Doniesienia z pola boju

Najpierw nius – ‚na szczęście płuca i oskrzela czyste’. Tym stwierdzeniem Pani Doktor sprawiła, że odetchnęłam z ulgą a huk spadającego kamienia rozległ się echem po Przychodni. Bo cokolwiek będzie lepsze niż powtórka sprzed roku. Brrr. Tfu, tfu i wszyscy spluwają przez lewe ramię. W warszawskich żłobkach i przedszkolach epidemia zapaleń. Szpitale zawalone po sufit. Nie chcemy, nie chcemy, nie chcemy.

Bardzo serdecznie dziękujemy za kciuki i ich trzymanie. Najwyraźniej pomogło.

Teraz po kolei.

Rano cisza, spokój. Młody wesolutki jak szczygiełek. Normalka. Zawiozłam go do żłobka i pojechałam do pracy. Byłam w niej półtorej godziny. Zadzwonili, że właśnie podskoczyła Mu temperatura, do 38 i rośnie. Pojechałam. Za pół godziny miał już 39. Wzięłam przelewające się przez ręce Dziecko, zostawiłam wózek i poszłam do Przychodni. Bardzo szybko poszłam. Padał straszny deszcz, o wietrze nie wspomnę, więc postanowiłam nie jechać do naszej (dwadzieścia minut tramwajem), tylko skorzystać z tej tuż obok żłobka. Bardzo Ważna Recepcjonistka raczyła przerwać pasjonującą rozmowę o nowej diecie dopiero, gdy prawie przewiesiłam się jej przez ladę. Oczywiście ponieważ Igor ma już swojego lekarza, za wizytę u innego (w ich Przychodni), musiałam zapłacić. 60 zeta. Zgrzytając zębami na ten NFZ, z którym umowa ponoć i tu obowiązuje a składki pobierają sobie z każdej mojej pensji, zapłaciłam. Pani Doktor dla odmiany była miła. W sumie nic dziwnego – za sześdziesiątaka też bym była. Oczywiście, że mogłam zrezygnować, wyjść i pójść do naszego Doktora Królika. Tyle, że wichura z tym deszczem, niepewność czy się w ogóle dostaniemy, czy Doktor Królik dziś przyjmuje, czy nie złapiemy kompletu wszystkiego od innych dzieci i pewna odległość do pokonania w tym wszystkim z Lokatorem, któremu temperatura wciąż rośnie, jakoś nie nastrajały mnie optymistycznie. Tu przynajmniej nie czekaliśmy.

Lokator został dokładnie osłuchany, obejrzany, obmacany brzusznie, pozaglądany w uszy i w gardło… i Pani Doktor stwierdziła, że prawdopodobnie to przez cztery zęby, które na raz właśnie za chwilę powitamy. Nie poczułam się idiotycznie tylko dlatego, że zbytnio byłam zestresowana. Tyle to i ja mogłam stwierdzić, ale jakoś do głowy mi nie przyszło by zajrzeć w gardziel. Tym bardziej, że ten nagły skok temperatury wyglądał mi groźniej niż trudne ząbkowanie. Oczywiście wg Pani Doktor równie dobrze może to być infekcja, którą w początkach zazwyczaj ciężko stwierdzić, ale ona stawiałaby na to. Poleciła tylko jeszcze ewentualne badanie moczu gdyby się pogarszało (bo zapalenie układu moczowego też się tak zwykle zaczyna) i uzbrojenie się w cierpliwość.

W tym miejscu wszyscy dalej trzymamy kciuki, żeby to jednak nie było to.

Odczułam wielką ulgę. Wielką. Doprawdy nawet ta kasa nagle przestała mi przeszkadzać i to, że o zębach nie pomyślałam, tylko od razu o najgorszym. Pomyśleć, że nigdy wcześniej do panikar nie należałam, a teraz, cóż. Jeśli chodzi o mnie zawsze mam aż nadto zimnej krwi, jeśli o Młodego – od razu uruchamia mi się cały kalejdoskop schiz wszelkiego autoramentu. Wróciliśmy spokojnie do domu a wieczorem przyjechała do pomocy Hala (senkju i w ogóle). Młody do końca dnia był biedny straszliwie. Gorączka skakała po nim jak chciała pomimo medykamentów, zmieniałam mu ubranie za ubraniem, nie chciał nic jeść, tylko pić i to spał, to znów marudził. No i ciągle na rękach oczywiście. Przy tych dwunastu kilogramach to już nie takie proste ale czego się nie robi z miłości. Ja w każdym bądź razie staję choćby na głowie. Albo krzywo. Bo moi Państwo, żeby dopełnić przygód tego dnia, spadłam z kapcia.

Tak. Zdaję sobie sprawę z tego jak to brzmi i też się śmieję gdy to czytam ale taka jest właśnie prawda. Spadłam z kapcia… i skręciłam nogę.

Nosz w mordę jeża. Jeden centymetr robi czasem naprawdę wielką różnicę.

Czy wczoraj był może trzynasty?

Siedzę teraz w pracy, odnóże zawinęłam elastycznie uprzednio namaściwszy je obficie traumonem i mam nadzieję, że nie będę musiała schodzić dziś dużo po schodach. No i jak to brzmi w ogóle?

– Co się Pani stało?
– Spadłam z kapcia.

Nawet się poskarżyć nie można normalnie.

Rano przyjechał Mamut, więc Igor dziś jeszcze pobędzie w domu. Mam nadzieję, że to jednak tylko zęby a nie początek czegoś innego. I że do poniedziałku Syn będzie miał całkiem nowy komplet piątek. A ja święty spokój. Przynajmniej do następnego razu.

Ps. Bardzo Was proszę o kciuki. Tym razem dla Małego Franka. Wiem, że pomagają te ciepłe myśli, więc do dzieła kochani.

10 uwag do wpisu “Doniesienia z pola boju

  1. w kwestii Igora-wielkie uff.
    u nas też pomów, szaleje zapalenie płuc i iskrzeli, i wolałabym nie wylądować w szpitalu z trzymiesięczniakiem :/
    w kwestii kapci-no do tego trzeba mieć talent, niewątpliwie 😉
    trochę jak kot mojej sąsiadki, który spadł z taboretu i złamał obie przednie łapki 🙂

    Polubienie

  2. Upadek z kapcia brzmi prawie tak głupio jak potknięcie się przy wysiadaniu z tramwaju w przypadku gdy nie jest się zramolałą staruszką – zalicza się wtedy 2 tyg. gipsu i klnie na własną głupotę, a i znajomym nie ma jak opowiedzieć mrążącej krew w żyłach opowieści o tym jakie to sporty ekstremalne się uprawia…

    Polubienie

  3. Dwa lata temu przy sprzątaniu na cmentarzu też skręciłam nogę.Wyjaśnienie brzmiało „spadłam z grobu”. I tak było, nic nie koloryzuje 😉

    Polubienie

  4. a może zamiast kapci skarpety z ABS?
    widziałam, som i dla dorosłych:)
    dzięki za SMS, uspokoił mnie trochę, że z Igorem w miarę:)
    bądź dobrej myśli: to tylko zęby:)

    Polubienie

  5. Łamanie / skręcanie nóg to chyba jakiś skutek uboczny macierzyństwa. Ja wlazłam na zabawkę, a skaczące po mnie młode jakoś nie rozweselało matki gdy zwijałam się z bólu na podłodze.
    Dobrze, że to tylko ząbkowanie, bo pogoda zdecydowanie nie sprzyja zwiedzaniu miasta z dzieckiem.
    Pozdrawiam an z córą

    Polubienie

  6. Mam kumpla, który mówi czasem, że jakaś piosenka/muzyka go z butów wyrywa. Ale żeby tak… z kapcia? :).

    Kciuki trzymam dalej.(Trochę źle mi się pisze, ale co tam!)

    Polubienie

  7. ok, że z młodym ok.

    a przy okazji dziękuję, za kolejny argument w temacie „dlaczego chodzę po domu bez kapci” – na pewno mi się przyda w rozmowie z teściami… 😉

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do ronja Anuluj pisanie odpowiedzi