Jaszczomb atakiren

Młody na wszystko ma swoje osobiste i bardzo zawiłe, choć oczywiście na pewno sensowne, wytłumaczenie. Co to sensowności dogłębniej się nie wypowiem albowiem jednak nie posiadłam jeszcze znajomości tego jakże złożonego dialektu. Ba! Nie mam pojęcia nawet z czym to zjeść.

Ostatnio ktoś zadał mi pytanie, co bym zrobiła gdybym miała za zadanie przekazać do tłumaczenia pewien tekst zapisany bliżej nieokreślonymi krzaczkami i musiałabym bez pudła zdecydować w jakim to języku. Choćby dlatemu, żeby wybrać tłumacza. Odpowiedziałam, że wstukałabym w google tak zwane byle_co, na przykład alfabet i jakieś przypadkowe dwa zdania, a następnie sprawdzała język po języku (z którymi ewentualnie mogłyby mi się owe hieroglify kojarzyć) jak też to wygląda. W efekcie mam wrażenie, że natrafiłabym na podobne wizualnie krzaczki i rozwiązała problem.

Tego co generuje Młody jednak w google wpisać nie sposób. Nie idzie tego nawet zrozumieć a co dopiero usiłować stworzyć transkrypcję fonetyczną. Pocieszam się jednak, że wszyscy bez wyjątku przechodziliśmy przez tę fazę w nauce mowy, a niektórym się nawet udało.

Nie jestem w stanie przytoczyć żadnego słowotokowego przykładu. Prędkość godna karabinu maszynowego mnie trochę onieśmiela.

Ponadto w gwarze miłościwie nam panującego Lokatora daje się zauważyć tendencja zoologiczna. Można akurat pochłaniać ulubioną drożdżówkę popijając ją obficie smakowitym sokiem – co jak wiemy jest jako czynność ulubiona celebrowane każdorazowo niczym święto narodowe – ale gdy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś zwierz, bułka ląduje w bliżej nieokreślonej czasoprzestrzeni a sok malowniczą hosanną rozbryzguje się na wszystkie strony wokół.

Bo Lokator zwykł kochać zwierzątka nad bułkę z kruszonką nawet.
Bo Lokator zwykł rezygnować z dotychczasowych rekwizytów błyskawicznie i całkowicie nieoczekiwanie – z impetem ciskając wszystko co krępuje mu pulchne dłonie gdziebądź.
Najchętniej za siebie.

Wysiadamy wczoraj z tramwaju linii 24 i kierujemy się w stronę schodów do przejścia podziemnego. Młody zobaczył gołębie. Cały szaro_ptasi zastęp. I wyciął w długą.

Spokojnie pozbierałam fragmenty nadgryzionej drożdżówki, butelkę z piciem i chustkę, w zapamiętaniu zdartą z głowy przez młodocianego ornitoentuzjastę i sandał lewy, rozmiar 23.

Wyżej wzmiankowanego (Młodego, nie sandał) odnalazłam gdy dreptał z groźną miną wokół ogłupiałych z lekka gołębi i pokazując ze znawstwem paluchem to jednego to drugiego, wydawał z siebie: łuuu łuuu.

Czyli, że niby co robi piesek.
Czyli, że niby szczeka.

Tak… dla Lokatora wszystkie zwierzątka to pieski. Tylko niektóre większe, inne mniejsze, a jeszcze inne latające.

Łatwiej tak, prawda?

Ciekawe co powie na komary.
Raczej trudno będzie wyjaśnić, że to nie ratlerki 😉


4 uwagi do wpisu “Jaszczomb atakiren

  1. Naaaaaaaaaareszcie zdjęcia Młodego. Piękności. Cud. Miód. Powiedziałabym jeszcze, że orzeszki, ale nie lubie ich to nie powiem. Bo Igorowskiego lubie.

    Bajku jeden, odezwał byś się czasem do fanki. Buzi

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do dora Anuluj pisanie odpowiedzi