Nawet z gówna da się wyrzeźbić Wenus z Milo.

Taka oto złota myśl uderzyła mnie dziś w samo południe gdzieś w okolice płatu czołowego. Bo to prawda najszczersza. W sprzyjających okolicznościach można nawet takie dzieło wstawić do galerii, być od tego bogatym do wypęku i żyć z odsetek oraz ponad stan. Historia jak sądzę zna takie przypadki. Natomiast taki Van Gogh musiał sobie odciąć ucho żeby odreagować rozmaite frustracje a i tak na niewiele mu się to zdało, bo doceniono go grubo po pogrzebie. Jego własnym.

Nie zamierzam nic sobie odcinać, bo raz, że jestem przywiązana do wszystkich moich osobistych elementów, a dwa, że żeby odreagować frustracje musiałabym wyjść na ulicę z siekierą i w ramach nowych trendów fryzjerstwa wykonać komu się da gustowne przedziałki. Ucho to mały pikuś jest. W dodatku z własnym to zero zabawy.

Ponadto nie znam się na sztuce, bo Wenus mnie nie kręci. A wyrzeźbieni chłopcy mają tak małe siusiaki, że przykro patrzeć. Nie mówię żeby zaraz Rocco Dostawca Pizzy, ale bez przesady – nie wierzę, że wszyscy rzeźbiarze mają rozmiar azjatycki albo wyłączone ogrzewanie w pracowni. Nic dziwnego, że modele woleli pozostać anonimowi.

Tu zawsze przypomina mi się wizyta lekarska z niezwykle młodym Młodym, kiedy to Pan Doktor orzekł z zadowoleniem, że oto Młody jest bardzo dobrze wyposażony przez naturę i to Mu bardzo dobrze wróży. A ja – spojrzawszy na dość mizerny z racji wieku niemowlęcia instrument – miałam przemożną chęć odrzec, że bardzo, ale to bardzo Panu Doktorowi współczuję. Ugryzłam się w język.

Ja ostatnio czuję jakbym rzeźbiła gęstniejącym w betonie. Szydełkiem do kordonka. I się kurka siwa dziwię, że mi opornie idzie. Nie czytam horoskopów. Nie lubię, nie wierzę, mam gdzieś. I zawsze jak mi ktoś przeczyta – Co jesteś? Waga? O to słuchaj koniecznie! – utwierdzam się w przekonaniu, że te wszystkie kawałki pisze Stefan z Kotłowni albo Pani Jadwiga między jednym a drugim oczkiem w dzierganiu szaliczka.

Dobra passa trwa. Świetnie ci idzie.

Sukcesy gwarantowane i to na twoim ulubionym polu.

Idzie mi fenomenalnie, bry_lan_to_wo wręcz, nie odnalazłam tylko jeszcze tego pola, na którym mam te wszystkie spektakularne sukcesy. Ale oj tam. Chyba, że moje ulubione pole to pole buraków – barszczyk wyszedł rewelacyjny. Albo minowe. Hmmm.

Najwyraźniej minęłam się z powołaniem. Jako saper miałabym przynajmniej raz w życiu zapewnioną rozrywkę.

Generalnie miałam napisać notkę o tym, że niemożebnie wkurwiają mnie Królewny. A trafić można na taką absolutnie wszędzie. Królewny to takie zjawiska wśród kobiet, które kiedyś zamykało się w wysokiej wieży i trzymało w odosobnieniu pod strażą Wielkiego Smoka i czekalo aż zeżrą je galopujące suchoty, wolne rodniki i menopauza, ale teraz słabo w branży budowniczej z wieżami, wobec tego łazi to to na wolności i się snuje.

Nie wiem o co mi właściwie chodzi ale z pewnością jest to sprawa najwyższej wagi (w końcu powstała w mojej głowie), wobec tego Reszta Świata powinna natychmiast rzucić wszystko i pędzić na sygnale z pomocą. Jeśli tego nie robi jestem bardzo rozczarowana, rozżalona i ogólnie roz. Rozpierdzielam wprawdzie włos na czworo przy użyciu młotu pneumatycznego i zużywam przy tym energię potrzebną do oświetlenia Rio w czasie karnawału… ale spójrz tak przy tym szałowo wygladam.

Królewny w przyrodzie występują niestety wszędzie i w dość dużej liczbie. Charakteryzują się wysoko rozwiniętym fochem i skrajnym infantylizmem narastającym niestety wraz z wiekiem oraz przyprawiają mnie o żywą chęć mordu. Nie bez kozery wpajam Lokatorowi od lat najmłodszych, że baba o najgorszym z możliwych charakterze – zjadliwa horpyna i wredna łajza bramaputra – lepsza jest po stokroć niż byle_jaka i rozlazła pudernica. Bo lepiej się pokłócić i wytłuc rodową zastawę niż zejść z nudów. Przynajmniej są jakieś emocje.

Królewny natomiast przyprawiają mnie o takie emocje, że Alien zmutowany z Predatorem to przy mnie różowy Kucyk Pony z tęczowym grzebyczkiem. Jeszcze jedna a zrobię korespondencyjny kurs murarstwa, wzniosę tę wieżę, zgromadzę tam wszystkie i zamuruję wejście. A następnie przejdę się po deptaczku u jej stóp z megafonem i ogłoszę super_hiper_mega_giga wyprzedaże.

Taaaaaaa.

Jestem bezwzglednie bezwględna. Ktoś musi.

9 uwag do wpisu “Nawet z gówna da się wyrzeźbić Wenus z Milo.

  1. Szczypta kardamonu do kawy, albo wanilia w sosie albo coś tam coś tam nieuchwytne a bez tego nie smakuje. Więc dzięki za przyprawy do dosmaczenia dzisiejszego dnia. 🙂

    Polubienie

  2. Hehe, koncepcję ogłoszenia wyprzedaży i promocji wszelakich pod wieżą pełną królewien uważam za genialną. Wieża co prawda zamurowana, ale zakładam, że baaardzo wysoka, a pod dachem okno! 🙂 Albo nawet kilka okien (lepsza logistyka) ;)))
    Miłego …..

    Polubienie

  3. jak zwykle dziękuję za uśmiech od rana. jak zwykle nie mogłam się doczekać i jak zwykle pierwsze co zrobiłam po odpaleniu kompa w pracy było wejście tutaj.
    Pozdrawiam Pani Bajko 😉

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Bajka Anuluj pisanie odpowiedzi