Węzłowato i z prostotą

W pracy drzwi otwarte na oścież bo upał aż skwierczy. Marzę o zimnej pepsi i lodach cytrynowych. Ale ślinkę nadal przełykam z niejakim wytrzeszczem bo wewnątrz kaktusiarnia z dorodnymi okazami. Albo zasieki z kolczastego drutu. Wciąż nie mogę się zdecydować. Zadowalam się więc tabletką na gardło i warczę w kułak. Dla niepoznaki.

Korytarzem przemyka Pan Komórka. Pan Komórka charakteryzuje się spodniami od garnituru i długorękawą koszulą wprasowanymi na stałe w swój image. Niezależnie od pory roku. Tytułowa komórka wpisuje się weń sama przez się. Odnoszę wrażenie, że telefon mógłby swobodnie istnieć bez owego pana, za to pan bez komórki rozpłynąłby się w biurowej przestrzeni w mgnieniu oka.

Pan Komórka defiluje po korytarzu wygłaszając do spodniego sitka swej konekting_pipol długie tyrady w tematyce tyleż zrozumiałej co ich język:

– …koincydencja musi być w dialogowaniu z kapsem bo tam jest bardzo istotna niezawodność…

przemknęło mi przez głowę i nagle zapragnęłam posiąść mowę zwierząt. Bardzo istotna niezawodność przerasta bowiem z reguły moje najśmielsze oczekiwania względem ludzkości.

Ludzki ponoć aktualnie ćwiczy dźwięki imitujące mandolinę wdzięcznie skrzyżowaną z tartakiem. A cieszy się przy tym jak dzikie prosię w dżdżysty dzień. Trudno, nie każdy ma dziecko z wbudowanym ogranicznikiem poziomu decybeli. I tak za Nim tęsknię.

Czereśnie wciągają prawie jak chodzenie po bagnach. Póki co najlepiej sprawdza się jedzenie ich metodą na ‚nie patrzę, więc robali nie widzę’. Zdrowiej. A skoro nie widzę to ich nie ma.

Proste prawda?

13 uwag do wpisu “Węzłowato i z prostotą

  1. Pewnego razu, a było piękne. KOSZMARNIE gorące lato, w jakiejś przydrożnej drewnianej budce kupiłam dla siebie i dla dziecka pół kilograma dorodnych czereśni. W drodze do domu zaczęłam je pożerać – zjadłam tak kilkanaście, zanim dziecko zareagowało i wyciagnęło łapę z „daj!”.

    Lecz ponieważ jest wybredna, a do tego uważająca, przed pożarciem pierwszej czereśni wypatroszyła ją dokładnie. Oczywiście w środku siedział mały biały robaczek. Obejrzałyśmy pozostałe, każda miała gościa. Statystycznie nie było szans, żeby moje, te już zjedzone, okazały się bezmięsne.

    Co miałam zrobić… poszłam oddać, a odniosłam dwie korzyści: facet z kiosku, przerażony, oddał mi kasę za cały kilogram, ja natomiast spożyłam dodatkowo sporo białka :))

    Polubienie

  2. Ja tam póki nie pamiętam o mieszkańcach czereśniowych – to jem. Ale jak sobie przypomnę i zacznę sprawdzać, to przeważnie we wszystkich są robale 😦 I mam koniec jedzenia…

    Polubienie

  3. oooj. niedawno z przykroscia zauwazylam, ze w truskawkach tez czasem siedza.

    a okazalo sie tez niedawno, ze w figach takze, tylko mama mi nie chciala mowic, bo mialam swego czasu taki na figi szal, ze byla dla mnie milosierna. wiedziala, ze nie tkne ich juz z takim zapalem:(

    kurna, zboczenie języka to jest albo mózgu.

    chcialabym tak jak Wy.

    Polubienie

  4. Tymi truskawkami to mnie zmartwiłaś. Co ja będę jeść podczas tego pieprzonego cholernego gorącego lata???

    Cały rok czekałam na truskawki. Buuuuu :((

    Polubienie

  5. >lifeforce

    jest na to ogromnie sprytny sposób, a mianowicie zarobalona truskawka ma SKAZĘ. w domyśle, że jeśli nie ma dziurki albo czegoś nieokreślonego brązowego na skórce, to dobra jest. jakoś ten robal by tam musiał wjść…
    poza tym to pierwsza truskawka tego typu w moim życiu, więc zaskoczona poinformowałam, ale żebym ja, ja! z tego powodu przestała żreć truskawki, nie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s