Z cyklu: leżę i kwiczę

Wracając metrem i tramwajem z pracy można napotkać wiele interesujących sytuacji. Interesująca sytuacja charakteryzuje się tym, że przykuwa nasz wzrok, słuch a nierzadko i inne zmysły oraz nawet części ciała. Na ten przykład w metrze: stoi sobie Pan, Pani i cała reszta tłumu uwieszonych gdzie się da i za wszystko za co się da ludzi. Pan stoi, Pani nadaje. Nadaje, nadaje, obrywa się wszystkim i wszystkiemu po trochu – od polityki po murek przy cmentarzu – przy przychodni publicznej Pan robi się nieco zielony na obliczu i zaczyna zwisać z tej rurki co to się jej bezpiecznie uchwycił. Pani reflektuje się w try miga i z troską zapytowuje:

– Co to Czesiu, źle Ci?

Czesio zwisający z rurki boleściwie szepcze, że ma dość i pozostawia niedomknięty nawias, żeby sobie Basztylion sam dośpiewał resztę. Babsztyliony jednak zazwyczaj nie śpiewają na dobrą nutę, takoż i ten domknął nie ten nawias:

– A mówiłam Ci, żebyś nie jadł tyle. To wątroba! Ale ty oczywiście zawsze… bla bla bla

Na następnej stacji wysiedli. Metro odjechało. Dopiero po chwili w wagoniku rozległ się chichot. Mój i Takiej Jednej. Obie niemal jednocześnie spostrzegłyśmy tuż nad okienkiem reklamę jednego z medykamentów: Wątroba nie wysiada.

Fakt.

W tramwaju zaś interesująca sytuacja spotkała mnie sama i to nie pytawszy czy może. Interesująca sytuacja tramwajowa miała postać Kontrolera Biletów, który to najwyraźniej bardzo poważnie traktuje swoją pracę i bardzo chciał zobaczyć… moją legitymację studencką. W krótkich żołnierskich słowach wyjaśniłam Panu K, iż po pierwsze primo moja osobista karta miejska ma wgrany bilet cały jak w mordę strzelił, bez żadnej ulgi, po drugie primo na studentkę to już czas jakiś nie wyglądam, ale po trzecie primo dziękuję za zawoalowany acz miły komplement i ogólnie jest mi niezmiernie.

Pan Kontroler odrzekł, że spróbować nie zaszkodzi, uśmiechnął się czarownie i zniknął w gąszczach płaszczy i czeluściach toreb.

Wot lowelas 😉

A teraz mój prywatny dowcipny szmergiel, którego ostatnie zdanie chyba wklepię sobie w charakterze ekranowego wygaszacza. Albo każę wytatuować na paprotce. Opcjonalnie:

Romantyczna kolacja we dwoje, świece, nastrojowa muzyka… Wjeżdża szampan… Na ten widok pani oniemiała z zachwytu i wykrzykuje z egzaltacją:

– Proszę pana, pan nawet nie wie, jaką pan mi sprawia przyjemność!! Bo ja proszę pana, uwielbiam szampana! Kiedy mogę delektować się tym niewysłowionym bukietem smaku, gdy poczuję te bąbelki pieszczące me podniebienie, to czuję jakby nagle wszystkie kwiaty zakwitły w zimie! Powietrze przesycone jest zmysłowym aromatem, świat skrzy się feerią barw, a odgłos musującego szampana jest jak miłosny szept kochanka….Słyszy pan? To jak liryka miłosna proszę pana, gdy piję szampana czuję się piękna, lepsza! Co za poezja smaku… Cóż to za uczta dla zmysłów!!

… Bo po wódce to, wie pan, strasznie mi odpierdala …

7 uwag do wpisu “Z cyklu: leżę i kwiczę

  1. a ja też miałam scenkę w autobusie dzisiaj. Pani w czerwonych włosach mówiła, że jej syna rzuciła dziewczyna, i że strasznie szkoda bo była fajna, i że po dwóch latach…
    jechałam tylko 1 przystanek więc nie zdążyłam się dowiedzieć o numer telefonu do syna, niestety.

    Polubienie

  2. hehe, świetne 🙂 powinnam to sobie na lustrze zapisać, ale to już inna sprawa…
    u Barańczaka w „Fioletowej krowie” jest cała lista cudnych pijackich wierszyków, polecom.

    Polubienie

  3. :-))) Uśmieliśmy się setnie. Bajko, zabaw się szampańsko w Sylwestra, a nadchodzący rok niech będzie pełen radosnych niespodzianek i spodziewanych sukcesów. I już nie choruj. I pisz, bo co my bez Twojego pisania poczniemy?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s