Bardzo moje Mikołajki

Dawno, dawno temu w odległej Krainie Miękkich Misiów żył sobie pewien chłopczyk. Nie pamiętał jak mu na imię ani skąd się wziął, ale w tej krainie nie było w tym nic dziwnego. W końcu rządziły tam całkiem inne prawa – prawa miękkości, przytulności i ciepłej kołderki, a nie pochodzenia, nazw i przynależności. Chłopczyk pewnego dnia po prostu pojawił się i został, a że był niewielkiego wzrostu, wszyscy wołali na niego Malutki.

Malutkiego kochały wszystkie misie w okolicy i gdy tylko szedł na spacer, zaraz jakiś pluszak wskakiwał mu na ramię, domagając się głośnym mruczeniem drapania za uchem. Malutki zatem drapał. Drapał, miział i łaskotał. Misie wtedy robiły się jeszcze bardziej miękkie i cieszyły się po czubki guzików. Czasem pozwalały Malutkiemu podrzucać się do góry i zaśmiewały się wtedy w głos, uradowane, że umieją latać. Całkiem jak ptaki. Ptaki od zawsze bardzo fascynowały zarówno Malutkiego jak i całą resztę misiowego pospólstwa. Były takie wolne i wyniosłe, szybując niespiesznie po niebie i zatrzymując się tam gdzie akurat zapragnęły.

Pewnego dnia gdy Malutki spacerował po lesie, znalazł u stóp potężnego drzewa małą białawą kuleczkę. Kuleczka była nieduża i jeszcze ciepła. Malutki nie wiedział co to takiego, ale że nie zobaczył w pobliżu nikogo innego, kogo mógłby o to spytać, postanowił schować kulkę do kieszeni i zanieść do domu. Misie jednak też nie wiedziały skąd pochodzi kulka i do czego służy. Malutki nie zastanawiając się długo położył wciąż ciepłe znalezisko do swojego łóżeczka i szczelnie nakrył kocykiem. Coś mu podpowiadało, że kulka boi się chłodu. Za dnia obok kocyka układał kolejno zaprzyjaźnione zabawki, by za sprawą ich miękkości, kulce nie było zimno, w nocy ostrożnie kładł się obok i przytulony do kulki smacznie zasypiał.

Mijał czas. Po kilku dniach kulka zaczęła delikatnie drgać. Ale Malutki nie przestraszył się. Wiedział, że za chwilę nastąpi coś ważnego. Coś, co zmieni na zawsze jego życie w Krainie Miękkich Misiów. Obserwował swoją kulkę
i czekał. Biaława powłoka drgała coraz mocniej aż wreszcie cicho zatrzeszczała. Po chwili pojawił się w niej malutki otworek i pęknięcie, potem drugie i trzecie. Kulka rozłupała się a ze środka wyskoczył… Koralik.

Koralik był ptakiem, to nie ulegało wątpliwości odkąd tylko stanął chwiejnie na swoich patykowatych nóżkach i otworzył dziobek, jednak tak uroczo błyskał paciorkami czarnych okrągłych oczu, tak je mrużył, gdy Malutki głaskał go po maleńkim skrzydle i przytulał, że został Koralikiem zanim ktokolwiek zdołał o tym dłużej pomyśleć. Misie z miejsca pokochały Koralika. Prawie tak samo jak Malutki. Wszyscy znosili młodemu skrzydlakowi kolejne przysmaki i nadskakiwali, żeby tylko zechciał coś skosztować. Jednak Koralik nie chciał jeść. Był bardzo smutny i markotny. Lubił oczywiście gdy Malutki chował go w swoich małych dłoniach i głaskał po łebku ale ciągle czegoś było mu brak. Na coś czekał i do czegoś tęsknił.

Malutki zaniepokojony tym co dzieje się z przyjacielem, postanowił wrócić z nim do lasu. Pod to samo drzewo, pod którym znalazł małą białawą kuleczkę. Jeszcze ciepłą. Gdy tylko znaleźli się w lesie, Koralik, początkowo chmurny i nastroszony, wyraźnie się ożywił. Jakby cieszył się z powrotu w dawno nie widziane strony. Pod drzewem skakał już raźno i zaczął popiskiwać. Nie minęło wiele czasu gdy z wierzchołka drzewa sfrunęła do nich Szaroskrzydła. Popatrzyła na Koralika a Koralik na nią i nagle wszystko stało się jasne. Byli do siebie podobni jak dwie krople deszczu. Jedna większa i druga – maleńka – jakby jej kopia.

Mamo! – zapiszczał radośnie Koralik i rzucił się pod miękkie i ciepłe skrzydło.

Szaroskrzydła zagruchała czule a Malutki poczuł nagłe ukłucie gdzieś w swoim małym serduszku. Całkiem jakby właśnie w tym momencie stało się oczywiste, że jest zupełnie gdzie indziej niż by chciał. Nie na swoim miejscu. I zaczął tęsknić sam nie wiedząc do czego. Wrócił do swoich misiów, mając nadzieję, że to o nie chodziło, ale ich towarzystwo też nie ucieszyło go tak jak zawsze. Nic nie było takie jak przedtem. Wciąż czuł jakąś pustkę. Wieczorem położył się do swojego łóżeczka, nakrył kołderką, która jakby mniej miękka niż ostatnio była i zasnął łykając swoje małe smutki pomiedzy jednym a drugim oddechem.

Śniło mu się, że pojawił się w zupełnie innej krainie, gdzie miał Imię i swoją własną historię. W tej krainie miał też kogoś, kto się nim opiekował i nie był to kolejny miękki miś. Ten ktoś co rano budził go całusem w ciepły od snu policzek i ubierał, przyrządzał specjalnie dla niego smaczne posiłki i zabierał na różne wyprawy, i na karmienie kaczek w parku albo nadawanie imion chmurom, albo turlał się z nim po podłodze i wynajdował tysiące różnych zabaw, a wieczorami kąpał go w puszystej, pachnącej mandarynkowo pianie, szczelnie otulał mięsistym białym ręcznikiem, aż było mu cieplutko i dobrze, a potem czytał książeczki. I zawsze przytulał go aż zaczął śnić się jakiś kolorowy sen. Miękki jak motek wełny.

Rano Malutki obudził się… i już miał Mamę.

fot: Bruno Braun

klik

9 uwag do wpisu “Bardzo moje Mikołajki

Dodaj odpowiedź do bury Anuluj pisanie odpowiedzi