Dziś dwa razy M

Moniki i Moniczki, te bliskie i te z większą liczbą kilometrów ode mnie, niech Wam się szczęści i będzie cudownie. Spełnienia marzeń. Nie tylko imieninowo. Cmoki w boki :-*

Oraz dołączam się do ogólnopolskiej akcji trzymania kciuków za maturzystów i ich zestresowanych do imentu rodziców. Kochani, oddychamy do torebki i pijemy melisę chochlą z wiadra.

Ja do dziś pamiętam swoją maturę i nawet temat z polskiego potrafię wyrecytować. Stresowałam się tak strasznie, że gdy autobus stał na światłach, serce mi stawało, że nie zdążę. Oczywiście dotarłam pół godziny przed czasem. W torbie miałam chyba 700 długopisów, czerwone majtki niemiłosiernie uwierały mnie koronką a w rajstopach poszło oko jak z rybackiej sieci.

Po odczytaniu tematów:

1. Poczułam własny żołądek za paprotką u szanownej komisji.
2. W głowie stwierdziłam olbrzymią i dojmującą idealnie czarną dziurę.
3. Rozbeczałam się.
4. Nadal beczałam.
5. Zobaczyłam triumfującą minę Historycy.
6. Spięłam poślady i posmarkując wypociłam dzieło o motywach kreacyjnych artysty w poezji.
7. Nie zdążyłam przepisać na czysto, bo się rozpisałam.
8. Polonistka była żywo zdumiona, zarówno wyborem tematu, jak i liczbą stron.
9. Wyszłam i poczułam, że właściwie było całkiem fajnie i niepotrzebnie się denerwowałam.
10. Dopiero w autobusie spostrzegłam, że tusz do rzęs, które wytuszowałam w tajemnicy przed rodzicami za rogiem ulicy zgięta w pałąk od wiadra, spłynął mi centralnie na białą bluzkę i zatrzymał się na biuście (co wyglądało jakbym się obłapiała niecnie z kominiarzem).
11. Wróciłam do domu z rękami zaplecionymi w ósemkę i przemykając pod płotem.
12. Przytuliłam zgrabną piątkę a kolejne dni były już spokojniejsze.

Sami więc widzicie, że się da.
Tylko tusz trzeba mieć wodoodporny.

10 uwag do wpisu “Dziś dwa razy M

  1. Nikt na sali nie płakał, przed ustną historią jakaś obca osoba miała ataczek histerii;) ale nerwa to też miałam, oj miałam!

    Polubienie

  2. Też się rozryczałam ze stresu, ale już po egzaminie pisemnym z polskiego. Na pisemnej maturze z historii już nie. Za to na ustnym wstępnym ho ho. Podejrzewam że jeszcze teraz, 20 lat później co poniektórzy dydaktycy w col. Witkowskiego,już z profesorskimi tytułami opowiadają, jak wpadłam w histerię po ustnym. To były czasy

    Polubienie

  3. Nawet nie wiedziałam, że mam dzisiaj imieniny! 🙂 Dzięki wielkie! :*
    Pamiętam, że przed maturą z polskiego stałam przy otwartym oknie i modliłam się by nie zemdleć! Polski był dla mnie najbardziej stresujący! Najgorzej też mi poszedł… Za to na matematykę poszłam spokojna i wyluzowana 🙂 No i miałam ponad 90 % 🙂

    Polubienie

  4. I ja jak żywo pamiętam swoją maturę ustną z polskiego. Dostałam min. porównanie Cezarego Baryki z Judymem. Żesz psia mać. Jedyna lektura jaką z obrzydzeniem niejakim walnęłam w kąt po przeczytaniu może 1/3 to było Przedwiośnie.
    I siedziała w komisji rozparta jak matrona największa Żyleta ze szkoły. I ja wijąca się jak piskorz pod pytaniem „no to kim był dla Ciebie Cezary Baryka?!” I ta zmarszczona (wypomadowana chyba pastą do butów) brew… I ja w tym stresie, na granicy wytrzymałości nerwowej „jak dla mnie to on był idiotą!!!” – ryknęłam.
    I wzrok mój padł na moją ukochaną polonistkę, która zastanawiała się czy zemdleć czy aktualnie najlepszym jednak wyjściem będzie zejście na zawał 😛

    A Żyleta?! Żyleta najpierw spąsowiała, zaczęła podrygiwać jak w apopleksji (ja tylko się zastanawiam w tym momencie czy jak walnie na twarz to czy na lastryko zostaną odbite jej brwi) i… ryknęła gromkim śmiechem „No w końcu ktoś go nazwał po imieniu” 😀

    Polubienie

  5. Ja też pamiętam swoją maturę, choć nie było to jakoś bardzo bardzo dawno (6 latek zaledwie ;)). Prezentację na ustną część polskiego przygotowywałam na dwa dni przed. Temat miałam taki, który znałam, więc właściwie „wiedziałam co mówię”. A najlepsze było to, że zdawałam w moje urodziny. Jak się Panie z komisji zorientowały to patrzyły na mnie jakimś takim milszym wzrokiem 😉

    Polubienie

  6. a to o drwalu znasz? mnie to uśmiało do rozpęku, bo dopiero teraz przeczytałam, a ponoć milion lat już krąży na FB:
    „Matura Rok 1980. Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

    Rok 1990. Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

    Rok 2000. Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

    Rok 2013. Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.”

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do ~Pasqda Anuluj pisanie odpowiedzi