Z kamerą wśród zwierząt a z dwulatkiem u dentysty

Zawsze twierdziłam, że Dzieci są fajne, tylko strasznie długo się gotują. Potem wygerenowałam jedno własne i okazało się, że takie całkiem małe potrafią być nawet miłe i sympatyczne. Zwłaszcza momentami. Problem zaczyna się gdy na mglistym horyzoncie obolałych dziąseł pojawiają się pierwsze zęby. Gorączki, marudzenia i ryki, czyli kilka ładnych nocek z głowy. Kiedy już wyjdzie co wyjść powinno i Potomek się jako tako uspokoi, trzeba ten całkiem nowy garnitur kłów, siekaczy i trzonowców pielęgnować, szczotkować i nie okładać słodyczami. Bywa to niezwykle trudne, zwłaszcza gdy Młode niekoniecznie lubi duet: szczotka+pasta, pomimo naszych zachęt, starań i fajerwerków, za to za słodyczami przepada. Lokatora udało mi się uchować bez zbędnych cukrów i czekolady całkiem długo, ale jak wiadomo zawsze znajdzie się ten pierwszy ochotniczy ofiarodawca. A potem już leci.

Ostatnio na takiej jednej obywatelskiej dolnej piątce – bo od czasu do czasu bawimy się w krokodyla i mam wówczas panoramę racławicką w wersji light – moje bystre matczyne oko spostrzegło ciemną rysę. I nie był to mak z drożdżówki. Zaniepokojona tym odkryciem niezwykle, umówiłam Młodego na spotkanie z Doktorem Srebrzyste Wiertło. Uprzedziłam Doktora, że do czynienia będzie miał z niezwykle młodym Człowiekiem i upewniłam się, że ów nie zabierze się do niego jak pies do jeża, tylko z należytym wyczuciem. Lokatora zaś postanowiłam przygotować do spotkania nastawiając go absolutnie entuzjastycznie do każdorazowej prezentacji klawiatury. Powiedziałam gdzie pojedziemy i że Pan Doktor obejrzy lokatorskie ząbki i że tam pobawimy się w megakrokodyla. Po czym wykonaliśmy kilka sesji pod tytułem kto dłużej powie AAA i patrząc na szczęśliwego Dzecia, uznałam program zapoznawczy za zwieńczony sukcesem.

Jak wiadomo jednak programy zapoznawcze często lubią nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Młody do ostatniego drzewka mijanego w drodze do gabinetu prezentował klawiaturę na każde zawołanie i wyszczerzał się z imponującą wręcz regularnością. A po wejściu na schodki doznał nagłego szczękościsku odmówił współpracy.

Nie ma bata!

Długo się zastanawiałam co tak naprawdę będzie mi potrzebne tego dnia i wahając się między apteczką z pełnym asortymentem środków opatrunkowych a kneblem i młotkiem, finalnie wybrałam puzzle, komplet ulubionych resoraków i najlepszą przyjaciółkę Żabę. To był strzał w dziesiątkę. Wprawdzie trochę zajęło zanim Młody pokazał choćby zarys zęba, ale nie poganiany i nie przestraszany badaniem na siłę, pobawił się z Panem Doktorem – choć nie powiem żeby akcja pacyfikacji trwała krótko – i w końcu doszło do okazania.
 
Doktor Srebrzyste Wiertło, prywatnie zagorzały wielbiciel i stwórca dwóch Potomków płci męskiej, po wstępnych a dogłębnych oględzinach orzekł, iż na razie poprzestajemy na porządnym szczotkowaniu, bo ryska jest niewielka a szkoda Lokatora do instytucji stomatologia zniechęcać. Ucieszyło mnie to bo oczyma umęczonej ostatnimi dniami duszy już widziałam te spektakularne protesty i słyszałam wrzaski oraz ryki. A tak to jakby mamy małe odroczenie i czas na dalsze ćwiczenia przed jakimikolwiek dalszymi praktykami stomatologicznymi.

Wyszliśmy zmęczeni – ja i rozgadani w temacie dzielności nad dzielnościami – Lokator ale sądzę, że największą ulge odczuł Pan Doktor. Myślę, że długo będzie razem z gabinetem dochodził do siebie. Nieopatrznie wręczył Młodemu – wielkiemu fanowi naklejek – kilka przylepców z reklamówkami jakiegoś leku albo innego siuwaksu. Jest szansa, że z linoleum udało się je usunąć możliwie w komplecie, ale nie opierałabym na tej szansie szóstki w lotto 🙂

Mam nadzieję, że za jakiś czas będzie łatwiej i mniej stresująco. Dla wszystkich.

11 uwag do wpisu “Z kamerą wśród zwierząt a z dwulatkiem u dentysty

  1. Ale Lokator ma dobrze.. Ze mną dentysta się nie bawił… ;(((

    Bajka ja Ci po prostu gratuluję podejścia do problemu. Zrobiłaś to pierwszorzędnie.

    Polubienie

  2. Gratulacje z powodu Lokatorskiego dzielnego przejscia pierwszego spotkania z Zebologiem!
    Co do naklejek – jakbys Bajko podrzucila swoj adres korespondencyjny na nuteczka@poczta.onet.pl, to dostaniesz cos, z czego Lokator bedzie zachwycony i Ty posrednio tez, odpoczywajac przez chwile od skrobania linoleum tudziez innych mebli. Wiem, o czym mowie, bo przetestowalam to na prywatnym, zamorskim milosniku naklejek. Usmiechy!

    Polubienie

  3. my też mieliśmy ostatnio wizytę u dentysty i Obywatel, owszem, dał zajrzeć, ale potem skusiły go zabawki w gabinecie i skończyło się na wyciu i leżeniu na podłodze
    w ramach protestu
    bo on chciał się bawić a nie pokazywać zęby

    Polubienie

  4. Jak muszę do dentysty to idę jak to pokorne ciele.Jak już nie zwieję spod drzwi to ubieram na uszy słuchafony i mjuzik na full. Wszystko zniosę tylko nie ryk wiertła.
    Ząbki muszą urosnąć, wkońcu czym będzie rozpinał guziki koleżankom? =PPPP.

    Oj nie straszę mamy. To tylko taki żarcik.

    Polubienie

  5. super! ubawiłam się 🙂
    Byłam identyczna. Mama kupowała mi lalki a one zostawały u dentysty.
    Pozdrawiam ciepło.
    Na pewno tu jeszcze wpadnę 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s