Karaluchy pod poduchy

W moim życiu co jakiś czas (ostatnio niestety zbyt często) pojawiają się różne stresogenne sytuacje. Nie wiem, czy to ja je przyciągam, czy też one mnie ale jedno jest pewne – dłużej niż miesiąc żyć bez siebie nie potrafimy. Mądrość ludowa panów psychologów z długimi siwymi brodami głosi, że jeśli nie mamy na coś wpływu, należy nauczyć się z tym żyć i zaakceptować, to czego zmienić nie możemy. Ja czasem jeszcze walczę, bo nie zwykłam poddawać się ot tak sobie biegowi wydarzeń. Lepiej mi się płynie pod prąd. Na samo zjawisko stresu też reaguję w sposób dość osobliwy. Najczęściej poza moją świadomością. O ile w dzień ‚trzymam się’ dość dobrze i otoczenie pozostaje w błogim poczuciu mojego dobrostanu psychofizycznego, w nocy wychodzą ze mnie jakieś dziwadła. Wychodzą dosłownie rzecz ujmując, bo somnambulizm zdarza mi się od dzieciństwa i w przenośni – w sferze snu. Pamiętam jak przed maturą z polskiego u znienawidzonej herod-baby z włochami w nosie, która darzyła mnie podobnym brakiem sympatii z powodu ubioru (glany, skóra, motocykl i charakterystyczne temu przyległości), miałam proroczy sen. Śnił mi się mroczny egzamin w jakiejś opuszczonej kopalni siarki. Do sali zjeżdżało się windą 32 piętra w głąb ziemi a tam czekał już kamerdyner żywcem wyjęty z jakiegoś horroru lat 50. Indywiduum przedstawiło się jako ‚Zenon B. syn Leokadii’ i prowadziło mnie długim korytarzem. Po obu stronach korytarza były rzędy zamkniętych drzwi zza których dobiegały dziwne odgłosy do złudzenia przypominające te sprzed gabinetu stomatologicznego. Moje pytające spojrzenie Zenon B. skwitował krótko: ‚tam już egzaminy trwają’. Gdy wreszcie dotarliśmy do drzwi z moim nazwiskiem na plecach miałam mrowisko ciarek. Mój przewodnik rzekł, że tam już muszę wejść sama i nogi się pode mną ugięły. Ale weszłam – co mi tam. W sali panował półmrok ale nie dało się nie zauważyć tej horpyny polonistki. Wielka rozwora w krwistoczerwonej sukni wylewała się zza biurka a jej mięsiste wargi rozpłynęły się w obleśnym triumfującym uśmiechu. Stłumiłam odruch wymiotny i zajęłam miejsce w jedynej ławce, tuż przed złośliwą olbrzymką. Patrzyłyśmy chwilę na siebie po czym ona rzekła skrzekliwie: ‚no wreszcie, dziś będzie Twój koniec’ i zaśmiała się szpetnie. Głośno przełknęłam ślinę. Potem zołza zaczęła tłustymi paluchami otwierać kopertę z maturalnymi tematami a ja rozglądałam się w poszukiwaniu ratunku. Byłam sama, na oknie nie stała nawet żadna rachityczna paprotka. Postanowiłam jednak trzymać fason i nie dać po sobie poznać, że trzęsę się jak świńskie nóżki w galarecie. Nauczycielka nagle rozrosła się jeszcze bardziej w tej swojej sukni, głośno beknęła i zaczęła czytać temat. Tylko jeden jedyny. Motyw Snoora w poezji współczesnej Mongolii. Zwiędłam po czym… obudziłam się zlana zimnym potem. Za godzinę pisałam już tę prawdziwą maturę. Z wściekle łypiącą nauczycielką, resztą klasy humanistycznej i bladą paprotką. Pisałam o poezji i motywach kreacyjnych artysty. Nie ma jak prorocze sny w obliczu stresujących życiowych wyborów.

Miłego popołudnia

16 uwag do wpisu “Karaluchy pod poduchy

  1. ja wylewnie opowiadalem o „Chlopach”, chociaz nie zdarzylo mi sie z nimi obcowac. A jesli chodzi o miesiac bez stresu, to zazdroszcze, ja chcialbym miec wiecej niz 1,5 dnia bez stresu, bo to moj taki osobisty rekord.

    Polubienie

  2. fajnie macie, ja nie mam stresa od jakichs dwoch lat, z reszta tamten stres i tak specjalnie mnie nie zmeczyl 🙂

    a próbował nieźle 😉

    hmm bike czy Ty sie nie za dużo nasłuchałaś Floydow „We don’t need no education” ha?

    Polubienie

  3. matura….panie dzieju, to byly czasy, ja tam swoja milo wspominam.Chociaz snilo mi sie ze biologii ustnej nie zdalam,wiec ja szybciutko zamienilam na niemiecki.Poszlo.Nie nalezy lekcewazyc snow,nigdy nie wiadomo kiedy sie zdarzy proroczy:)

    Polubienie

  4. Mi sie ostatnio tylko śniło, że biegłam po łace i szukałam czterolistnej koniczynki… a wszystkie, dokładnie wszystkie miały tylko 3 (słownie trzy) listeczki. I weź tu człowieku bądź szczęśliwy.

    Polubienie

  5. Mi sie ostatnio tylko śniło, że biegłam po łace i szukałam czterolistnej koniczynki… a wszystkie, dokładnie wszystkie miały tylko 3 (słownie trzy) listeczki. I weź tu człowieku bądź szczęśliwy.

    Polubienie

  6. mialam podobne sny przed poprawka z matmy. przysniel mi sie moj wykladowca, obudzilam sie, polezalam troche, zeby sie uspokoic i zasnelam. no i przysnila mi sie kobieta, z ktora mialam cwiczenia. po tym snie juz sie otrzasnac nie mogla i nie spalam do rana. ale bylo minelo;p
    a ostatnio snia mi sie takie rzeczy ze w zadnym senniku tego nie ma.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s