Nałóg

Trzeciego dnia urlopu nie wytrzymałam.
Jest 9:41, dzieciątka są w placówkach, a ja mam umyte okna, podłogi, wywieszone pranie oraz udaję się malować. Nie, nie akt przecudnej urody młodzieńca na tle ruczaju. Malować ogrodzenie emulsją ftalową.

Proszę mnie zastrzelić.
To nieuleczalne.

21 uwag do wpisu “Nałóg

  1. Bajko TY rozciągasz czasoprzestrzeń??? toż to dziś już 23 a tu się niby wpis z 16 września pojawił? tyle dni minęło mi a Tobie dopiero trzeci dzień urlopu leci? no błagam Cię! daj znać jak to się robi – też tak chcę!!! 😀

    Polubienie

  2. Te wpisy znaczą tylko jedno – nie tylko ja jestem szalona 😉 Dzieci rozwiezione do szkoły, przedszkola a ja zamias wyłożyć się z książką – ruszyłam na odgruzowywanie mieszkania i wymiatanie pajęczyn 😉 Uff…

    Polubienie

  3. Bajeczko przez remont w domu miałam zaległości w czytaniu oczywiście Twego boga również. Zatem dziś przysiadłam na 4 literach i poczytałam. Wszak mi nikt nie boruje wiertarką przy uchu, ani nikt nie wali w ściany. A ja nie czuwam już czy aby czasem, któraś ściana nie wytrzymała i się położyła. Poczytałam, pośmiałam się i idę spać. A zatem miłego dnia 🙂

    Polubienie

  4. Do męża: co to pana zdaniem jest „urlop” – praca 24/24 w domu z dziećmi i obowiązkami domowymi to urlop? zamiast narzekać proszę tak zorganizować czas rodziny, żeby żona miała również czas wyłącznie swój, a nie tylko czas rodzinny. inaczej ona nie ma urlopu, ona jest ciągle w pracy, chociaż panu się wydaje, że nic nie robi. dla takich mężów są stosowne filmiki i memy, na których jasno widać jak by było, gdyby żony rzeczywiście nic nie robiły.

    Polubienie

  5. Powinnaś leżeć i pachnieć, leżeć i śnić, leżeć i emanować zajebistością. Doprawdy nie mam pojęcia, jak Ty ogarniasz tę swoją rodzinno-zawodową „kuwetę” :))) Zazdroszczę i podziwiam! Buzi :*

    Polubienie

  6. Szanowna Pani Olu,
    Otóż nie śmiałbym zarzucać wszystkim żonom i nie żonom przebywającym długo w domu tego, że „urlopują” przez cały dzień, ponieważ wiem (z obserwacji po rodzinie i znajomych) co znaczy zajmowanie się domem i rodziną. I takie zajęte Panie darzę szacunkiem i bardzo podziwiam. Jednakże chciałbym uszczegółowić moją poprzednią notatkę o informację, że moja osobista żona nie należy do tych wspomnianych ponieważ nie musi się zajmować dziećmi, straszą babcią, niedomagającym mężem, sąsiadką inwalidką, itp. – takie osobniki nie występują w jej otoczeniu. Natomiast ani trochę nie chce jej się zająć ani pracą zawodową ani najzwyklejszymi pracami domowymi. Z przykrością (i niejako zażenowaniem) muszę stwierdzić, że jest po prostu leniwa. Wyjęcie umytych naczyń ze zmywarki raz na parę dni urasta do rangi globalnego problemu. Prasowanie? Może z raz w roku jakiś ciuch na wyjście świąteczne. Okna? No, może wiosną. Odkurzanie? Pfff…
    Stąd w poprzednim komentarzu moje pobożne życzenie , będące jednocześnie wyrażeniem pochwały i podziwu dla Bajki.

    Polubienie

  7. do: Mąż
    Bywa i tak…
    wyrazy współczucia – w moim rodzinnym domu wszelkie czynności związane z gotowaniem, praniem, sprzątaniem itp. wykonywał mój ojciec – chwała mu za to! A Żona miała świeżo pomalowane paznokcie itp.

    Polubienie

  8. Oj Bajeczko przesympatyczna, gdyby to było takie proste. Po wielu latach omawiania, sugestii, próśb, gróźb itp. od zeszłego roku dałem sobie na luz.
    Sam lubię porządek (bez pedantyzmu) i chętnie w tym celu podejmuję działania, ale po co mam się wysilać, skoro np. po moim sprzątaniu kuchni na następny dzień jest to samo?
    Uczciwie zarabiam na chlebek i rachuneczki (czasy takie, że od rana do wieczora) zaś w domu robię tyle aby swoją osobą nie dokładać komuś pracy i tyle. Szkoda w życiu nerwów jeszcze i z tego powodu.
    Najgorsze dla mnie jest to, że jestem raczej domatorem i wracając po pracy z przyjemnością bym poprzesiadywał w zadbanym mieszkaniu, poczytał książkę, pooglądał tv. A w obecnych warunkach żadna przyjemność.
    No ale podobno widziały gały co brały…
    Pozdrowionka i uśmiechów na co dzień 🙂

    Polubienie

  9. Tak się zastanawiam, że u mnie ta mania sprzątania, to jednak nie jest nerwica natręctw. Doszłam do wniosku, że codzienne „ogarnianie” jest dla mnie wybawieniem, bo jak pomyślę o „odgruzowaniu” raz na jakiś czas to mi się źle robi. Chyba nie lubię wielkich porządków, wolę codziennie po trochu. Jak się coś chlapnie – wycieram, jak się położy – podniosę. Trochę mniej po tym krzyż boli niż po sprzątaniu: od podłogi po sufit.

    Polubienie

  10. Czesc 🙂 Chcialbym Ci powiedziec, ze bardzo, ale to bardzo lubie czytac Twoje teksty i przegadac Twojego bloga 🙂 Robie to zawsze, gdy mam wolny czas, szkoda tylko, ze tak rzadko umieszczasz wpisy 😀 W sumie można Ciebie czytac i pol dnia, więc nawet jeśli pojawialoby się tutaj cos co godzine, to dalej byłoby tego mało, hehe 😀

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do ~Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi