O sporcie

Sport, hmmm – to skomplikowane. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Wiadomo. Człowiek bardziej jest wtedy skupiony na masie, niż na rzeźbie oraz dba o linię, żeby ta była gruba i wyraźna. Dopiero przedwiośnie przynosi gorzką nierzadko refleksję, że ta oponka w okolicach tułowia i przyległości, może nie dać się tak łatwo zmienić, jak opony Elwiry z zimowych na letnie.

Tu miejsce na dygresję.

Elwira to nasz samochód oczywiście. Swoje imię zawdzięcza poprzedniej tablicy rejestracyjnej i pochodzeniu. Bardzo ją lubimy, a ma już lat naście, bo jeszcze jeździ, chociaż nie wygląda. Lubimy ją również dlatego, że możemy jej praktycznie nie zamykać i tak nikt się nie połaszczy. Oraz jedna rysa czy otarcie mniej czy więcej już naprawdę nie zrobi różnicy.

Koniec dygresji, wracamy do sportu.
W naszej rodzinie sport odgrywa niezwykle ważną rolę.

Książę Małżonek w pingla opierdzieli każdego i to bez mydła. Po tygodniu spędzonym z chorą trójką dzieci i po nocy w pracy pojechał na jakiś turniej tenisowy i był czwarty. A zawodników bynajmniej nie było czterech. Pięciu też nie. Strach pomyśleć co by było gdyby tak pojechał zagrać wypoczęty, wyspany, zregenerowany i inne takie (te określenia od kilku lat znamy głównie z form pisanych i nie bardzo pamiętamy, ale ciągle żywimy nadzieję). Pamiętam, że w ostatnie wakacje trafiliśmy na porę deszczową. Padało tylko dwa razy – raz przez dwa dni i drugi raz, przez siedem. Zasadniczo z miejsca stół do tenisa stał się obleganym miejscem spotkań towarzyskich, gdyż ile można rozwiązywać krzyżówki i oglądać Krzysztofa Ibisza Wiecznie Młodego w telewizji. No… to po dwóch dniach już nikt nie chciał z nim grać, bo co to za frajda. Kazałam mu grać lewą ręką i odbijać telefonem – niestety rezultat bez zmian. Mówił nawet, że czasem nawet zamykał oczy, ale też szło mu za dobrze.

Książę Małżonek jest również wiernym kibicem wszystkich sportów, na które akurat natrafi. Świetnie mu się zasypia na skokach narciarskich, wyścigi rowerowe też potrafią go odpowiednio utulić, a już wszelkie olimpijskie zmagania potrafi przechrapać na kanapie koncertowo. Przy snookerze to śpi każdy, nawet zawodnicy, więc to żaden wyczyn. Wystarczy jednak zmienić kanał, bądź wyłączyć telewizor, by natychmiast ocknął się, zbystrzał i jeszcze podał bardzo dokładnie ostatni wynik. Nie wiem jak on to robi, doprawdy. Ja, jeśli śpię, to już potrafię co najwyżej podać kilka niecenzuralnych słów, gdy się próbuje mnie obudzić.

Jan ze sportów preferuje zapasy. Dla przykładu lubi sobie gromadzić różne przekąski „na później”. Ostatnio za radiem w kuchni odkryłam owoc, który przeszedł całą drogę transcendencji i reinkarnował w bliżej nieokreślone owłosione indywiduum. Nie czekałam na samookreślenie. W sposób nieczuły i stanowczy wywaliłam do kosza. Przy pomocy długiego kija od szczotki i kosza wyciągniętego na całą dostępną długość ramienia. Taki samozwańczy gibon się ze mnie zrobił w tamtym momencie.

Ponadto Jan lubi jeździć na rowerze, ale chodnik nie zawsze za nim nadąża. Samo życie.

Lena jeszcze nie określiła, w której dziedzinie sportu czuje się najlepiej. Póki co wróżę jej karierę w wojskowości. Ma zadatki na takiego kaprala, że nawet wojska państw ościennych będą fruwać na wysokości lamperii. Emisja głosu nienaganna. Ustawia braci i nas po kątach, nie bierze jeńców, nie uznaje kompromisów. Ma prawie cztery lata i czerwony guzik do odpalenia rakiety wbudowany w system. Jest słodka i urocza, ale wpada w furię równie szybko i gwałtownie, co z niej wypada. Janek do dziś wspomina, gdy kiedyś ugryzła go w sam środek pleców. Przez kurtkę.

Bez obaw. Jest szczepiona.

Matka Dzieciom sportowo spełnia się, owszem. Wiosną i latem biega. A teraz też biega, ale na zumbę, TBC i latino ladies. I jeszcze raz w tygodniu na chór, plus czasem jakiś koncert. Oprócz tego codziennie biega do pracy, z pracy do domu, po domu też biega. Przysiady czy skrętoskłony do pralki ma opracowane perfekcyjnie. Tak razem, to można nawet uznać za sporty ekstremalne i jest z siebie dumna, że w ogóle daje radę.

Igor kocha piłkę nożną. Potem długo nic, potem swój telefon. Następnie trochę nas, ale to zależy od wielu czynników. Igor aktualnie przechodzi okres burzy i naporu. Ma dwanaście lat – chociaż czasem trzynaście, to zależy, czego akurat się od niego chce – i nastrój zmienny, niczym pogoda w górach. Nastolatek w domu to w ogóle osobny krąg piekła i jestem pewna, że jest taka forma tortur – zamykanie z grupą nastolatków na dobę w jednym pustym pomieszczeniu bez wifi.

No ale piłka nożna.

Piłka jest grana trzy razy w tygodniu na treningach i jeszcze weekendowo w formie sparingów. Oczywiście dotychczas na weekendowe mecze kibicować chodził Książę Małżonek, chyba że akurat coś mu wypadło. Ja raczej niekoniecznie. Ale w ostatni weekend postanowiłam to zmienić. I chyba to będzie temat na kolejną notkę…

4 uwagi do wpisu “O sporcie

  1. Bajko, czy to TY??? Znalazłam!!! Ju-hu!!! Żyjesz!!! Po Księciu Małżonku Cię poznałam!!! – Tyle wykrzykników, bo radość WIELKA! Wszystkiego NAJ w nowym miejscu i przy okazji Dnia Płci Lepszej!

    Polubienie

  2. Żyję jak najbardziej. Fajnie, że ktoś tu jeszcze zagląda. Aktualnie próbuję zaimportować archiwum ale chyba za dużo pisałam w poprzednim życiu blogowym… Trzymajcie kciuki, żeby jednak weszło.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s