Very Superstitious

Niedawno na angielskim było o przesądach. Anglicy to jednak zboczeńcy i sadyści. Nałogowo dotykają drewna i sypią solą przez ramię. A jak by tak na ten przykład ktoś za nimi szedł? I akurat zupełnym przypadkiem nie posiadał osłony hutniczej? Ha! To by było. A mówią, że tacy spokojni ci Anglicy. U nas jednak porządniej. Wiadomo – zakonnice z wiadrami, bo niby na kij im te wiadra skoro mają gromnice, przechodzenie pod drabiną, bo to niebezpieczne, zwyczaj by przysiąść na moment, gdy się czegoś zapomniało zabrać, bo nigdy nie wiadomo czy jeszcze coś się nam nie przypomni, chuchanie na znaleziony drobniak, czerwone majtki na studniówkę i takie tam. Tylko z czarnymi kotami się nie zgodzę, bo te akurat są bardzo w porządku.

Kolega ma jednego i on działa jak pies obronny. Tyle, że z wysokości. Kiedyś udaremnił włamanie zrzucając na złodzieja puchar, który stał na szafie. Puchar był spory, blaszany i za osiągnięcia sportowe a szafa była wysoka. W efekcie rumor obudził właściciela mieszkania, szafy, pucharu i kota, przestraszył włamywacza i jeszcze sprowadził na górę ochroniarza. Wszystko w ułamku ułamka, więc niedoszły rabuś został złapany za kark i na komendę. A kot od tej pory ma ksywę Terminator i przyzwolenie na drapanie mebli.

Ja osobiście mam kilka swoich szajb, ale nie wiem czy to się jeszcze mieści w kategorii konkursowej, czy już kwalifikuje do Tworek.

Gdy widzę kominiarza to zawsze ale to zawsze łapię za guzik. Choćby nawet nie należał do mnie. Udało mi się nawet zawrzeć w ten sposób kilka udanych znajomości i jeden prawie związek małżeński, ale to było dawno i na szczęście wystąpiła okoliczność przedawnienia oraz Urodziwa Mariola. Gdyby nie to miałabym dziś strasznie śmieszne nazwisko i mało śmieszną gromadkę dzieci. A sądząc po charakterze Prawie Niedoszłego, który to niestety dramatycznie nie miał szans się zmienić, nie byłabym zbytnio szczęśliwa.

Gdy widzę kota, niekoniecznie czarnego, nie dość, że nie spluwam, nie zawracam i nań nie wrzeszczę żeby spierdzielał, to jeszcze nie ma bata bym nie zawołała kici kici i nie wyszperała czegoś z torebki. Ten ostatni został potraktowany petitkiem i trzeba przyznać, że chyba się polubili. Choć nie do końca jestem w stanie stwierdzić to po herbatniku, gdyż ponieważ albowiem znikł nad wyraz szybko. I z chrupnięciem.

Gdy widzę kogoś czytającego książkę i mam możliwość podglądnięcia tytułu, zawsze ukradkiem zerknę.

Czasem mam fazę na chodzenie według jakiegoś klucza i albo stąpam tylko po pękniętych płytkach, albo tylko po pełnych, albo synchronizuję kroki z aktualnym towarzyszem marszu.

Boję się wchodzić do piwnicy sama, więc ostatnio poszłam ze zrzewką papieru toaletowego. Bo akurat był pod ręką.

W szufladzie trzymam młotek, centymetr i taśmę klejącą. Za to gwoździe w schowku na buty, przybornik krawiecki w szafce z ręcznikami a nożyczki na parapecie. Nie wiem czemu, ale gdyby mi ktoś to posprzątał i zebrał do kupy, w życiu bym nie znalazła w potrzebie.

A na przykład gdy widzę tramwaj numer 13, to od razu biegnę. Być może
ma to związek z faktem, iż w 99 na 99 przypadków właśnie mi zwiewa a ja
jestem dramatycznie spóźniona gdzieś_tam, ale oczywiście może być inne
wytłumaczenie. Freud by znalazł coś z seksem.

Kiedyś, gdy bardzo usilnie czegoś pragnęłam, albo równie bardzo nie mogłam podjąć jakiejś decyzji, uprawiałam myślenie magiczno-życzeniowe, czyli coś w stylu: jeśli teraz wejdzie pan w zielonym płaszczu, to powinnam to i to. Pamiętam, że była to jakaś głęboka podstawówka na wylocie a ja się oczywiście śmiertelnie kochałam w Takim Jednym. I oczywiście byłam wściekle nieśmiała a policzki płonęły mi rumieńcem ognistym nawet w wypadku przejścia obok Niego korytarzem, choćby nawet był na jego najodleglejszym końcu. Wykradłyśmy w końcu z Przyjaciółką dziennik z pokoju nauczycielskiego i zdobyłyśmy Takiego Jednego numer telefonu. Z zapasem żetonów poszłyśmy pod budkę telefoniczną, odstałyśmy swoje w bezpiecznym oddaleniu żeby było wiadomo, że kto miał dzwonić już zadzwonił i nie ustawi się żadna nieoczekiwana kolejka i zbierałam się do wykonania tej niezwykle stresującej misji by w końcu powiedzieć Mu jakoś prosto z mostu, że mógłby mnie w końcu zaprosić do kina Szarotka, bo może nie wie że chce. Pomyślałam sobie, że jak teraz zatrzyma się przed budką samochód dostawczy z piekarni i wysiądzie zeń ruda baba z walizką, to idę i niech się dzieje. Było to tak nieprawdopodobne, że aż powiedziałam Przyjaciółce. Zabiła mnie śmiechem i powiedziała, że równie dobrze od razu możemy wracać.

I wiecie co?

Wtem…

No pewnie. Podjechał samochód, z piekarni, wysiadła baba, kasztanowo ruda, z neseserem i wszystko normalnie jak ze scenariusza. Wcięło nas obie. Znaczy mnie i Przyjaciółkę, nie mnie i rudą babę. Potem przez pół godziny spierałam się, że neseser to nie walizka. A gdy wreszcie zatelefonowałam, okazało się, że Obiekt Westchnień wyszedł pograć w piłę z kolegami. I tak o! Potem kino Szarotka zamknęli, ale mnie i tak przeszło, więc nie tonęłam w dzikiej rozpaczy. Tylko żetonów miałam po kieszeniach mnóstwo. Ale historia jest niezła i nauczyła mnie by rozważnie wymyślać różne takie Mount Everesty dla marzeń.

A Wy jesteście przesądni?

34 uwagi do wpisu “Very Superstitious

  1. kiedyś tak – omijałam wszelkie drabiny, rozkraczone słupy, wstawałam prawą nogą i łapałam się za guziki. Teraz nie, nic mnie nie rusza. Nawet kiedy stłukłam lustro, pozbierałam okruchy i wzruszyłam ramionami.

    Polubienie

  2. Oczywiście. Rozsypaną sól przez lewe ramię i tylko raz nasypałam Ślubnemu w oko (wtedy był przesąd z zahaczeniem o niebieską linię). Jak wracam to siadam na chwilę (ruskij przesąd)I targuję się z losem. (Jak mi dasz schudnąć 2 kg to piwa do pyska nie wezmę…yyyy do środy ;-))
    Czarne koty kocham. Ale nie chwalę dnia przed 23.59

    Polubienie

  3. no a jakże. zawsze, ZAWSZE boję się, że jak otworze drzwi kabiny publicznego kibelka (egal kino, biuro, pkp) to zastane tam wisielca albo jakiegoś innego nieboszczyka. trochę to utrudnia koniunkcje z fizjologia ale jakoś to przewalczam. do tej pory żadnych trupów in wc. wszystko przede mną:) tym wyznaniem melduje swoje zaglądanie do Ciebie :)i ściskam za łydki serdecznie

    Polubienie

  4. Z tymi przesądami to tochę jest tak, że działają tylko, jeśli się w nie wierzy. Ja nie wierzę, więc nie mam problemu – czarne koty i drabiny mi nie straszne. A już najmniej ze wszystkich to wiarygodny jest ten przesąd, że jeśli się trzyma torebkę na podłodze, to pieniądze się nas nie będą trzymały. Czy trzymam na podłodze, na krześle czy na szafie – i tak się mnie nie trzymają 🙂

    Polubienie

  5. no niby nie jestem,ale jak rozsypie sól to zaraz myslę,ze trzeba uwazac,zeby sie z kims nie pokłocic,z butami na stole podobnie:)
    plecak czy torba ląduje na podłodze zazwyczaj,ale tak czy siek zawsze pieniadze maja szybki obrót w towar,no i nie mam czerwonego potrtfela na szczęscie za to łuskę z karpia i niebieski kamyczek w czarnym na szczęscie:)
    Podobnie mam z jakimis wymyslonymi schodkami do.. a to popękane kafle chodnika,a to jakies inne dziwne znaki,które mi cos podpowiadaja lub przepowiadają.Generalnie jednak nie pzrejmuje się .

    Polubienie

  6. Dobrze, ja też się dorzuvcam, żebyś się czasem nie zahasłowała.
    Nie jestem przesądna. Chyba, że przesądem jest strach przed spaniem z kończynami zwisającymi z łóżka (ale ja to raczej pod tchórzostwo zaliczam, bo chodzi o to, żeby jakiś złośliwy pajac spod tego łóżka nie wyskoczył i nie wciągnął mnie – trauma po „Duchu”)

    Polubienie

  7. Hmm, kiedyś jak bardzo czegoś chciałam, to wmawiałam sobie, że chcę czegoś akurat odwrotnego…
    Miałam szczęśliwe majtki, ale gdzieś przepadły, miałam też takie, które przynosiły mi pecha (może dlatego, ze gryzły?). Nie lubię stawać na pękniętych płytkach, liczę do pięciu, lub wielokrotności.

    Polubienie

  8. Jestem przesądna w tym samym stopniu co Ty. Przysiadam na moment, gdy muszę się wrócić i to by chyba było na tyle. Koty uwielbiam niezależnie od maści, w domu mam dwa, olbrzymiego rudzielca wabiącego się Rudy i szarą Majeczkę. Też mnie sprowokowałaś do komentowania, ale masz rację, tak jest na pewno sympatyczniej i grzeczniej… Pozdrawiam.

    Polubienie

  9. A myślałam, że tylko ja w dzieciństwie uprawiałam myślenie magiczno-życzeniowe i poza mną nikt inny na świecie! Bajko, jesteśmy „z tych co znają Józefa”, jam mawiała Kornelia z „Ani z Zielonego Wzgórza”.
    Kod: qmqiq – czyżby wiosenne kumkanie żab?

    Polubienie

  10. Stanowczo nie jestem przesądna.

    Naprawdę nie wiem dlaczego przesyłąm dalej łańcuszki, myślę życzenie dotykając meteorytu, nigdy nie siadam na rogu i wariuję nawidok czarnego kota.. (hm.. w sumie to wariuję na widok każdego kota.. ^^”

    Polubienie

  11. Heh, też miałem tak w odległym dzieciństwie że stąpałem po chodniku wg. jakiegoś schematu: a to po płytkach/kostkach popękanych, czerwonych, prawoskrętnych, itp, itd. Albo po krawężniku, co dwa elementy. Teraz już nie tak często mi się to zdarza (zawsze się gdzieś śpieszę, itp.), ale od czasu do czasu łapię się na tym. :))

    Polubienie

  12. Ja mieszkałem w Rembertowie przez jakieś dwa lata. Na terenie Akademii Sztabu Generalnego. I tamże ukończyłem podstawówkę tudzież pierwszą klasę liceum LI na Kadrowej. Z informacji od kolegów z podstawówki wiem, że kino już nie istnieje.

    Polubienie

  13. no toż to Mamutowo właśnie (gdzieniegdzie w notkach występujące jako Rembridge) 🙂

    a kina to nie ma już od tylu lat, że ech…

    Polubienie

  14. Za dawnych czasów mojej młodości trzeba było policzyć 99 białych koni!! (było to w czasach kiedy konie jeszcze jeździły gdzieniegdzie nawet po ulicach średniej wielkości miast doczepione do furmanek oczywiście) a potem 99 gwiazd (o to już łatwiej) i wtedy przyśnił się przyszły mąż. Mnie się nigdy nie udało doliczyc bo byłam cienka z rachunków. Jak muszę wrócić to siadam – raz nie siadłam bo było późno i się o mało nie z..sunęłam ze schodów!

    Polubienie

  15. Jestem przesądna, ale nie do bólu. Chodź po nie pękniętych, ale całych płytkach i wydawało mi się, że tylko ja jestem tak zdrowo kopnięta… z biegiem czasu zauważyłam, że nie tylko ja tak mam;) Czyli że jestem norma społeczeństwa. Uff, ulżyło mi.
    Przesądów się nie boję,a i w durnych łańcuszkach nie wierzę w te brednie… jak nie wyślesz 5 osobom to odpadnie Ci noga i 100 lat nieszczęścia, no bez jaj.

    Ale muszę się przyznasz, że też sobie tak kiedyś „zarzekałam myśli”, że zrobię/będę/powinnam jak coś-tam. Potem przestałam, bo spotkało mnie coś takiego, jak Ciebie:) Jednak tak ekstremalnie nie było:D

    pozdrowienia!

    Polubienie

  16. siadać, nie siadam….głównie dlatego,że skoro zapomniałam to pewnie jestem strasznie zabiegana, drzwi otwarte na oścież, klucz w zamku, więc na siadanie nie ma czasu (poza tym zawsze mam wrażenie, że jak usiądę to stwierdzę..jak mi się nie chce – i zostanę jednak w domu :D)

    Czarne koty uwielbiam, i osobiście jak widzę to wiem, że będę miała udany dzień. (a przed ważnym wydarzeniem albo konkursem to w zasadzie biegam i wołam kici kici :D)..

    solą nie rzucam.

    A apropo połamanych płytek chodnikowych to ja za to mam manie jak jadę samochodem albo autokarem (jako pasażerka), to unoszę stopę przy każdym mijanym drzewie czy latarni tak jakby to miało być, że ją przeskakuje…taki odruch.

    Pozdrawiam ;*

    Polubienie

  17. Ja też się na tym łapię. Znaczy na podnoszeniu nogi w autokarze. A myślenie życzeniowe chyba każdy w dzieciństwie stosował ;P

    Polubienie

  18. prosz, a myślałam, że jestem jakaś nie halo, a widzę, że nie tylko ja 🙂

    p.s. ale się kiedyś_tam zdziwiłam jak zobaczyłąm u Ciebie Rembridge. Bo myślałam, ze to tylko rodzinne u mojej bratowej, która stamtąd 🙂

    ścisk.

    Polubienie

  19. z tą rudą babą to, kurcze, tylko ty tak mogłaś!
    w tytuły książek zaglądam. swoje pokazuję czasem chętnie, a czasem wcale.

    Polubienie

  20. ja też przysiadam jak muszę wrócić! Mama mi to tak wpoiła, że nie mogę się w żaden sposób powstrzymać 😉 za to 13 i czarne koty bardzo lubię 🙂

    Polubienie

  21. no patrz, Bajka, czując się opieprzoną już nie trzaskam, a okazuje się że na dobre mi wyszło bo jeszcze się okazało, że odruchy kończynami dolnymi są jakże bardzo rozpowszechnione.

    No to jeszcze może ktoś otwiera książki na chybił trafił, żeby znaleźć odpowiedz na jakieś pytanie, alby podjąć jakąś decyzje ? 🙂

    Polubienie

  22. jesuu,to z czeluści mych zachowan głupich wydobyłam takie cuś ,ze hej:) jak np któres moje dziecko mówi ochrypłym glosem (tak pzrypadkiem) to mam odruch odchrząkania za nie:)))

    (wszystko pzrez te wasze nogi)

    Polubienie

  23. Ja też do tej pory myślę-życzeniowo. Dużo sie spełnia.
    Myśli to życie, o czym myślisz, to przychodzi: zarówno choroba jak i awans, kasa i wyjazd. Nie trzeba sobie odmawiać niczego. Po prostu tak sie sprawy zaczynaja układać że za jakiś czas lądujesz w „życzonym” miejscu. Zresztą poczytaj Mulforda

    Polubienie

Dodaj komentarz