And I'm feeling good

Smoka w kuchni nie stwierdziłam za to sen miałam przedziwny, w którym to mój Fizyk Z Liceum porósł futrem, przywdział zamszowe kozaczki i radośnie pląsał między bajkami w charakterze kocura. Wygłaszał przy tym wiele bardzo interesujących twierdzeń, jak na przykład to o ścinaniu się śmietany gdy próbujemy w niej utopić teściową. Albo o tym, że zagubione klucze zawsze Prawem Mrożonek znajdziemy w lodówce. Chyba, że w pralce. Ale to już Prawo Bębna. Niestety nie wspomniał o prawie, które pozwalałoby rozpoznać czy w wysokim bucie jest już Piszczący Kurwa Jeżyk, czy jeszcze nie.

Fizyk Z Liceum charakteryzował się poza tym posturą średnio odżywionego pekińczyka, końską szczęką i rachitycznymi odnóżami, nad którymi wyraźnie nie panował bo zawsze miałam wrażenie, że poruszają się całkowicie niezależnie od siebie, ruchem niejednostajnie przyspieszonym i bez jakiegokolwiek planu. Jako pręgowany dachowiec wyglądał więc cóż… cokolwiek nietuzinkowo.

Obudziłam się żeby nie umrzeć ze śmiechu. No i mój bezlitosny budzik jednak poinformował mnie, że jest piąta, więc everybody klaszczą w ręce i truchtają do łazienki. Tak, tak, dziś poranna zmiana, czyli ziew panoramiczny i okolice.

Lokator sam przyszedł… po kilkunastu sekundach… myć zęby.

Jak On się pięknie wychował normalnie, ach, że ilekroć zniknę z pokoju śledzi mnie aż znajdzie. GPRS mam czy jak? Powiem szczerze, że oczywiście rozumiem, bo mały jest jeszcze i takie tam, ale jak się nie uspokoi to ja nie ręczę za siebie. Będę się bunkrować w piwnicy. Czasem bowiem każdy potrzebuje odrobiny prywatności.

W drodze do Żłobka oczywiście nie zważając na nader wczesne okoliczności przyrody, czytaj: Ciemna Noc Synu, Lokator musiał wszem i wobec oznajmić, że uwaga! odjeżdża w ramiona ulubionej Cioci Jadzi. A że dyszkant ma gromki a piskliwy jakby kto domowe ptactwo hurtem wyżymał, pół osiedla będzie mi grozić śmiercią i widłami.

No ale przecież to i tak lepsze niż popołudnia, gdy odbieram Młodego i po drodze wszystkim, absolutnie wszystkim napotkanym pieskom, kotkom i dwunożnym musi zrobić rozgłośne pa-pa. Z bardzo szerokim uśmiechem i wielkim zaangażowaniem naturalnie. A już Mili Panowie Spod Budki Z Piwem zapewne czują się dopieszczeni po kokardki, Mijamy ich codziennie.

Metodę zapadania się pod ziemię stylem dowolnym powinnam chyba mieć opanowaną 😉

W ramach peesa powiem, że jak mam na uszach Michaela Buble, który mi śpiewa, że On feeling good, to mnie też od razu good. Nawet gdy akurat wsiadam do trzynastki i jest szósta.trzydzieści trzy.

Bonus. Świetny.

8 uwag do wpisu “And I'm feeling good

  1. syn idealny – nie trzeba budzić i bez marudzenia idzie do żłobka! pozazdrościć 😉
    A Bubla … no po prostu uwielbiam! Choć ostatni płyta jakoś mi za bardzo nie podeszła …

    Polubienie

  2. a ja wstaje o 6. dla mnie to środek nocy, nie dość, że ciemno to jeszcze zimno i mgliście.
    ale ładne babie lato jest.

    niejeden rodzic zapewne pozazdrosciłby Ci tak wytresowanego dziecka.

    pozdrawiam.

    Polubienie

  3. Nie no, miszczyni w tajniaczeniu jezdem. Kotek poniżej nie oznacza zdurniałości infantylnej, tylko odruch w logowaniu sie wszedzie. Chyba musze zmienic hasło 😀

    Polubienie

Dodaj komentarz