodlife’a od sąsiada z przodu. Ten sąsiad też taki całkiem do rzeczy ale zaobrączkowany niczym eksperymentalny gołąbek, więc wącham tylko jednym nozdrzem. Stoję sobie, z uchylonego okna miło wiaterek powiewa, nawet słońce się znalazło, książka dobra w łapie. Żyć nie umierać. I tak sobie stoję i pachnę. Bzem liliowym. A co mi tam. Z miną z cyklu ‚świat jest mój tylko jeszcze o tym nie wie’ nonszalancko przerzucam kartki i chłonę literaturę obcą. Nagle czuję charakterystyczny dreszczyk na karku. Ktoś ściąga mnie wzrokiem. Nie wiem jak to jest, ale człek zawsze sie orientuje jak jakiś drugi osobnik mu się badawczo przygląda. To chyba ma związek ze zmysłem kinestetycznym czy jakoś tak, ale dziś się wymądrzać nie będę bo piątek jest. W piątki zbyt intensywnemu myśleniu mówimy stanowcze nie a wymądrzaniu to już nawet wrzeszczymy. Złapałam więc ten dreszcz i podążyłam za białym króliczkiem. Po uniesieniu pochylonej głowy w odległości jakichś 4-5 metrów napotkałam na męskie spojrzenie. Hmmm. Męskie spojrzenie z natury takich co to te dreszcze na karku wywołują. Spojrzenie (no dobra właściciel) było takie, że pomyślałam sobie coś nieprzyzwoitego i nawet sie za to w duchu nie zganiłam. No co. Wiosna jest, hormony buzują aż huczy. Nie przypominając sobie dziś żadnych przypadkowych barw wojennych na twarzy ani wypadków z ewentualnymi płynami na koszulce ani niczego dziwnego we włosach pomyślałam, że on faktycznie TAK patrzy. Przestałam udawać, że czytam i podniosłam wzrok na wyżej wymieniony obiekt. Obiekt się uśmiechnął tak, że mi kolana zmiękły w obu stawach i dalej patrzył. Zdębiałam lekko ale nic po sobie poznać oczywiście nie dałam i wystosowałam odpowiedni grymas co by wyglądał na uprzejmy i sympatyczny ale ze stosownym dystansem a nie taki z gatunku ‚bierz mnie, gryź mnie i zahaczaj’, który zdecydowanie cisnął mi się na usta. Wcześniej błyskawicznie dokonałam pobieżnej lustracji uzębienia językiem, czy coś się aby na klawiaturze nie ostało ze śniadaniowego jabłka. Obiekt patrzył z rosnącym zainteresowaniem a ja poczułam, że się czerwienię. O cholera! Nienawidzę tego od czasów przedszkolnych śpiewanek i recytowanek na apelach wszelakich. Na szczęśnie zarumieniłam się tylko policzkowo trochę i w porę opanowałam naczynia krwionośne wraz z rosnącą we mnie paniką (o dzięki ci psychologio kliniczna z systemem biofeedback – jak pragnę zakwitnąć nie sądziłam, że kiedykolwiek mi się do czegokolwiek przydasz). Szybki look znad lewego okulara utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że obiekt owo zaróżowienie spostrzegł i teraz uśmiecha się jeszcze… ładniej. Teraz to mi już zmiękły wszystkie stawy. Fakinszit. Czemu ci faceci muszą tak patrzeć jak ja akurat zaraz mam wysiąść bo zbliża sie mój przystanek. No nic. C’est la vie jak mawiają rdzenni Eskimosi w Kongo. Trza wziąć swój wielce atrakcyjny zadek w troki, usztywnić kolana, schować jęzor, zahamować ślinotok i ruszyć do wyjścia. Odśmiechnęłam się więc promiennie, mrygnęłam raz czy dwa zalotnie rzęs wachlarzem, niczym rącza łania śmignęłam przed samym nosem obiektu z zamiarem roztoczenia wiosennej aury i z rozwianym włosem wysiadłam z żółciutkiego tramwaju linii parzystej. Wielce zadowolona z tak pięknie rozpoczętego dnia i z siebie ofkurs, pogwizdując pod nosem ‚I’m too sexy…’ i hołubiąc kobiecą próżność na wspomnienie obiektu i jego spojrzenia, od którego siada całe zawieszenie wykonałam polkę-galopkę do pracy, czyli przetoczyłam się na czerwonym świetle na drugą stronę ulicy. W windzie lustro pokazało mi zarumienioną, uśmiechniętą twarz i całą resztę. Na wysokości nowego paska (tego z Krakowa) moich ulubionych zielonych bojówek dumnie widniał… rozpięty rozporek tychże. No i skończyło się rumakowanie. Takiego buraka, jakiego strzeliłam sekundę po dokonaniu tego spostrzeżenia, ta winda chyba nie widziała. Ech… a już myślałam, żem taka boska 😉

9 uwag do wpisu “Lajf is soł brutal… z cyklu – przypadki tramwajowe na liniach parzystych w piątkowe poranki

  1. no… Bajka, a czy sobie myslisz, ze faceci to zerkaja w strone rozporkow w spodniach?? eee, raczej na przeciwlegla czesc spodni…wiec dla mnie wniosek plynie tylko jeden… Twoj obiekt nawet tego nie zauwazyl, on widzial tylko Ciebie 🙂 a potem jechal dalej rozmarzony… majac w pamieci Twoj usmiech i rumieniec

    Polubienie

  2. Tak chciałam mądrze Ci napisać…..i jak zwykle mam reflex 60-letniego szachisty….m-d już wszystko powiedział :-))))

    A swoją drogą to od faceta właśnie usłyszałam kiedyś tekst „O eklerek się pani rozpiął”
    🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s