O przyjemnościach i sarnie z przytupem

Ostatnio miałam przyjemność (uwielbiam jak tak się zaczynają notki bo od razu mam wrażenie, że mi dobrze) podróżować tramwajem ulicą Grójecką. Jest to taka śmieszna ulica w Warszawie, na której co krok spotykają człowieka same absurdy. Na pewno zaś na tym odcinku, po którym ja podróżowałam.

Mieści się na przykład przy niej Akademik (nieco dalej jest nawet drugi) i aż dziesięć banków, w tym cztery na jednym przystanku, nieopodal Akademika właśnie. Nie wiem jak przedstawia się teraz sytuacja materialna studentów, ale raczej wątpię by mieli dylematy pod tytułem „który bank by tu dziś wybrać”. Chyba, że w kwestiach rabunkowych – to może. Zwłaszcza gdy jest 16. a do końca miesiąca zostało 3 złote, jedna sędziwa grahamka i chińska zupka. Za to sklepy nocne są tylko dwa. To o ile pamiętam zdecydowanie zbyt mało. Chyba, że dla jakiegoś współczesnego i wyrośniętego Ananiasza zatopionego po szyję w książkach o materiałoznawstwie i naprężeniach. Albo innego pasjonata gry na ukulele. Choć pasjonaci też pewnie żłopią ile wlezie.

Na Grójeckiej są kioski ruchu, w których można zakupić dowolną ilość tytoniu, fifek, bibułek i rogalików francuskich w wieku nieokreślonym a nie ma na przykład biletu dobowego. Będzie po czternastej. Bo mi Pani zamówi. Jeden. A pies drapał, niech Pani nie zamawia. Po czternastej to będę akurat pod stosem papierzysk. Albo jest wielki sklep, w którym znaleźć można nawet koguta w czerwonym winie a nie ma niegazowanej wody mineralnej. Też mam zachcianki no.

Ale nie to jest na Grójeckiej najlepsze.

Powiedzmy, że jest sobie tam pewna pizzeria. Nie wiem jaka bo nie doczytałam, ale pizzeria na pewno. Głosi to wielki napis nad wejściem. I obecnie pod napisem wisi wielka płachta, na której tłustym drukiem i olbrzymią czcionką stoi: FESTIWAL DZICZYZNY.

Ja nie wiem jak reszta świata ale ja osobiście z lekka padłam. Wyobraziłam sobie te maszerujące w równym szyku jelenie, prosto z rykowiska, w pełnym umundurowaniu i nucące unisono pieśni zaangażowane i narodowo-wyzwoleńcze. Albo dzika stepującego na średnim placku z mozarellą i sarenkę śpiewającą „bo we mnie jest seks”. Albo inne czarne oczy co jej się śnią. Pomijam te wszystkie hasła jak: studio paznokcia (jednego kurde) czy centrum ogrodu (centrum ogrodu to w Mamutowie wypada akurat tam gdzie śliwka rośnie) albo dom chleba. Pod żłobkiem mam nawet salonik prasowy wielkości średniej windy. Ale festiwal dziczyzny? W pizzerii?

No halo.

A żeby było śmieszniej to jechałam tym tramwajem zmordowana nieco i czułam się średnio – jakby mnie ktoś napoczął, niedożuł i wypluł. Siedziałam więc. I wsiadł sobie Pan Gniewny – a brwi krzaczaste miał niczym Breżniew w pełnym rozkwicie na wiosnę – i od razu przytruchtał sapać nade mną. Zawsze się zastanawiam czemu tacy Panowie Gniewni nie truchtają sapać nad ewidentną młodzieżą gimnazjalną rozpartą wygodnie w pozie lotosu, albo nad młodzieńcami w dresach i statkach kosmicznych w miejscu adidasów. Tylko od razu kurna olek obierają azymut na mnie. Pan Gniewny jednak był tylko trochę starszawy a po sapaniu wnoszę, że płuca miał jak dwa miechy. O nie! Niech idzie wymuszać gdzie indziej. Postanowiłam siedzieć więc dalej.

I się zaczęło.

Że ta dzisiejsza młodzież (tu stłumiłam rechot bo dzisiejsza młodzież siedziała nieporuszona), że polityka, że podatki, że praca, emerytura, margaryna, billboard z Matką Boską na kościele i że kobiety do garów, bo już i tak im się zachciewa za wiele.

Na to większość obecnych w tramwaju pań okazała zainteresowanie i strzygąc uszami nasłuchiwała dalszej wiązanki.

Pan Gniewny tylko na to czekał bo odpalił największy kaliber:

– Orgazmów wam się zachciewa! Wielokrotnych!…

Ktoś parsknął ale jeszcze nieśmiało.

– … Bo zazdrościcie, że faceci mają! O!

Na kolejnym przystanku zatrzymał się już bardzo wesoły tramwaj. Śmiały się nie tylko panie. Nawet motorniczy chichotał w lusterku.

Taka ciekawa ulica ta Grójecka właśnie.
Gratulujemy jej bankowego zagłębia.
I festiwalu dziczyzny w pizzerii.
A Panu Gniewnemu gratulujemy wielokrotnych orgazmów.
Wielokrotnie.

8 uwag do wpisu “O przyjemnościach i sarnie z przytupem

  1. oj to pana trzeba przebadac bo to jakiś wyjątkowy wybryk natury:)chociaz moze ten akurat jest wprawiony w jakims tajemniczym seksie tantrycznym, oni tam podobno zyskują nieziemskie możliwości;)

    Polubienie

  2. Bo wyglądasz nieszkodliwie. Młodzieży gimnazjalnej i licealnej oni się boją, że odpyskują, albo do rękoczynów przejdą. Ja też sie wczoraj nasłuchałam, że ‚taka ta młodzież’… Może paniom (nie starym jeszcze!) trochę się głupio zrobiło jak wstałam i mój wielki brzuch ukazał sie w całej okazałości 😀

    Polubienie

  3. Moja rodzina mieszka na Grójeckiej, jest ciekawie:)
    ale podobnie jest też na Żoliborzu, podobnie jak Ochota to dzielnica starzejąca się…

    Polubienie

  4. ja wyraźny związek widze na grójeckiej – między – wielokrotnym orgazmem – a bankiem i między panem Gniewnym a dziczyzną.
    U nas jest taka ulica gdzie w kolejności: salonik prasowy – odzież damska- odzież męska – dalej odzież dla ciężarnych – odzież sakralna – agd – solarium i na końcu studio – uwaga uwaga – pogżebowe!
    i ja tu – kurde – też widze związek i wielką łaskawość losu – jak to mozna w jednym miejscu całe życie zorganizować….

    Polubienie

  5. Grójecka jest cool, choć z bankami to rzeczywiście ciut ostatnio przesadzili – jesteś pewna, że się wszystkich doliczyłaś? A pan Gniewny jest może nie stałym, ale od czasu do czasu spotykanym eksponatem – mnie zrugał kiedyś (jechałem z jednych zajęć na drugie), że zamiast uczciwie pracować obijam się i jeżdżę sobie jakby nigdy nic tramwajami…

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do od-rana-do-wieczora Anuluj pisanie odpowiedzi