Jak galaretka na wietrze

Całą drogę do pracy ryczałam.

Nie, nic się nie stało.
Nie wiem w zasadzie czemu tak.

Alty kiedyś powiedziała, że się wzruszyła. Jak galaretka na wietrze. Otóż też się wzruszyłam. Chyba czasem tak po prostu mam.

Wstałam dziś wcześniej, kupiłam bułki, serek camembert, kilka owoców, zrobiłam kakao i wlałam je do termosu. Pojechałam. Dwie godziny później byłam na miejscu. Znałam tylko imiona, adres szpitala i piętro. Nigdy się nawet nie poznałyśmy – ot dwa maile wymienione kilka miesięcy temu z okazji urodzin jej Syna. W autobusie na kolanie napisałam krótki liścik i włożyłam go do reklamówki. Liczę na to, że da się go odczytać.

Mam nadzieję, że nie pomyślała, że jestem jakąś psychopatką. Po prostu jestem kiepska w modlitwach. Wolałam tak.

Kiedy Igor był w szpitalu odchodziłam od zmysłów. Bardzo wtedy pomagała mi świadomość, że myślą o nas ludzie, że pół netu trzyma kciuki, żeby wyzdrowiał, że jest Hal, że nie jestem sama. Strach jest olbrzymi. Niewyobrażalnie. Nigdy nie chcę przeżywać tego ponownie. Ale takie myśli, czasem jakiś zwyczajny sms, telepatyczny uścisk dłoni, sprawiają, że przynajmniej o ułamek ociepla się to wszystko.

Co rano marzyłam o gorącym kakao, świeżej bułce z serkiem camembert, soczystej pomarańczy.

Weszłam, przedstawiłam się, wręczyłam torbę, coś powiedziałam, acha – żeby się nie gniewała, że tu jestem – i znikłam. Bo ja tylko na chwilę. Spieszę się do pracy a chciałam zdążyć przed. Zdaję sobie sprawę, że wyglądało to dziwnie. Brzmiało pewnie jeszcze gorzej.

Ale ja naprawdę jestem kiepska w modlitwach. Wolałam tak.

Dzieci są pancerne. Cały czas w to wierzę. I trzymam kciuki jak cała reszta netowego świata. Nie widziałam i nawet nie starałam się zobaczyć Małego. Chyba ma dziś jakieś ważne badania. Chciałam tylko żeby choć przez chwilę poczuła się lepiej.

Potem zjechałam windą i pojechałam do pracy.
Nie wiem czemu płaczę.

Ps. Napisałam to dla siebie. Bo jak wywaliłam to mi w środku lżej. Błagam, nie piszcie mi komplementów bo nie mam już chusteczek. Lepiej trzymajcie mocniej te kciuki. Ewka jest dzielna jak stado Janosików.

12 uwag do wpisu “Jak galaretka na wietrze

  1. jeśli to ta osoba o ktorej mysle, to cudnie z twojej strony:*
    ty nie masz bariery miasta
    .
    na pewno taka swiadomosc , twojej [ i naszej ] obecnosci moze choc troche pomoze:*

    Polubienie

  2. na kilku blogach ludzie trzmaja kciuki w tej samej intencji. czy byloby szalonym nietaktem zapytac „o co chodzi?”.
    Poza tym, ze o dziecię chore.
    Bede wdzieczna.

    Polubienie

  3. Eh…
    Wróciły wspomnienia ciężkich chwil w szpitalu, moich i mojej córeczki… Było to ponad rok temu, a boli nadal, żal jakiś zostaje i poczucie niemocy…
    Nie chcę Ci komplemencić, ale jesteś niesamowita…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s