Pomysł na…

Moje dzieciństwo to było pasmo sukcesów na polu towarzysko-podwórkowym. Nie było gier komputerowych, komputery zresztą były absolutną nowością dla przeciętnego Statystycznego, w telewizji nie było nic, a to i tak dopiero od popołudnia. Coś było dopiero w weekendy. Albo gdy już byłam starsza i wszedł LUZ.

Byli znajomi, rowery, drzewa w lesie i dachy budynków gospodarczych w okolicy. No i poligon wojskowy oraz bazar Ciuchy – największe rarytasy Rembridge. Można było spotkać Marylę Rodowicz saute i wiele innych gwiazd estrady. A na poligonie znaleźć łuskę i zabłysnąć w towarzystwie. Póki rodzice nie odkryli i nie skonfiskowali z hukiem i wielką burą.

W wakacje, jeśli nie było akurat kolonii, wychodziło się po śniadaniu i wracało na chwilę na obiad, albo i nie, bo zawsze gdzieś ktoś kogoś czymś poczęstował i potem dalej w świat. O 22 trzeba było być w domu, bo już robiło się ciemno.

Dziś niewyobrażalne, żeby tak puścić dziecko samopas, ale wtedy właśnie tak było. Ludzie się znali, ruch na ulicy żaden, jeden autobus na pół godziny i finito. Nikomu nic się nigdy nie stało. Oczywiście jeśli nie liczyć zdartych kolan czy urażonej dumy bolących po upadku z drzewa pośladków.

Jak człowiek dostał od rodziców kieszonkowe, to było kino. A jak coś zostało, to lody, gumy turbo albo napój Ptyś. Bardzo mi smakował i pamiętam go do dziś.

Nie było fejsbunia i ludzie spotykali się by porozmawiać, zobaczyć się. Telefon to był stacjonarny i nie w każdym domu, więc pisało się listy, kartki pocztowe i na poczcie kupowało żetony a potem karty telefoniczne. I szło się do budki. Jak założyli nam telefon w domu to było święto. I oczywiście ścisła reglamentacja czasu antenowego. Podchodził Mamut, albo Siostra i scenicznym szeptem musztrowały „Kończ już!”.

A jeszcze wcześniej, kiedy rodzice naszych rodziców byli małymi bąkami z obtartymi kolanami, to dopiero było ciekawie.

Były na przykład takie fajne zabawy dla dzieci. O jak dajmy na to ta.

image

Zdjęcie pochodzi z The Secret Museum of Mankind i przedstawia dzieci próbujące zjeść śledzia na łyżwach. Znaczy dzieci są na łyżwach, nie śledzie.

Oraz była jeszcze fajerka i kijek. Do toczenia.

Nie to, co teraz – samochody, śmieciaki, lego i PSP. I się w dupach przewraca.

Nie masz pomysłu na obiad?

– Idźcie dziateczki i to co zjecie, to Wasze. Tylko postarajcie się, bo obiadku dziś nie przewiduję.

Idę rozwiesić sznur w ogrodzie i skoczę do rybnego.

;-))

3 uwagi do wpisu “Pomysł na…

  1. Ptyś! Mój ukochany, żaden napój nie smakuje TAK 🙂
    Ale nasze czasy mają jedną wielką przewagę – słoiczki z żarciem. Nie dałeś mamusi doczołgać się do kuchni bo za nogawkę trzymasz? To sobie wybierz słoiczek 🙂

    Polubienie

  2. Czasy mojego dzieciństwa przypadały wprawdzie na nie tak odległe lata 90′ ale powiem Ci, że ja też „znam smak” takiego beztroskiego dzieciństwa… Do dziś się dziwie, że po tych zdartych kolanach nie mam blizn 🙂 A dziś, to dzieciaka boję się puścić samego do sklepu bo „nigdy nic nie wiadomo”. Szkoda mi tamtych czasów.

    Polubienie

  3. no właśnie, kurka.
    My nawet mieliśmy wczoraj rodzinną nasiadówę i rodzice (dziadkowie) wspominali jak to oni świat zdobywali, potem jak my całe dnie hulanka swawola, a nasze dzieci (ich wnuki, rzecz jasna) to nawet jakby chcieć z domu wypędzić, to raz, że strach, a dwa, że nie bardzo jest gdzie, bo wszędzie bloki, betony.
    I tak sobie tylko myślę, jacy to ludzi wyrosną z tych naszych dzieciaków. I te myśli nie zawsze takie różowe, niestety.
    Nie to, żebym uważała, że samo zdzieranie kolan i latanie na grandę do ogródków działkowych bardzo kształtowało byt i świadomość, ale ogólnie czasy teraz jakieś bardziej plastikowe.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s