Just enjoy the show

Święta, święta i po świętach. To prawdopodobnie najczęściej spotykane zdanie w dzisiejszych notkach. Osobiście święta Wielkiejnocy są mi potrzebne li i wyłącznie w celach konsumpcyjno-wypoczynkowych. Kościół? Owszem, mijam codziennie bo mieszkam dokładnie naprzeciwko, ale nic ponadto. A nie, coraz częściej wkurzam się na maksymalnie podkręcony megafon, który emituje dźwięki mszalne w najodleglejszy zakamarek mojej jaźni bezwzględnie bez względu na to, czy mam na to ochotę czy też nie. I to w zasadzie na tyle.

Zdecydowanie bardziej czułe jeśli chodzi o atmosferę jest Boże Narodzenie.
 
A oblewanie magiczną wodą tłumnie zgromadzonych jaj – umówmy się – od razu możemy sobie jeśli o mnie chodzi darować.

Porządków wiosennych też nie zdążyłam zrobić, bo albo mi się nie chciało, albo… mi się nie chciało. Wysoki Sądzie, wprawdzie mam najbrudniejsze okna w okolicy, ale za to wyspałam się trzy razy z rzędu. Bezcenne. W związku z tym nadal mam cierpliwość tłumaczyć Lokatorowi wyższość fontann w parku nad krasnalami ogrodowymi w ogródkach przyparkowych domów. No i nadal nikogo rozszarpałam.

Iggy uwielbia reklamy – właściwie nic poza nimi mogłoby w telewizji nie istnieć. No może jeszcze Wieczorynka. Lubuje się w wygłaszaniu zapamiętanych nie_wiadomo_kiedy tekstów. Króluje nagłe i niespodziewane: – Złap łosia i zabierz go na Kretę! Niby nic ale w towarzystwie pasażerów autobusu linii zastępczej Z-1 i w odpowiedzi na radosne pytanie staruszka o to, co powinien zrobić żeby mieć takie cudne loki… brzmi dość intrygująco.

W przedszkolu grypa żołądkowa. Już się cieszę na okoliczność przewidywanej gościny w najbliższym czasie. To normalnie jakiś nowy trend. Czas wolny zawsze przekształca się w zbiorowe chorowanie – przychodzi się do przedszkola a tam od progu Pani Woźna z rewelacyjną wiadomością o zbiorowej sraczce. Urocze. Czy powinnam w związku z modą wejść w fiolety czy w oranże? Bo ostatnio weszłam w tubkę fioletowej tempery i miałam pół przedpokoju w przepiękny barwowo rzucik. Póki co w grupie pięcioro Małoletnich i lekko zielona Pani Przedszkolanka. Nie bardzo wiem czy odcień zawdzięcza wirującym wiosennie rotawirusom, czy też opowieściom o rodzinnych wyżerkach, którymi hojnie raczy ją każde po kolei Dziecię. Ja sama poświątecznie mam równik w obwodzie i niechęć do większości artykułów spożywczych.

Czyli nuda, marazm, rutyna.

A co u Państwa?