Prima Aprilis, czyli bez żartów

No dobra, nareszcie mamy wiosnę, którą widać i czuć. Bo już zaczynałam myśleć, że mamy tylko dwie pory roku: deszczową i mroźną. Oraz naturalnie rozmaite kompilacje wymienionych. Ale od dwóch dni jest mi ciepło i świeci słońce, czyli świat jednak nie ma w ryj. Przynajmniej chwilowo.

Z okazji pierwszego dnia kwietnia nikt mnie dziś na nic nie nabrał. Fatalnie. Liczyłam na jakieś spektakularne momenty, które mogłabym przeżywać: urojone ciąże, zaskakujące śluby, nagłe wyjazdy w sprawach pilnych i nie cierpiących zwłoki, dziwne wiadomości. A tu nuda, marazm i powszedniość. Doprawdy nie spodziewałam się tego. Od wczesnych godzin porannych byłam przyczajona jak tygrys i uważna jak nie wiem co. Tyle godzin podejrzliwości na marne. Żadnej bomby w pracy, w przedszkolu wydali mi moje osobiste Dziecko, do domu też trafiłam bez przeszkód, choć oczywiście starałam się bardzo żeby nie. Nic to. Hiszpańskiej inkwizycji też się nikt nie spodziewał.
A przyszła. Jutro rano pewnie nie przyjadą cztery autobusy z rzędu, bo to będzie taki Prima Aprilis z poślizgiem. Ostatnio co drugi dzień się tak zaczyna, więc właściwie nawet przestałam się irytować.

Jedynie Ziuta stanęła na wysokości zadania i ogłosiła powrót do Polski. Ale to akurat na serio. Przynajmniej w chwili ogłaszania, bo na ile ją znam, pojutrze może jednak zmienić zdanie.

Nie mam pojęcia którędy nam zeszło na kino i okolice.

A nie, przepraszam, mam pojęcie. Referowałam dawny dość ale pamiętny wypad do kina, kiedy to miałam przyjemność wraz z resztą widzów prócz filmu podziwiać Milejdi Latex. Lala przyszła z górą nachos, tapirem na łbie, ABS-em* u boku i trzeszczącym tyłkiem. Tyłek trzeszczał jej nie tak samopas i zwyczajnie a dlatego, że jego właścicielka skoczyła z szóstego na oko piętra by wbić się w portki. Oraz naturalmą białe kozaczki z podobnego tworzywa. Myślę, że zarówno portki jak i ich zawartość były przerażone podobnie jak reszta świata. No może wyłączyłabym z opisu ABS-a, którego oblicze nie zdradzało zmącenia choćby cieniem jakiejkolwiek refleksji w temacie innym niż „eee… fajna dupa, nie?”. Nikt ze zgromadzonych – poza Milejdi oczywiście – nie mógł się skupić na filmie i wszyscy obserwowaliśmy kiedy coś w końcu trzaśnie. Bo chrzęściło i trzeszczało przy każdym ruchu. Ruchów natomiast była spora częstotliwość. A ja to już w ogóle byłam w strachu, bo po pierwsze siedziałam obok a po drugie, Milejdi oraz jej tyłek przecisnęli mi się przed twarzą jakieś trzy razy podczas 120-minutowego seansu. Film nie był straszny, ale tego widoku i tych emocji nie zapomnę.

– A właściwie, to powinno się przechodzić przodem czy tyłem do delikwenta?

– Najlepiej wcale, bo jak już się spóźnisz, to siadasz gdzieś z brzegu i nie piskasz bo i tak wszyscy na ciebie syczą.

– A jak brzegi zajęte a komuś na kolanka nie masz chęci?

– To nie wiem. Przodem?

– To zależy od tego czy masz fajniejszy tyłek czy biust i czym chcesz akurat zamachać 🙂

– Musiałabym bokiem…

– Jak chcesz zamachać bokiem??

– Przechodzić bokiem bym musiała.

– Znaczy wszystko masz reprezentacyjne i odstawisz pełen taniec godowy?

– Znaczy, że jestem niezdecydowana.

Kobiety.

——————————————–

* ABS – osobnik Absolutnie Bez Szyi

11 uwag do wpisu “Prima Aprilis, czyli bez żartów

  1. No tak, pierwszy kwietnia. Dzisiaj od służbowego biurka oderwała mnie prywatna komórka. Telefonował przedstawiciel mojego dostawcy internetu z informacją, iż oto właśnie dopatrzyli się, że jadę na jakimś starym złomie i postanowili wymienić mi modem na nowoczesnego śmiganta.
    – Między 16:00 a 17:00 pasuje Pani?
    – Pasuje.
    Gdy do 17:10 nikt się nie zgłosił, to mnie olśniło! No jasne – Prima Aprilis! Się dałam nabrać.
    O 17:15 dzwonek do drzwi, a za drzwiami całkiem przyjemny młodzieniec z modemem.
    No i w ten sposób nabrałam się podwójnie 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  2. Właśnie skończyłam czytać całą historię. Ufff – jak Ty, Bajko, to robisz? Wcięło mnie do imentu. Masz nowego stałego „czytacza”.
    Pozdrawiam z Tarchomina

    Polubienie

  3. „Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty….”
    Ja tam wczoraj widziałam jeden z pierwszych znaków wiosny: mianowicie jadę sobie Al. Jerozolimskimi i widzę Lasencję „białe kozaczki i trzeszczący lateks” z gołymi nerami (już z widocznym pobytem w solarium) i goluchnym brzuchem. I oczywiście obowiązkowe kolczyki hiper wielkie koła.
    „Wiosna, wiosna, wiosna, jak to tak?”

    Polubienie

  4. Może trzeba było lekko szpileczka nakłuć, lateks by puścił i przynajmniej nie słychać by było trzeszczenia. Przechodzić należy przodem bo co to za przyjemność dupsleja na wysokości twarzy oglądać i to jeszcze na przykład w piszczących z bólu spodniach :))) Pozdrawiam Czarny Ptak

    Polubienie

  5. Pierwszy znak wiosny jaki zobaczyłam – motyle! Ale na Tarcho to i tak nic, tam dziki po ulicach spacerują:)
    A co do 1 kwietnia, ponieważ mam w tym dniu urodziny to od lat…. nauczyłam się robić psikusy totalne….:)

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Gekonek Anuluj pisanie odpowiedzi