Strefa mroku, czyli zasypiam w nieokreslonej czasoprzestrzeni ponad poduszką

W związku z nasilonym atakiem waranów (czyt. klientów) na licznie rozmieszczone i bezwstydnie drogie sklepy firmy naszej kochanej (bleeh) w okresie przedświąteczno-szaleńczo-zakupowym wszyscy pracownicy biura (czyt. biurwy pospolite i te z górnej półki) zostali oddelegowani do pomocy w trybie natychmiastowym. Pomoc w trybie czy bez trybu polega na tym, że podzielono nas pionami, działami i czym tam jeszcze można. O poziomach nic nie wspomniano, więc praca w pozycji horyzontalnej pozostaje jedynie w sferze postfreudowskich wydumań i moich osobistych marzeń – spaaaaaaaaać!!! Ale po kolei. Jak nas podzielono tak nas przydzielono i w efekcie mam i tak najlepiej bo dostałam sklep wybitnie blisko siedziby firmy i nawet czapki specjalnie nie muszę do kolan naciągać bo zanim zdąży mi się zrobić zimno już z biura trafiam do miejsca przeznaczenia. Opłaca się być czasem w dziale IT, bo jak sobie pomyślę, że miałabym w taką zadymkę i inną marznącą pluchę zaiwaniać z Bielan do Centrum a potem gdzieś na Targówek albo Żoliborz i znowu do Centrum a wieczorem wracać na Bielany (oczywiście komunikacją miejsko-korkową) to by mnie szlag trafi nagły i jasny jak cholera. Oczywiście nikomu nie jest na rękę takie błąkanie się na trasie dom-biuro-sklep-biuro-dom (konfiguracja dowolna) ale ‚góra’ zadecydowała a ‚dół’ wykonać musi. Co z tego, że ów ‚dół’ ma doła bo jest mu zimno, ciemno i ponuro a w dodatku wszędzie daleko. Bo ‚góra’ sobie zajeżdża wszędzie nowiutkim Chryslerem a ‚dół’ tłoczy się w tramwajach i autobusach. Ja na szczęście mogę na piechotkę dodreptać na Nowy Świat bo to rzut beretem stąd. W sklepach… koszmar. Przynajmniej dla mnie. Ludu tyle jakby w promocji walizki szmalcu rozdawali. Ciekawam bardzo skąd Ci wszyscy biedny ponoć ludzie mają tyle funduszy, żeby tłoczyć się o kas w naręczami wcale nie tanich prezentów. Ale to takie moje umęczone dywagacje poniedziałkowe. Umęczone bo dostałam w prezencie od firmy cudowną funkcję. Nie wiem kto mnie wydał, że manualnie nie jestem ostatnia sierota i zdolności można się u mnie doszukać rozmaitych ale jak dorwę to – jak mawia Zdzich – ‚łeb urwę przy samej d…’. Dostałam firmową plakietkę ‚Anna – pakowanie prezentów’ i przybornik. Dostałam również tonę papieru do pakowania, miejsce w najbardziej ruchliwym punkcie schodów sklepu i odcisków na wszystkim na czym tylko mogłam po czterech dniach pracy. Pakowanie prezentów jest bezpłatne, zatem gąszcz spieszących się wszędzie i podenerwowanych klientów okupuje mój stolik od godzin porannych do późnonocnych i uniemożliwiając jakąkolwiek przerwę działa wybitnie odchudzająco. Jak widać we wszystkim można doszukać się pozytywnych aspektów – na sylwestra wcisnę się w każdą kieckę i to bez okolicznościowego ciągłego wdechu. Ale jakoś ciężko mi pamiętać o tym po 10 godzinach ciągłego stania w pozycji mocno pochylonej i manualnych cudów na kiju – bo dłonie już zgrabiałe od wysiłku i każda kolejna paczka wychodzi mi bokiem. Ogonek sięga drugiego piętra a tu pan przyszedł z mikroksiążeczkami za 2 zeta każda i burczy żeby mu każdą z osobna zapakować… i to szybko… i to ze wstążeczkami… i dlaczego tylko papier firmowy mamy… i czemu tylko trzy kolory wstążek do wyboru… i dlaczego 10 sekund mi to zabiera a nie 2… bo on się spieszy… a tu wstążkę proszę jeszcze pokarbować… i bilecik dołączyć… i uśmiechnąć się… wesołych świąt… bo za darmo… Jeśli za darmo to do końca, do oporu, ile się da, najwięcej, najpełniej, najszybciej, naj… Co jakiś czas przestępuję z nogi na nogę. Nie zwykłam stać ciągle w jednej pozycji. Robię przerwę na siusiu. Jeść nawet mi się nie chce… tylko pić… W rzadkich wolnych chwilach przycinam papier by klienta-pana co mu się spieszy niewymownie obsłużyć z pełnym profesjonalizmem zanim zdąży zapytać czy za darmo też może mnie podrywać bezkarnie i uwagi niedwuznaczne z propozycjami składać. Rzygam znudzonymi podtatusiałymi panami umizgującymi się w przelocie by żoneczka spomiędzy półek nie dojrzała, dresiarzami z przerywnikami słownymi, uśmiechem ala radziecki sztangista i chuchem C2h5OH, erotomanami gawędziarzami z odwiecznym problemem odwrotnej proporcjonalności wielkości ego i przyrodzenia. Paniusiami wypindrzonymi na wysoki połysk też się dławię, w gardle staje mi uśmiech numer 2 gdy zbliża się wypacykowana pudlica rasy ludzkiej z potomstwem rozłażącym się po kątach. Ale jestem grzeczna, miła i uprzejma. Profesjonalny kontakt. Chowam siebie głęboko. Przykre jest widzieć jak klienci traktują sprzedawców i obsługę sklepu. W takich momentach doprawdy nie dziwię się, że czasami nerwy im puszczają i tylko nadludzkim wysiłkiem woli nie wykopią delikwenta za drzwi. Na szczęście nie zawsze tak jest. Gdy klient jest uprzejmy i odnosi się do mnie i mojej pracy z szacunkiem, nie traktuje mnie jak towaru tylko dlatego, że zrobił tu zakupy i zapakowanie wszystkiego mu się NALEŻY – nie muszę grać. Wtedy jest tak jak być powinno. Sprawia mi autentyczną przyjemność widok miłego zaskoczenia efektem moich starań. Ludzie wylewnie dziękują, przynoszą mi cukierki, bo pieniędzy nie chcę przyjąć, składają życzenia… takie ciepłe od serca. Te chwile sprawiają, że o wysiłku i zmęczeniu da się zapomnieć. Na niezbyt długo ale zawsze.
Mówią mi, że mam anielską cierpliwość i do każdego uśmiecham się promiennie mimo wszystko. Ja po prostu mam nadzieję, że kolejne zakupy ten czy ów zakończy inaczej niż tylko wściekłym odburknięciem na do widzenia. Być może kiedyś ludzie nauczą się traktować siebie wzajem jak ludzi… nie przedmioty.
Uśmiecham się. Bo lubię…
Bo ja to daję ludziom od siebie… nie dlatego, że im się to należy, tylko dlatego, że chcę…

Wieczory są jak zbawienie.
Zapomniałam jak wygląda moja poduszka.
Zasypiam zanim się z nią spotkam…

Spokojnych Świąt ;))

Bajka

10 uwag do wpisu “Strefa mroku, czyli zasypiam w nieokreslonej czasoprzestrzeni ponad poduszką

  1. Jesooooo Bajka, ja ci obiecuję solennie, ze jak tylko będę miała okazje, to twojemu osobistemu szefostwu nakopie bardzo głęboko do dupy!!! Co to jest kurna, za szef, który „nie dostrzega” ze mu pracownik niemal zasypia w pracy. Fuck fuck i jeszcze raz fuck!!!
    Pardon, ale sie uniosłam…

    Polubienie

  2. Wesołych Świąt Komu!
    I nie przesadź z jedzeniem.
    To że karp na Ciebie łypie to znaczy , żę wszystko musisz zjeść naraz 😉
    3maj się cieplutko.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s