O kombinatoryce i dziedziczeniu

Dziennik elektroniczny to narzędzie szatana w kooperacji z urzędnikami. Permanentna inwigilacja. Rodzice mogą tam sprawdzić wszystko oraz dość szybko skontaktować się z nauczycielem, w razie szczególnej potrzeby. Cudownie! – zakrzyknęła matka we mnie i nakazała mi sprawdzić, czy pracuje jeszcze znienawidzona Biologica i czy mogę jej choćby zdalnie naubliżać. Niestety, chyba przeszła na emeryturę, albo w inny wymiar.

Jeśli chodzi o dzieci. Cóż. Z Księciem Małżonkiem zgodnie orzekliśmy, że my mieliśmy lepiej 😉

Z rozrzewnieniem wspominamy zeszyty z zadaną pracą albo uwagami ukryte pod schodami do piwnicy, albo w za lodówką. Pralka i kredens szybko zostały zdemaskowane. Oczywiście kary wspomina się już mniej czule. Ale nasza pomysłowość przeszła do historii i jest często omawiana przy okazji rodzinnych spotkań w ramach dyskusji „po kim te dzieci to mają?”.

– Jak dziś było w szkole kochanie? – zadałam Igo fundamentalne pytanie ludzkości na etapie kształcenia.
– A co? Internet nie działał? – odpowiada mi Syn mój pierworodny.

Pyskaty po mamuni.

3 uwagi do wpisu “O kombinatoryce i dziedziczeniu

Dodaj odpowiedź do ~mała Anuluj pisanie odpowiedzi