Pierwszy dzień w pracy po rocznej nieobecności to, proszę mi wierzyć, nie lada wydarzenie. Ludzie po letnich dwutygodniowych urlopach nie mogą się odnaleźć, a wyobraźcie sobie mnie – borostwora z lasu, który przez rok porozumiewał się często głużeniem i monosylabami, tudzież tłumaczył dwóm gniewnym braciom, że pranie się po pyskach i obdarzanie wdzięcznym tytułem idioty może być męczące, zwłaszcza dla otoczenia, a ponadto nic, poza kolejną falą złości, nie wnosi.
I teraz oto udać się trzeba między dorosłych ludzi, najczęściej bez pieluch i dojmującej potrzeby informowania otoczenia ze szczegółami o celu wizyty w toalecie. Niby cudnie, prawda? Nikt mnie nie upaćka, nie wplącze we włosy plasteliny, nie najedzie samochodem na mały palec u nogi, nie strzeli focha, że za dużo zadanych lekcji.
Było trudno. Przestawić się, ogarnąć, oswoić. Ale pierwszy dzień minął. Wszyscy przeżyli. Każdy kolejny będzie łatwiejszy – afirmuję uporczywie i z wiarą.
O 17-tej wyszłam i włączyłam autopilota. Tryb „do domu, do domu, do domu”. Marząc o teleporcie, wsiadłam do pociągu. A raczej wcisnęłam lewą stopę i wessał mnie tłum.
Ślurp, mlask.
Pół godziny później nadal lewitowałam w SKM-ce i starałam się wyłączyć zmysł powonienia. Niechże ona już ruszy – myślałam – bo umrę. Od smrodu jednak się nie umiera. To by było za proste.
Następnie minęło kolejne pół godziny.
Uważam, że tkwienie w niekoniecznie pożądanych objęciach z co najmniej dwudziestoma osobami z różnym zamiłowaniem do higieny osobistej jest formą bardzo wymyślnych tortur.
Emocje jak na rybach.
W pociągu spędziłam finalnie półtorej godziny. Nie można było wyjść, gdyż ponieważ albowiem byliśmy już na nasypie kolejowym, nasypie za wysokim i za stromym na nasze krótkie ludzkie nóżki. Dobrze, że mam internet w telefonie, bo nie zabrałam książki. A tak, prowadziłam relację w czasie rzeczywistym z moich perturbacji z PKP, które podobno jest teraz takie super (szkoda, że w swej superowości nie wie, że widły i trójząb to jednakowoż nie to samo) i było mi lżej.
Na żywo z pociągu relacji Warszawa Zachodnia – Reszta Świata. Czytał Lucjan Szołajski.
Kiedy już wysiadłam z pociągu w Rembridge, z radości miałam ochotę paść na kolana i ucałować kostkę brukową. Powstrzymałam się jednak gdy tylko złapałam ostrość.
W domu rzucił się na mnie tabun dzieci. Jakbym wróciła z dalekich wojaży i miała dla nich prezenty. Zamiast podarków miałam ochotę zamknąć się w szafie i przeczekać kilka miesięcy.
Mam głowę wielkości basenu Morza Śródziemnego. A w niej nowy program z pierdyliardem rozmaitych kliknięć, kwerend, okien i wierszy.
Oesu, wutki! I lobotomii!
Jeeej! Swietnie, ze dzielisz się swoim talentem z innymi, dzięki czemu nawet ja mogę Cię czytac 🙂 Szkoda, ze sam nie umiem tak dobrze pisac, no ale nic straconego, może za parę lat, gdy się nieco podszkole, również Cię doscigne 🙂 Chociaz watpie, bo Ty musisz naprawdę mieć talent oraz musisz mieć za soba lata ciezkiej pracy w pisaniu 🙂
PolubieniePolubienie
Nie wiem, czy muszę i czy ciężkiej pracy. Ja po prostu wypisuję tutaj to, co mi się przewala po głowie. Nie traktuję tego jako wyzwania, czy pracy 🙂
PolubieniePolubienie
Na szczęście mam prace niedaleko domu i z komunikacji tzw. ” miejskiej’ nie jestem zmuszona korzystać :)……ale do dziś pamiętam jak pracowałam koło „Ceglorza” w Poznaniu i jadąc tramwajem przed 6 rano miałam baczenie i powonienie na …siłę robocza tejże instytucji:)…łllloooo matko …….o antyperspirantach to nikt tam nie słyszał , a zaciąganie się ćmikiem przed wejściem do tramwaju i rozpuszczanie obłoczka dymu wewnątrz …to był standard.
Dzieci pewnie w szoku , że mamy nie było?:)
PolubieniePolubienie
Zachodnia – Reszta Świata (czyt. Sulejówek-Miłosna 😛 ). Ja podróżuję Mobilisami (kiedyś to był zwykły PKS), bo mieszkam na samym końcu Miłosnej. I dla odmiany w Rembertowie zawsze mam ochotę wysiąść i pogryźć pieszych, wylewających się z podziemi. A po co się rozglądać?! no jak mrówki włażą na jezdnię i nie ważne że robią taaaaaaaakie korki.. W sumie to bardzo miłe że jesteś Bajko, jest przynajmniej jedna osoba w Rembridż, która jest super ekstra zajefajna 😀 Niemniej przejście podziemne pod jezdnią mogliby nasi rządzący/samorządzący zorganizować.
PolubieniePolubienie
Powroty do miejskiej dżungli bywają trudne! Ale można wtedy dużo ciekawych rzeczy zaobserwować z dystansu 😉
PolubieniePolubienie
Bajka, czytanie Twojego bloga stało się moim hobby!
Po całym dniu marzę tylko, żeby pójść spać,
Zmęczona jednak włączam komputer, bo nie chce mi się myć… i gdy czytam twojego bloga zawsze wywołujesz uśmiech na mej twarzy. Tak pomyślałam, że Ci o tym powiem, dobrej nocy!
PolubieniePolubienie
Bardzo to miłe 🙂
Dziękuję!
PolubieniePolubienie