Hamaczek poproszę… i drinka z palemką

Marzy mi się przynajmniej tydzień odpoczynku. Ale takiego totalnego, żebym nawet chcąc ruszyć palcem musiała wysłać do mózgu podanie z trzema znaczkami skarbowymi i zdjęciem. I doprawdy nawet nie musi być Teneryfa. Wystarczyłby namiot na Mazurach. Byle w głuszy i z zapasem sprayu na komary. Jestem permanentnie niedospana, wszędzie gdzieś pędzę i w bardzo widoczny sposób potrzebuję fryzjera. Chcę pobyć trochę w bezruchu, żeby mnie zdążył malowniczo opleść jaki bluszcz i żeby mi Pani W Tramwaju mogła powiedzieć, że wyglądam jak pomnik Chopina. Cała zaśniedziała. Serio serio. Może tylko z gołębiami dałabym sobie spokój. Normalnie poza tym to mogłabym być siostrą bliźniaczką Fryderyka.

Fryzjer. Zanotowałam.

Włamię się do jakiegoś salonu i kategorycznie zażądam pomocy. W końcu to pierwsza pomoc, prawda? Nie może być tak, że się co rano mam stany lękowe na myśl o lustrze. Bo nie wiem co tam zobaczę. Nie no ogólnie w tym momencie moje włosy to dramat. W pięćdziesięciu aktach. A w czapce to tej zimy kurde nie bardzo sie widzę. Włosy to rzecz stanowczo przereklamowana i fryzury powinny się dobierać automatycznie do naszego najaktualniejszego nastroju.

Chociaż jak sobie pomyślę o nagłych zmiennych typu wkurw i tym co musiałoby się wówczas dziać z upierzeniem, to otoczenie mogłoby nieco protestować. Natomiast z pewnością i całą stanowczością twierdzę, że ewentualne mordy popełnione przez kobiety w fazie Włos Mi Odrasta Wszystko Mnie Wkurwia Umieram, powinny być z góry, z dołu i z boku wybaczane. Inaczej się nie da. Pewne bitwy wymagają ofiar.

Dobra, jak zaraz nie znajdę czegoś co lubię to wyjdę na ulicę i nastukam pierwszej napotkanej w bramie staruszce. Albo kibicowi. Albo kotu. Wszystko jedno. Komuś się wgryzę w tętnicę.

Zatem…

O! Uwielbiam serię "Polityki" Cała Polska Czyta Dzieciom. Właśnie zakupiłam tom dziesiąty – "Ferdynanda Wspaniałego". Młody wkroczył akurat w fazę żywego zainteresowania słowem czytanym, więc jest szansa, że za lat kilka osiągnę absolut. W tym przypadku będzie to kawa + książka + Dziecko z własną lekturą obok. I sielanka. I samo_rozwieszające_się pranie. I almette z czosnkiem niedźwiedzim.

Co do jest do cholery czosnek niedźwiedzi?

Pozostając w tej niewątpliwie porażającej niewiedzy względem biologii, odkryłam dziś po raz kolejny, że wystarczy do zwykłej pomidorówki dorzucić garść suszonej papryki i zawartość słoiczka czarnych oliwek, by zyskać prawdziwie śródziemnomorski aromat i doskonały smak. Mała rzecz a cieszy.

A czy mówiłam, że byłam na kolejnej rozmowie w sprawie przedszkola? Nie. To powiem. A raczej napiszę. Otóż deptałam od czasu pewnego ścieżki do Pani Dyr, bo przedszkole – jak wszyscy wiemy, a jeśli nie wiedzieliśmy, to właśnie mamy okazję ów dogmat poznać – nie jest zwykłą placówką, w której Miłe Panie opiekują się naszymi Dziećmi a Pani Dyr z łagodnym uśmiechem dogląda swojej trzódki zza węgła tudzież okiennych żaluzji. Przedszkole to przywilej, z którego nie każdy jest godzien skorzystać. Na samą audiencję u Przewielmożnej czekałam miesiąc. A i tak przyznaję, że przebicie się przez zwarty szereg: nie ma, na urlopie, nie ma czasu, a czy spotkanie umówione, proszę nazwisko… pochłonęło sporo energii. Nie mam pojęcia kto i w jaki sposób prowadzi castingi na przedszkolaków w innych miejscach, ale przyznaję, że szereg pytań zwiadowczo-naprowadzających w wykonaniu Pani Dyr mnie z lekka powalił i w solidnym a niewygodnym przykurczu trzymał spory czas. W tym mój osobisty faworyt:

– A czy Synek jest żywy?

Jak wychodziłam do Pani to jeszcze był. Ale nie wiem bo jakby trochę tu kwitłam pod drzwiami.

Dobra. Następna tura pod koniec lutego. Mam przyjść się pokazać. Rozważam też przyniesienie oprawionego w ramki portretu. Powinno znacznie ułatwić sprawę się_pokazywania. – O! Widzi Pani? Tu mam taki ładny dołeczek jak się uśmiecham. I to jednak tak jak myślałam trochę mit, że samotne matki mają pierwszeństwo. Totalna bzdura. Swoje trzeba wydeptać, wystukać i na ławeczkach odsiedzieć. Zawzięłam się jednak i ścieżkę wychodzę. W żłobku się udało to i tu się uda. Kwestia motywacji. Moją jest wizja Lokatora dziarsko przemierzającego kolejne kilometry – wzrokiem – w autobusie jakiejś podmiejskiej linii. Mają długie trasy. Albo smycz i kaloryfer. No… ale smyczy nie mam i średnio widzę ZTM w charakterze niańki. Obawiam się, że kierowcy nie posiadają odpowiednich referencji. Zatem jak widać bardzo jestem ukierunkowana na przedszkole. Jednak.

I świetny tekst dosłyszałam w metrze z ust jednej takiej z wyglądu Małoletniej: – Ona myśli, że jak On przy Niej usiądzie, to Ona mu od razu nogi na szyję założy…

Nie ma co. Młodzież wygimnastykowana teraz. Szacun i inne wyrazy 😉

Idę spać.

15 uwag do wpisu “Hamaczek poproszę… i drinka z palemką

  1. Wysyłasz tony negatywnej energii. Tak więc pozwoliłam sobie zagłosować na bloga roku kilka razy. Na bloga konkurencji, hihi.

    Polubienie

  2. Tu?? widzisz masy negatywnej energii?? To co ja niby jestem jak mnie to DODATNIO laduje?? glosuje Bajka, oczywiscie na Ciebie!! Czytam Cie rano do kawy i cytuje w swoim pokoju nauczycielskim, kciuki trzymam i pisz!! Niektórzy do porannej potrzebują kawałek tortu, ja kawałek literatury. Rozwija umysł a nie biodra

    Polubienie

  3. każdemu jego raj

    ja nie kremówka – nie wszyscy muszą mnie lubić 🙂

    natomiast „podziwiam”, że chciało się komuś specjalnie by „utrzeć mi nosa” wydać kilka nadprogramowych złotówek i mnie o tym poinformować

    normalnie jestem VIP

    ale niestety trzeba czegoś więcej by mi zaimponować 😉

    Polubienie

  4. Ty, pierwszy… co się wpisałeś…
    jak Baj ma negatywną energię, to nie wiem, co Ty masz!!! Tu jest super i tyle. Czytam do porannej kawki zaraz po śniadaniu i w nałogu mam czytywać codziennie. Ewidentnie każdą notkę od 2004 roku.
    Fryzjera polecam, ale tylko dobrego. Kiedyś ścinałam się sama. Z włosów do łokci na pazia. Udało się i było nawet nieźle. Farbowanie też gut. To wszystko jednak nie to, co zrobi prawdziwy fryzjer – niekoniecznie w drogim salonie.
    Dzielny Igor. Przedszkole to ma trauma.
    Laski Wyścigówki mnie dobijają… tępym narzędziem w ich przypadku. Rozumem (albo jego brakiem? w każdym razie tępym)
    😉

    Polubienie

  5. Czuję się urażony – czosnek niedźwiedzi nie tylko znam, ale i umiem przyrządzić. U nas niestety pod ochroną, ale na południu Niemiec sprzedają go w supermarketach – pęczki jak pietruszka, tylko liście szerokie, trochę jak u konwalii. Pomyślałem tylko, że łatwiej podać link…

    Polubienie

  6. bu,czuje sie rozczarowana, bo to jakaś roslinka jest,a tak brzmi jakby te niedzwiedzie to wiecie.. jakos tak produkowały czosnek:) a nie ,ze go zjadały i pewnie stąd ta nazwa:)

    Polubienie

  7. Umarłam z tego żywego synka. I też szacun, że przetrzymałaś. Od mojego rechotu przedszkol zatrząsł by się w posadach, a to by nie było polityczne.
    Jak pierwszy raz robiliśmy zwiad w przedszkolu pani Dyr miała w oczach tylko jeden znak zapytania: „Będziecie grzecznie płacić?”

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do uknwg dsvs Anuluj pisanie odpowiedzi