Zaległości

Oglądałyśmy z Mamutem nasz ulubiony ‚wspólny’ film. ‚Stalowe magnolie’. Ogląda się go naprzemiennie to z bolącym od śmiechu brzuchem to flikając w ręcznik przyniesiony naprędce z łazienki. I je się czereśnie po omacku. I mruga szybko. Znacznie szybciej niż zwykle. Żulia Robertowa jest w nim jeszcze nie zmanierowana, średnio znana i doceniania a piękniejsze od ust ma oczy.

A nasza ulubiona kwestia to nieodmiennie:

– Coś ty taka radosna? Przejechałaś dziecko?

Początek zmienia się zależnie od tłumacza i lektora. Koniec pozostaje diabolicznie uroczy. Rechoczemy jak fretki utytłane w kawiorze.

I generalnie postać Wrednej Ciotki zawsze mnie wzrusza najbardziej. Tak ciepło wzrusza. Bo jak kto jest miły na stałe, to nie ma efektu. Musi przestać. Ale najbardziej widać emocje (kiedy już wyłażą na wierzch) po osobach, które zwykły je skrywać tak głęboko, że same są potem zaskoczone tym co mogły czuć. Wredną Ciotkę przytuliłabym za samo siedzenie na kamieniu. Bo w tym jej milczeniu i utyskiwaniach jest najwięcej miłości.

Sztuką jest znaleźć coś tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał.

Tylko z reguły nikomu nie chce się szukać. A ja jestem strasznym szperaczem. Lubię stare strychy, antykwariaty i ludzi. Znaleziska bywaja zaś zdumiewające. Czasem pozytywnie, czasem nie do końca i nie od razu – ale zawsze zostawiają taki miły ślad gdzieś na dnie duszy. Że było, że coś, i że akurat ja choć wszyscy latami przechodzili obok.

Tak było, gdy między zakurzonymi od wieków kartonami w Mamutowie piekąc się pod rozgrzanym dachem odkryłam Zdzichowy nastoletni zbiór winylowych krążków, które miały zaginąć na wieki ‚nie wiadomo gdzie’, a za które kiedyś skoczyłby w ogień gdyby płonął świat. I gdy na Krakowskim Przedmieściu za sześć złotych wykopałam Annę Kareninę w oryginale, wydaną tak dawno i tak pięknie, że zaniemówiłam i trzy razy upewniałam się co do ceny u starego dziaduszki księgarza. I gdy znalazłam stówę w kieszeni płaszcza kupionego w lumpeksie za złotych piętnaście a potem wysłałam ją gdzieś do Łodzi. Bo akurat pilniejszy do farta był. I gdy ktoś na odchodnym życzył mi, żeby ten świat wreszcie do mnie dorósł, choć nigdy nawet nie miałam śmiałości powiedzieć mu choćby ‚dzień dobry’ bo to był bardzo stary i bardzo dobry człowiek. I zawsze tylko dygałam zaczerwieniona jak pensjonarka bo charyzma onieśmielała i kazała zginać się w pół bez jednego słowa.

Dawniej potrafiłam odnaleźć się przy każdym ognisku. Słowa same płynęły a losy splatały i rozplatały się z warkoczy. Dawniej byłam młodsza, bardziej naiwna i wierzyłam, że skacząc przez płomień nie upalę sobie tyłka na skwarkę.

A dziś?
Gdyby płonął świat skoczyłabym w ogień.

Po Ciebie.

9 uwag do wpisu “Zaległości

  1. ..20 idę piechotą do Mławy, zajmie mi to gdzieś z tydzień, potem ściągam tam Małą i siedzimy u mojej babki tydzień albo 2. Potem dziewczyny jadą z gd a my się do nich dosiadamy. Nie znam na razie ostatecznej daty. Buziaki…

    Polubienie

  2. skakanie skakaniem, raz a spektakularnie, tymczasem życie – jak wiesz – skwapliwiej wymaga dreptania w pocie czoła dookoła ognia, w kółko do zrzygania… i to rzyganie wytrzymać i ten pot, to dopiero.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do lenn Anuluj pisanie odpowiedzi