Chorość nad chorościami i wszystko chorość

Rano czułam się źle. Ale nic to – pomyślałam sobie – bo w sumie nie znam nikogo, kto rano czułby się dobrze, nie mając w perspektywie wolnego dnia, smacznego śniadania ani nawet udanego seksu.

Ja w perspektywie porannej mam zwykle szybkie uwinięcie się na palcach, żeby nie zbudzić Lokatora a następnie zbudzenie Go, bez angażowania do tego celu młotka. Bo z reguły mam akurat kwadrans na zapakowanie Młodego do wózka, odstawienie całości do żłobka, wypakowanie, rozpakowanie, przepakowanie i wręczenie Ciotce Etatowej, połączone z relacją z szybkością karabinu maszynowego co jadł, czego nie jadł, co robił a czego nie robił i kim chcę żeby został w przyszłości. Następnie kolejne trzy minuty zabiera mi akurat cwał doprzystankowy – po drodze mam czerwone światło, więc grzecznie kupuję sobie gazetkę za przygotowane uprzednio złoty_pięćdziesiąt – i po chwili już jadę dwudziestką_czwórką by, mieszcząc się akurat pod pachą Pana W Paltociku, nie udusić się do Przystanku Praca. Potem już tylko wysiadam, biegnę na drugą stronę ulicy, i jeszcze jedne pasy, budynek, drugie piętro, kluczyk, komputer, stop. Mam świetny czas. Teraz mogę zacząć kolejny dzień. W całkiem innej rzeczywistości. Start. Jestem tak cholernie zorganizowana, poukładana i wyliczona, że odnoszę wrażenie, iż wystarczyłby drobny zgrzyt, na przykład nie_przyjechany_tramwaj, a efekt motyla strząsnąłby z powierzchni ziemi jakiś lodowiec. Ja nie wiem, może to chore, ale poczucie, że mogłabym nawalić przeraża mnie zawsze najbardziej. Nawet jak na próbę chóru nie pójdę, bo zdycham, czuję się jak zbrodniarz.

Ale nie poszłam. Bo rano czułam się źle a potem było już coraz gorzej. Jeszcze nigdy nic nie atakowało mnie w takim tempie. W południe nie mogłam już mówić, w okolicach trzeciej umarł mi nos a jak wyszłam z pracy to tylko modliłam się o miejsce w tramwaju. Musiałam wyglądać bardzo nieszczególnie bo miejsca ustapił mi rosły młodzian w dresie. Taki z gatunku nigdy nie ustępujących niczego, na pewno zaś miejsca. Do żłobka wgramoliłam się siłą woli. Lokator nie mógł zrozumieć czemu nie całuję Go na przywitanie i nie przytulam jak to zwykle robię. Bardzo nie mógł. Pierwszy raz. Zawinęłam go w kokon kurtki, bo nie miałam siły iść po wózek i po prostu poszłam do przychodni.

Zdziwiona recepcjonistka wskazała mi godzinę. Lekarz przyjmował jeszcze tylko przez dziesięć minut i już praktycznie go nie było. Powiedziałam, że w takim razie to ja teoretycznie poproszę o zaświadczenie o odmowie przyjęcia mnie bo nie wiem co się dzieje a nie chcę zarazić Dziecka. Lekarz wyrósł spod ziemi i już mógł. Żadnych problemów. W końcu to jeszcze aż dziesięć minut. Ja z góry i z dołu przepraszam wszystkich spieszących się do swoich domów lekarzy ale ja też nie wychodzę z Firmy przed czasem. To moja praca. A jak coś nagłego stanie się w ciągu tych ostatnich dziesięciu minut, to też nierzadko trzeba zostać i naprawiać.

Okazało się, że mam silną gorączkę, zapalenie zatok o dziwnym podłożu i zapalenie gardła o podłożu zwyczajnym – wirusowym. I gdybym poczekała do jutra, mogłabym już nie móc wstać rano z łóżka o własnych siłach a Lokator miałby to świństwo na tysiąc dwieście procent. Dostałam recepty, wykupiłam antybiotyk, serdecznie podziękowałam za pomoc i poszłam. A jak zacznie mi być dziwnie, gorączka nie spadnie i będą boleć mnie uszy bardzo bardzo, to mam w trybie natychmiastowym udać się do szpitala z podejrzeniem zapalenia opon ale to tak tylko mówi mi pan Dotor, profilaktycznie. Jak uroczo.

Tylko raz zrobiło mi się dziwnie. Jak musiałam powiedzieć, że nie chcę zwolnienia. Wzrok pana Doktora wyrażał wielką dezaprobatę, że oto kolejna karierowiczka mu się trafiła. Uszy nie bolały co prawda, ale piekły z czerwoności. Jakoś jednak ani siły ani ochoty nie miałam by mu wyjaśniać, że za 80% gołej podstawy jednej pensji to ja nawet mieszkania nie opłacę. Bo to mi zabiera właśnie 80%… ale tej z premią.

Trudno. Nie wszyscy muszą rozumieć.

17 uwag do wpisu “Chorość nad chorościami i wszystko chorość

  1. Pewnie, że nie masz – jak się ma takie małe czekajace na obowiązkowe tulenie to trza się zbierać do kupy i powoli iść do przodu :).

    Polubienie

  2. Ale głupie te wirusy. Zginą śmiercią marną a nieuchronną. Nawet z nimi nie negocjuj – pac każdego łapką na muchy przez łeb, i tak po kolei. Czytaj na głos ulotkę z antybiotyku, żeby im obniżyć morale. To działa!
    Zdrowia.

    Polubienie

  3. Podziwiam Twoje dawanie sobie rady..
    Nie każdy pogodziłby samodzielne wychowanie dziecka, pracę i jeszcze to rozsądne myślenie.

    Garść zdrowia przesyłam!

    Polubienie

  4. hmm, lekarz powinien Ci dziękować za te 10 minut, bo być może w tym czasie, nie trzasnął go jakiś pijany tramwaj, albo lecąca z góry dachówka.

    Bidulko. Pozdrawiam.

    Polubienie

  5. a ja miałam zapalenie opon mózgowych…nic nie pamiętam, a szczególnie, by bolały mnie uszy,ale spox:P

    heh, kuruj się…zdrówka życzę.

    Polubienie

  6. dotarlo do mnie (w jakze krotkim czasie;), ze piszesz z pracy, wiec tak latwo sie nie dowiem, czy Ci moze jakos pomoc mozna..sama co prawda tez zaleglam plackiem, ale zawsze jakos pokombinowac mozna.. z zapaleniem opon zartow nie ma, wiec dbaj o siebie. Zdrowia duzo zycze, sciskam ozdrowienczo.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do lily-of-the-valley Anuluj pisanie odpowiedzi