Wieści spomiędzy kartonów chusteczek

Halo! Żyję! Nie martwić się. Weekend spędziłam na smarkaniu i zażywaniu. Na smarkaniu głównie. Prezes hurtowni chusteczek ma zapewne dzięki mnie premię świąteczną w kieszeni. Oczekuję podziękowań na maila. Żadne uszy mnie nie bolały i gorączka zeszła, znaczy standardowo. Jestem za to pewna, że w zatokach mam wieloryba i czekam na Greenpeace. W końcu ktoś musi go uwolnić. Póki co kuruję się antybiotykiem, miodem i theraflu zatoki. Miałam jeszcze psikacz do nosa ale musiałam odstawić – można było wciągać tylko trzy dni. Szkoda, bo przynajmniej na chwilę zakręcał kran. Nie wiem dlaczego te wszystkie saszetkowe siuwaksy są takie parszywie wstrętne, ale normalnie jak mam to wypić to psychicznie przygotowuję się pół godziny. Nigdy nie mogłam sobie poradzić z pieleniem grządek, nałogowym czyszczeniem toalet i zażywaniem niedobrych lekarstw. Macie na to jakieś sposoby? Bo ja nawet mieszałam z kisielem ale nie pomogło. Było tylko bardziej ohydne bo gęstsze.

Sama nie jestem bo po pierwsze mam Lokatora, który poza utrudnianiem moich zamysłów co by Go nie zarazić – nie bardzo bowiem rozumie czemu Mama nie chce Go przytulać i całować – i robieniem drak, jest fantastycznie wyrozumiałym w kwestii zabaw i w nich towarzystwa młodym człowiekiem. Po drugie jest Hal, która od piątku do soboty pomagała mi nie zwariować i w zasadzie tylko dzięki niej mogłam się choć na trochę położyć. Bądź co bądź Lokator czasem tego towarzystwa jednak potrzebuje. Po trzecie w niedziellę nawiedziła mnie Goga a wraz z nią nawiedziła mnie siatka mandarynek i cytryn, słoik miodu i delicje. Sami więc widzicie, że chorowanie bywa nawet przyjemne. Żeby tylko można było ograniczyć te skutki uboczne: Sahara w gardle, Niagara w nosie, drut kolczasty i ogólny weltszmerc w poważaniu.

Obecnie skupiam się na opanowaniu kataru i tłumaczeniu Pewnej Pani przez telefon, że ja to ja i faktycznie tak brzmię. I że wcale nie rozmawia z moim kolegą.

Chyba przeniosę się do basów…

10 uwag do wpisu “Wieści spomiędzy kartonów chusteczek

  1. Eeeee, podobno to tylko faceci tak narzekaja, kiedy cos im dolega, :D. Ale jak widac, wiele sie nie roznimy. Co do Lysiaka to jednak za namowa tych, ktorzy polecali ci jego, ja rowniez sie przylaczam. Nawet momentami mam wrazenie , ze stylistycznie nawet jego przypominasz.

    Polubienie

  2. Mnie też choroba położyła na łopatki lepiej niż jakiś zapaśnik i nie chce puścić. I nie tylko dzięki Tobie producent chusteczek dostanie premię.
    Przy moim katarze to nawet Niagara może jedynie chylić kapelusza. O ile takowy posiada,w co wątpie.

    Polubienie

  3. Polecam czarne Hallsy – znieczulają gardło i na jakiś czas oczyszczają nos. Uratowały mnie na paru koncertach (fakt, że potem nie mogłem mówić…)

    A jak znam życie, każdy dyrygent będzie zachwycony zamianą – nawet najlepszego – sopranu w bas 🙂 Choć może Chór PW, łowiąc chórzystów w nieco nietypowym stawie, nie ma tych kłopotów. Szybkiego zdrowienia!

    Polubienie

  4. ..żyjesz. To dobrze 🙂

    Garść zdrowia przesyłam!
    I dziękuję za ulgową wiadomość.

    Jakoś tak uzależniłam się od czytania Ciebie, że przeboleć bym nie mogła, gdyby.

    Polubienie

  5. wsparcie w chorobie jest najważniejsze, w jakiejkolwiek…
    wetschmerz mnie trzyma i nie puszcza:(
    a powodami są moje problemy. z każdej strony…
    fajnie, ze są z Tobą przyjaciele:)
    ja tez jestem, choć dla Ciebie jestem tylko wirtualną znajomą:)
    pozdrawiam, ściaskam, caluje!
    P.S. odwiedz moj blog:)nowy szablon z moim zdjęciem;)

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do ds Anuluj pisanie odpowiedzi