Telewizja uczy i bawi… a jakże ;)

Dziś rano dobiegły mnie dźwięki włączonego telewizora. Jakiś wybitnie poranny program dla wybitnie wcześnie wstających ludzi. Dla biednych ludzi, którzy nie mogą nacieszyć się ciepłem kołdry o siódmej rano, kiedy spać się chce najbardziej a łóżko jest najwygodniejsze i dać można by wiele by jeszcze troszkę móc podrzemać. Mnie też dziś nie było to dane. Dane mi było za to wysłuchać rzeczonego programu, w którym mocno podekscytowana pani prowadziła jednostronnie ożywioną dysputę z jakimś zblazowanym i najwyraźniej z deka niewyspanym panem. Pani szczebiotała i świergoliła na takich częstotliwościach, że musiałabym być pozbawiona zmysłu słuchu i ośrodkowego układu nerwowego by wytrzymać to w pozycji horyzontalnej. Usiadłam więc i zaczęłam się przyglądać. Laska jakaś taka nadpobudliwa psychoruchowo, ćwierka tam i ćwierka. Myślę sobie ‚co ona brała o tej porze?’ ale nic to – oglądam dalej. Oglądam i widzę jak pastwi się nad biednym panem. Toż to ja już stąd widzę, że gościu skacowany po imprezie. Nad ranem pewnie musiał się zerwać od stołu, na którym spał twarzą w sałatce, taki jakiś wymiętolony i rozmemłany jak ostatnie nieszczęście. A ta mu tu kadzi o jakiejś książce. No tak! Bo on przecież książkę wydał – na jego twarzy nagle maluje się olśnienie. Chyba nareszcie przypomniał sobie po co do tej telewizji kości swe zmęczone przytargał. I skupienie takie na oblicze mu wpełgło, że aż się obudziłam do reszty i z ciekawością obserwowałam co dziać się będzie. A działo się, oj działo.
Znudzony pan opowiedział o tym, że książkę napisał (i dobrze), i że z wydaniem problemy miał (a kto nie ma psze pana ja się pytam), i że to kryminał jakiś czy inna sensacja (no to to ja lubię, dobra nasza), i że zadowolony jest (trudno żeby nie był – w końcu chce to cudo sprzedać), i że w ogóle to on się bardzo cieszy, że jest w studio (a nie wygląda skubany).
Na to lafirynda poranna mu ćwierknęła, że ona też się cieszy i że książkę czytała, i jest fantastyczna, i w ogóle, i w szczególe… Zaczęła się standardowa wymiana uprzejmości i rozmowa na temat tego dzieła wiekopomnego. Nie pamiętam tytułu, bo mocno jeszcze niepritomna byłam ale chyba był to ‚Kryptonim Pingwin’. Tytuł dość mało kryminalno-sensacyjny i raczej kojarzący się z arktycznymi zakonnicami ale nie uprzedzajmy się. Uprzedzić mogliśmy się już za chwilę… Sama rozmowa (a raczej monolog) na temat książki już ewentualnego czytelnika mogła zniechęcić, bo podekscytowana dziunia opowiedziała prawie wszystkie wątki. Ja tylko patrzyłam jak twarz autora zmieniała się z zaskoczonej w zdumioną, ze zdumionej w poirytowaną aż wreszcie w pełną rezygnacji maskę. Jak wreszcie udało mu się dojść do słowa to już było za późno na cokolwiek poza łykiem kawy. Siorbnął więc sobie dla kurażu bo co miał biedak począć.
I wtedy, gdy już wydawało się, że bardziej się tego nie da sknocić, pani redaktor dziunia ‚zastrzeliła’ chyba wszystkich kończąc zdanie:
‚…w końcu i tak wszyscy giną, ale nie zdradzajmy treści’

Mam nadzieję, że ona zdaje sobie sprawę, iż recenzje nie są jej najmocniejsza stroną.

Miłego dnia

18 uwag do wpisu “Telewizja uczy i bawi… a jakże ;)

  1. u mnie całe życie bez tv upływa i przyjemnie jest… a takie ‚rodzynki’ raz na jakis czas tylko mnie w tym przekonaniu utwierdzają 😉

    Polubienie

  2. dziunie z tv sa dla mnie zrodlem ekstaz intelektualnych od lat. do ulubionych perelek nalezy wywiad, jaki lata temu przeprowadzila niejaka grazyna torbicka z woody allenem…mina rezysera swiadczyla, ze mysli o niej to samo, co ja: czemu pani sie upiera, ze sie zna na kinie????;-)
    ale przynajmniej jest ladna…w tv to duzy atut:-)

    Polubienie

  3. Nie ma to jak udane recenzje… A co do tych biedaków wstających bladym świtem, to też się do takowych zaliczam 😦 Zgrzytam zębami, ale nie ma wyjścia – nie znalazłam pracy zaczynającej się od 11 i trwającej do 16 😦 Takie pory by mi najbardziej odpowiadały 🙂

    Polubienie

  4. Bo to z playbacku szlo, pani była wirtualna… stąd to ożywienie. A pan musiał być zblazowany, ktoś kto piszę książkę „Kryptonim pingwin”, nie może inaczej wyglądać.

    Polubienie

  5. A to rosyjska książka jest. Opinii na jej temat jeszcze nie mam, bo nie mogę doczekać się na paczkę z merlina. Ale opis brzmi zachęcająco.

    Polubienie

  6. nie mialam jeszcze na nosie okularow ale to z pewnoscia nie byla mlynarska… jej glos stawia mnie na nogi w jedna miliardowa sekundy… nawet po 2 litrach 😉

    Polubienie

  7. To na mnie głos a raczej piskliwe szczepiotanie Młynarskiej właśnie podrywa jak salwa armatnia i „drzaźni” starszliwie…jakby tak siadła koło mnie to, chyba mysiałabym ją zdzielić w potylice…

    Byliście kiedyś na jakimś ulicznym koncercie przez nią prowadzonym? Jak się wydziera? Normalnie za to powinni odszkodowania wypłacać…i to bez przeprowadzenia postępowania.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s