Rocznica

Dokładnie rok temu rozpękłyśmy się na pół. Ja i Ona. Ona i ja. To, co nas łączyło bardziej niż zdołałyśmy to zauważyć gdy jeszcze było, znikło. Rozpłynęło się, prysło, ale z hukiem, którego nigdy nie spowodowałaby mydlana bańka. Sen we śnie. Koszmar. Gdy się dowiedziałam, usiadłam. Tak po prostu, na trawie, tam gdzie akurat stałam. Kopniak w brzuchu. Jakby nigdy nic. Zabolało całkiem irracjonalnie. Bo przecież nie wiem co czuła, czuje nadal. Ani co będzie czuła za dwadzieścia lat, gdy pójdzie położyć dłoń na marmurze. Pokiwać głową. Przyciąć trawę. Wcale nie chcę wiedzieć. Takich rzeczy nigdy się nie chce. Tym bardziej nie chciałam wtedy. Czułam się winna. Za to rozpęknięcie. Za te łzy wszystkie i nadzieje co można je sobie pod poduszkę wcisnąć. Przecież miałyśmy razem… być. I mieć. Miałyśmy. Chwytałam za telefon i odkładałam go z powrotem do kieszeni. Jak zdrajca. Że my to nadal my. Że nie samo ja. A Ona to już tylko samo ja. I jednocześnie, że nie umiem się nie cieszyć z tego my. Opowiedziałam Mamutowi. Płakałyśmy razem jak bobry. Bez słowa. Potem zadzwoniłam a mama trzymała mnie za rękę. Spojrzała na brzuch… ale spuściła wzrok. Głupio tak cieszyć się z dziecka, które miało być do pary. A nie będzie. Ale cieszyłam się. Wszystko jednocześnie. Świat co był właśnie do góry nogami stanął. Jestem pewna. Pamiętam tę ciszę. I upiornie smutny głos… po drugiej stronie. Nie wiem czy może być coś smutniejszego. Nie wiem.

Od tamtej pory minął rok. Równo. Jakby kto ciął nożem. Igor jest naszym wspólnym snem. Zaprosiłam Ją do niego. Skorzystała. Nie mam już wyrzutów sumienia gdy odpisuję, że dwa zęby już i że śmieje się jak tylko On potrafi. Wiem, że Go kocha. W końcu jest w połowie Jej. Przez to wszystko. Dzięki temu.

Zbliżyłyśmy się. Wiem, że Człowiek, na którego tak czekała nie uciekł. On po prostu nie był jeszcze gotowy na to spotkanie. Przyjdzie innym razem. Tak, by to wszystko wynagrodzić. By nie bolało już nigdy. A Igor będzie trochę tylko starszy ale też ‚do pary’. Wierzę.

Była i druga Ona. I też rozpękłyśmy się na pół. Tyle, że nieco wcześniej. Miała żal. Za bardzo bolało rozpryśnięcie się tych marzeń o podłogę by zobaczyła coś poza swoim bólem. Nie zobaczyła. A mnie się nie chciało tłumaczyć. Nie słuchała zresztą. Oddaliłyśmy się. Runęło wszystko co odbudowałyśmy mozolnie po dawnych ‚trudnych’ czasach. Bez huku i bez mydlanej bańki za to definitywnie. Dwa prądy w tym samym oceanie. Ale w przeciwnych kierunkach. Nie wybaczyła choć nie wiem do końca czego. Nie zapomniała bo i zapomnieć by trudno było. Jesteśmy jednak tylko ludźmi. Właśnie uczymy się patrzeć na siebie na nowo. Bez żalu. Ale każda wie, że nigdy nie będzie jak dawniej.

Cieszę się z obu. Z pierwszej, że jest i mogę się z Nią dzielić bo tego chce i nie sprawię jej zawodu. Że mamy wspólnego Syna. Z drugiej, że choć wciąż uważam na słowa i nie mówię o dzieciach niepytana, bo wiem, że uczucia i że kłuje, to jest. I stara się. Choć dystans kosmiczny i wiele mamy z sobą do przemilczenia. Cóż, miara człowieczeństwa. Dzielne są obie. Zupełnie nie wiem jak…

Ponoć przypływy i odpływy zawsze muszą być w równowadze. Ale chwilami strasznie bym chciała, żeby ta równowaga dała się wygładzać na krawędziach.

11 uwag do wpisu “Rocznica

  1. U mnie minęło 9 miesięcy w bardzo podobnej sprawie (z tego co zrozumiałam, czytając)… I przykro mi, że On nie urodził się w Dzień Ojca… Bo Ojciec Jego miałby cudowny prezent. A tak to tylko niestety dostaje meile z życzeniami nie od Jego, tylko od kogoś innego… A On mógłby po prostu skierować na Ojca pierwsze spojrzenie i jestem pewna, ze to byłby Ojca najpiękniejszy Dzień Ojca. A ja jako matka nie byłabym zazdrosna… O pierwsze JEGO spojrzenie w ogóle. Tak w ogóle pierwsze w życiu w dniu narodzin. To bardzo trudno zrozumieć, czasem nawet się nie da, więc pozostaje milczenie. Lepiej nic nie mówić.
    Tylko mi smutno…
    Że to jest PUSTY DZIEŃ ŻALU, a nie mój planowany DZIEŃ JEGO NARODZIN i PIERWSZY NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ OJCA. Wyjątkowe…

    *teraz zamilczę…

    Polubienie

  2. Bywam tu, czytam, dziś napiszę- bardzo smutne jest to, co napisałaś, ale i piękne. Nawet nie umiem sobie wyobrazić tego uczucia. Dzięki Bogu. Ale podziwiam za siłę. I myslę.

    Polubienie

  3. nie na temat, ale za to na prośbę. ‚sanatorium’ rzeczywiście lepsze od ‚siostry’, ale to chyba nadal nie moje klimaty. wybrzydzam czasem;)

    Polubienie

  4. hmm, „ponoć”, ale sądzę że nie ma czegoś takiego jak „równowaga”, jest tylko blokowanie przeżywania (doświadczania) od początku do końca. Dlatego jest smutno i żal, bo jednak coś zostało niedopowiedziane i nie przeżyte.

    Polubienie

  5. Nie wiem czy wolno mi tak w tłumacza się bawic, ale ten tekst jest tak poruszajacy, ze nie moge się powstrzymać, przed wskazaniem Ci tropu 🙂 Bajka składala się z dwóch istot i Ona tez się z dwóch istot składała. M.in. to je łaczyło. a potem nagle Ona juz nie składała się z dwóch osób, a Bajka nadal była MY. I teraz Bajka ma Igora i Igorem się dzieli z Nią. Bo Ona swojego Igora nie ma. Pomogłam?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s