Nowy domownik

W pokoju zamieszkało całkiem nowe, całkiem dorosłe i
lokatorskie łóżko. Metalowe, na antresoli. Naturalnie, że jestem w nim
szaleńczo zakochana. Jeszcze tylko częściowo zmontowane a już mnie
zachwyca. Sama zawsze o takim jako dziecko marzyłam. Jest wysokie na
tyle, że spokojnie zmieszczę się pod spodem bez schylania – stanie tam
komoda i zostanie jeszcze sporo miejsca na kącik do zabawy dla Igora.
Bardzo miła perspektywa dla Prawie Czterolatka z gwałtownym
zamiłowaniem do szałasów, namiotów, bunkrów i innych skrytych umocnień.

Mieszkanie, które w wdziękiem zaludniamy to mocno obstawione
trzydzieści metrów w tak zwanym starym budownictwie. Wolnej przestrzeni
jest tyle akurat by lekko tylko otrzeć się o klaustrofobię acz jeszcze
nie wrzeszczeć w panice, za to wzwyż pozostawia nam ów lokal całkiem
miłe pole do popisu. Antresola wydała mi się więc jedynym rozsądnym
pomysłem rozwiązującym palący problem wystających z niemowlęcego
łóżeczka lokatorskich stóp przy jednocześnie nie zmieniającym naszego
em w puszkę skumbrii w tomacie. Pomyśleć, że potrzebny nam sprzęt
spędzał dotychczas samotne chwile zamknięty w szopie i tylko czekał by
go przygarnąć. No to z dziką chęcią przygarnęliśmy.

W związku ze związkiem i okolicznościami Iggy przenosi się na pięterko. Był Jožin z bažin, pora na Lokatora z wyżyn. Póki co
tylko PanKot nie może się odnaleźć i nieustannie obwąchuje kolejne fragmenty
kolejnych rurek. Bo to łóżko głównie z rurek się składa właśnie. Gdyby mi nagle
jakiejś w obejściu zabrakło, z pewnością mogę jedną wypożyczyć i uratować
sytuację. A jak nam się znudzi, zmontujemy fletnię i zrobimy karierę jak Mike Oldfield. Grunt to mieć dobry plan.

Obecnie Młody śpi w pozycji na statuę wolności czasami ewoluującą w
pozycję rozgwiazdy na mojej leżance, czyli chyba pora wyciągnąć
śpiworek i zaprzyjaźnić się z dywanem. No ale jestem szczęśliwa, tak?
Wszyscy na miejscu i jeszcze do tego stęsknieni jak trzeba. PanKot
wspaniałomyślnie wzgardził dogorywającą zielenią w doniczkach i
wygodnie umościwszy się pomiędzy nami, mruczy jak rasowy Harley. A ja
leżę, pachnę i cieszę się zasłużonym weekendem, który zamierzam spędzić
na koncertowym byczeniu się ile wlezie. Jedyny palec jakim mogę kiwnąć
to środkowy, na wypadek propozycji jakiejkolwiek, poza obligatoryjnymi,
aktywności.

Że tak to ujmę lingwistycznie – knee who ya.

Cud, miód i orzeszki.

7 uwag do wpisu “Nowy domownik

  1. Ikea?
    Też mamy takie łóżko, tyle że podwójne, a pod spodem jest miejsce komputerowe. Oszczędność miejsca – miodzio, kot ma doskonałe miejsce do obserwacji całego pokoju, a my doskonałą zabawę z obserwacji ewolucji technik stosowanych przez kota przy schodzeniu po drabince. Ostatnio przewalczył etap konieczności obrócenia się o 360 stopni na pierwszym od góry szczebelku.

    Polubienie

  2. Imieninowo – żeby kolce (te, co wiesz…) – zbędne stały się i, z tego braku przydatności po prostu uschły i odpadły. I jeszcze wielu wspaniałych niespodzianek za najbliższym zakrętem 🙂
    A o łóżku też marzyłam… (czy to wszyscy tak mają?).

    Polubienie

  3. Cha , więc jakaś miłość jest . Choćby do rurek , ale jednak. I chyba nie tylko fletnię da się z tego zrobić ? Czy z tego coś może być?. A młodemu chyba teraz każdy będzie zazdrościł

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s