Blondyn z lokiem, wieczorowo

Lokator Wieczorny wita mnie od progu i stęskniony wczepia się każdym
dostępnym odnóżem w moje ramiona. Oplata mnie niczym liana i zasypuje
gradem dyszkantowych tu auto, tu żaba, a tu ciuchcia jedzie… widzis???
Tu następuje demonstracja jakich to nowych umiejętności nabyły od rana
nasze dobre, poczciwe zabawki z kartonu w rogu przedpokoju. No jakże
bym śmiała nie zobaczyć, Synu. Zwłaszcza, że zbliżenie Młody robi
całkiem spore prawie wkładając mi plastikową lokomotywę wielkości
małego kota w twarz.

Widzę kochanie, serio…

Jako klasyczny Mamut zmiękczam się w kolanach i zdejmując szalik oraz
buty już podziwiam, wypytuję, latam, gadam, pełen serwis… a lewym
palcem prawej nogi szykuję kąpiel, picie, bułecke i co tam jeszcze Szanownemu wyda się absolutnie niezbędnym do przeżycia następnych dziesięciu sekund.

Do kąpieli zapraszane jest pobliskie zoo. Dziwię się, że nie ma tam
sąsiada i matki Whitney Houston. Jest za to urocze stadko gumowych
hipopotamów, żółte kaczuszki w zróżnicowanych rozmiarach, gąbką z
żyrafą, pusty pojemnik z plastiku i wreszcie Delikwent. Następnie jako
przedstawiciel organu władzy dokonuję uroczystego wręczenia szczoteczki
do zębów z odrobiną pasty i doglądam niezbędnych ablucji. Najpierw
zębów lokatorskich a później wszelkich innych, mniej lub bardziej
wyimaginowanych.

A no i zapomniałabym o rybie. Ryba to podstawa kąpieli. Jest duża,
kolorowa i piszczy. Nie wiem czy istnieje jakaś inna piszcząca ryba ale
jeśli nie to natentychmiast powstać powinna – ta daje czadu. I tak
gdzieś pośrodku tego wszystkiego znajdujemy Lokatora, pomiędzy jednym a
drugim hipkiem, obściskującego bezceremonialnie i w najlepsze swoją
rybę. Pełnia szczęścia, miód i orzechy.

Dramat numer jeden następuje gdy wyciągamy Dziecko z wody. Dziecko
bowiem po mamusi, prócz oszałamiającej dawki uroku osobistego i oczu
niebieskich sztuk dwie, odziedziczyło najwyraźniej ascendent w Wodniku
albo mowiąc prościej wannolubność. Zwierz łazienkowy i ze mnie i z
Niego. Ręcznik zaś zabiera wolność, równość i ochronną warstwę
czegośtam, chyba sebum. W każdym razie Młody najchętniej zamieszkałby
na stałe w wodzie i tylko pluszowa ukochana żaba, która z kolei może
egzystować tylko na lądzie i to suchym, powstrzymuje go zapewne przed
wykształceniem sobie otworów skrzelopodobnych.

Gdy jednakowoż udaje się już Lokatora spacyfikować, zawinąć w ręcznik i
dostarczyć do pokoju celem wpakowania w piżamę i uśpienia, przechodzimy
do następnego punktu programu – zawiska Generalnych Oględzin, czyli
przeglądu całkiem nowych i zupełnie starych ran z pola boju. Każdy
siniak, każde zadrapanie i każde zaczerwienienie trzeba objaśnić – Igor
– i pocałować na dobre się_gojenie – mama.

O tu mama, tu popac jesce – Lokator z dumą prezentuje okazałą
rysę na czole jakby to było zdjęcie zatkniętego własnoręcznie na
szczycie Mount Everestu proporca
A tu co się stało, Synu? – zapytowuję z troską
Kolega autem Gigora – wyjawia i – zółtym – miękkim głosikiem doprecyzowuje Syn

I tu nie wiem czy auto faktycznie było żółte czy czerwone, bo Młody
praktycznie tylko ten kolor nazywa a także nader często podciąga podeń
wszystkie inne barwy tęczy i okolic. Ale to jakby mało istotne.

Bolało? – upewniam się czy nie trzeba może pocieszać albo co
Niee – bez namysłu odpowiada Młody – O i tu i tu jesce – dodaje wskazując na nową zdobycz – tes kolega, tes

Oglądam otarty palec i udając, że jest to niezwykle poważne obrażenie jednocześnie chwalę Dziecia, że taki dzielny i przeżył.
Pęka z dumy.

Pociałuje! – podsuwa mi palec pod nos dołączając imperatyw kategoryczny

Całuję, a jakże.

A oddałeś koledze chociaż? – cóż… nie byłabym sobą

Pośród blond loków następuje mała reminiscencja myślowa.

Taak.

I uśmiech od ucha do ucha.
To szelma 😉
Po mamusi.

24 uwagi do wpisu “Blondyn z lokiem, wieczorowo

  1. Ależ Ty nie wychowawcza!!! Uczysz dziecko oddawać!!! xDDD

    Igorek cudny, 🙂

    Co do notek, wrzuciłam ile mogłam, więcej nie zdążę ;/ Za mało czasu dałaś :(((

    Polubienie

  2. koniecznie należy być zaangażowanym np. w układanie puzzli. Inaczej istnieje ryzyko, że Gigor złapie cię za łepetynę i przygnie ją, gdzie potrzeba. Ciotce, a nawet własnej mamie nie odpuści!!!!

    Polubienie

  3. Widać, że po mamusi:D a jakże!
    Kochany jest Gigorek:) kolega za pewne jest taksówkarzem z Nowego Jorku, skoro auto żółte… tak sobie tylko głośno myślę.
    Ja też bardzo chętnie wzięłabym takie małe zoo do wanny… nawet jedno zwierzę… Faceta!:D

    Polubienie

  4. No pewnie, że oddawać należy. Spytajcie mojej Gwiazdy;-)
    Poza tym, jak ja to dobrze znam. Kiedy w kurtce i w butach instalowałam AQQ,bo Dziecko musiało koniecznie pogadać z koleżankami z kolonii, a GG jest pase. I jescze mamo, bułeczkę z wiśniami mi przynieś. Ale, upiecz najpierw, bo przecież sama się nie upiecze…

    Polubienie

  5. Pani Anno,
    nie oszukujmy się – „blog” nie jest i nie będzie żadnym gatunkiem literackim. Z reguły wydaje się książkowe wersje „blogów” li i jedynie z powodów czysto komercyjnych – jak zapewne będzie i w Pani przypadku. Gratulacje. Ujęła Pani Wydawcę niepowtarzalnym stylem i sprawiła, że uwierzył w sukces. Wymierny.
    Ujęła również – przede wszystkim, nie również – Pani wiernych czytelników tego „bloga”, co poniekąd stało się przyczynkiem , jak sądzę, do pomysłu wydania go w formie niewirtualnej.
    Stąd prośba: proszę nie silić się i nie próbować uderzać w tony takie, juakimi brzmi ta notka (sądzę, że wie Pani, o co mi chodzi). Poetyzowanie na siłę staje się niczym innym, jak grafomanią.
    Myślę, że Pani czytelnicy pokochali Panią nie za to idiotyczne ulirycznianie, które – na fali nadchodzącego sukcesu debiutu „literackiego” – uprawia Pani w powyższej (poniższej? – nie znam układu tego „bloga”) notatce.
    Pozostańmy przy tym, czym zaspokoiła Pani gusta i wymagania wyznawców.
    z poważaniem
    Gertruda Czerny

    Polubienie

  6. Zawsze byłam zdania, że jak się nie podoba, to po co czytać?
    Bardziej wydumanego na siłę komentarza jeszcze nie czytałam. Ludzie to potrafią być złośliwi, doprawdy.

    Polubienie

  7. Dziekuję Ci bardzo za usmeich po-notkowy na początek dnia :):):):)

    A pani Gertuda…Cóź – nie rozumiem…Nie chce, nei musi czytać, nie jest to obowiązkowe…ale tak na siłe złośliwości uprawaić…szczerze – współczuję tej pani zgorzknienia.

    Polubienie

  8. uprzejmie informuję, że blog to prywatne miejsce autora i wolno mu pisać o czym zechce. Niejaka Apple-Pie mawia, że nawet o dżemie z Biedronki. A także jak zechce, w dowolnym stylu. Deal jest taki, że czytanie nie jest obowiązkowe.Ani bloga, który jest za darmo, ani książki tym bardziej, bo ją trzeba kupić. Pani nie musi, naprawdę. Ani też lubić autorki, ani uprawiać pseudomoralizatorskiego komentowania.
    To mówiłam ja, Barmanka Drugiej Klasy.

    Polubienie

  9. no to ja tak sobie też popiszę:
    a/ blog to pamiętnik ino nie na kartce/ zeszycie tylko w sieci
    b/ pamiętnik jest własnie gatunkiem lit., a skoro pamiętnik to gatunek lit., więc siłą rzeczy blog Bajki (w takiej postaci) też
    c/ Tyrmand pisał o dupach i stało się to klasyką
    d/ wydawca najczęściej kieruje się chęcią zysku, byłby samobójcą, gdyby tylko patrzył na walory literackie…

    Jagusia dodaje: z klasyfikacją internetowej „literatury” literatura sobie pewnie nie poradziła jeszcze

    a ja nie rozumiem o co kaman, ale jak będe mieć kolejną kocicę to nazwę ją Gertruda. imię mi sie spodobało. niezmiernie.

    poza tym ja agnostyk jestem. więc jaki wyznawca? jest takie powiedzenie o polskim piekiełku i o tym, że nie umiemy cieszyć się w tym szarym kraju z cudzych radości. niestety.

    Polubienie

  10. Kochani ale dajmy spokój, naprawdę – temu komuś chodzi jak dla mnie tylko o kij w mrowisko i żeby sobie popatrzeć jak się przekrzykujemy, więc wrzućmy na luz i przejdźmy dalej. Poza tym jak dla mnie to teraz dopiero się zacznie pochód niezadowolonych i poprawiających – ktoś musi.

    Ten blog to wręcz definicja grafomaństwa i wcale mi z tego powodu nie jest wstyd – gdybym chciała pisać eseje naukowe raczej nie opatrzyłabym ich szyldem „radziecki-termos” – ma być lekko, łatwo i przyjemnie, choć przyziemnie, bo o sedesach, pieluchach i kaczuszkach. Mało tego – fakt, że tyle osób lubi grafomanię i tu zagląda, sprawia, że czuję się jak we własnej kuchni na herbatce. Komuś dolać?

    A dla Pani Z Poważaniem mam radę z cyklu nieodzownych – na drugi raz kochanieńka jak u kogoś jesteś po raz pierwszy, to zalecam „dzień dobry” a mnie osobiście jak zechcesz dosrać to mniej pisz a więcej sraj bo mi się zwoje strasznie marszczą na zakrętach z nieużywania i to boli. A po imieniu to mi znajomi mówią.

    Całuję tam gdzie lubisz 🙂

    Polubienie

  11. Brawo, Bajka!
    Podejrzewam nawet, że imię per pani Gie nie jest jej prawdziwym imieniem. Zazdrośnicka, niespełniona i tak dalej. A my cieszymy się z Twojego sukcesu, trzymamy kciuki, podobnych debili do pani per Gie wysyłamy na drzewo i czekamy na ukazanie się książki:)
    Już miałam ją skomentować (dokładniej jej idiotyczny zamiar, jaki miała pisząc ten kretyński „kometnarz”), ale ubiegłaś mnie Ty:))
    Tutaj jest Blog, a nie „blog”.

    Polubienie

  12. pantofelek – bo zapomniałabym… widujesz zapewne, bo podążam tamtędy jakieś dwa razy dziennie – zachęcam do się_ujawnienia, choć długiej i upojnej rozmowy nie prognozuję gdyż ponieważ jednakże albo właśnie pędzę do roboty albo z roboty po Dziecia i na próbę. ściski

    Polubienie

  13. cudo… zarówno Lokator z notki wychynięty jak i Twoja, Bajuś, odpowiedź pani Gertrudzie. pani chyba smutna jest w życiu i zaczepia na doczepkę, pod wódeczkę samotną.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Wydra Anuluj pisanie odpowiedzi