Dziewiętnasty



Siedzę przy stoliku z drewnianych belek, pod daszkiem gontowym krytym gęsto jak łuski złotej rybki, czekam na zamówione placki ziemniaczane, które przyniesie znajoma już Dziewczyna Z Uśmiechem, popijam jabłkowo-miętowe orzeźwienie, sąsiad skosił trawę i wiatr prócz jeziornych podmuchów niesie zapach, który nieodmiennie kojarzy mi się z Mamutowem, ziemia paruje dniem, Młody wsuwa olbrzymiego podpłomyka a oczy świecą Mu jakby to był rarytas wszechczasów… i utrzymujemy, że we dwoje też można czuć się wspaniale. Bo dobrze nam jest. Nam. Piękne to słowo. Aż trudno uwierzyć, że dziewięć miesięcy temu byłam jeszcze tylko ja. I ktoś wybrzuszający mi letnią sukienkę. Dziś to Nas brzmi całkiem inaczej. Prawdziwiej. Odświętniej. I smakuje cukierkami, których nazwy już nie pamiętam ale wiem, że najlepiej smakowały jedzone na drzewie w towarzystwie podwórkowej ferajny umorusanej po końce płowych włosów. Dziś mam swoje Nas. Nasze. I nie wyobrażam już sobie że mogłabym być pojedyncza.

9 uwag do wpisu “Dziewiętnasty

  1. Igo-reczki są w kro-pecz-ki
    i to chwa-lą sooobie…
    Fajny jest fenomen miłości macierzyńskiej może nawet najfajniejszy ze znanych fenomenów. Nawet chyba fajniejszy od cudownego fenomenu poczynania dziecka.

    Polubienie

  2. Siedze w upalnym mieście i widze oczami wyobraźni Wigry
    powiew wiatru od jeziora, a ślinka mi cieknie na myśl o kartaczach i babce ziemniaczanej pozdrowionka jak wam zazdroszcze

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do fiszka Anuluj pisanie odpowiedzi