Wesoło jest, nie powiem

Mamut dzielnie trzyma fason i udaje, że w związku z Lokatorem nic nie jest jej w stanie zaskoczyć ani zbić z tropu. Nic a nic. Może tylko, kiedy wczoraj zadumawszy się nieco wydukał ‚be_be_chhyy’… zacukała się z lekka. Ale tylko z lekka. W końcu umiłowanie Wnuka do wnętrzności może świadczyć, że w przyszłości zostanie słynnym chirurgiem, albo nie mniej majętnym weterynarzem. Prywatnym i z polecenia rzecz jasna. Kto wie. Jak wiadomo babcie z reguły chętnie widzą dziatki swoich dziatek (bo skoro w przypadku własnych się nie powiodło to może choć w genach ten geniusz białego kitla pozostał) w rozmaitych medycznych okolicznościach sprawczych. Nie chciałam Mamuta wyprowadzać z błędu, że ‚bebechy’ równie dobrze mogą oznaczać skłonności psychopatyczne i umiłowanie sadyzmu (to by tłumaczyło te ciągłe szczypania, Młodzieńcze miły) a chęć odkryć na tle gastroenterologii nie musi świadczyć o potrzebie pogłębienia wiedzy w temacie skalpela i sali operacyjnej. Chyba, że lancet wystąpi w tej przygodzie w całkiem innej roli. Kuba Rozpruwacz w końcu raczej chirurgiem nie był i na naukowe konferencje rzadko go zapraszali, a na anatomii poznał się ot tak, przy okazji. Za to, excuse mot, dogłębnie. Pozwólmy jednak Mamutowi mieć nadzieję na świetlaną przyszłość Młodego i niech Mu Hipokrates ością w gardle nie staje. Ja w sumie też bym wolała mieć w rodzinie lekarza, niż psychopatę. Pech chce, że jedno niestety nie wyklucza drugiego a czasem nawet zdaje się towarzyszyć, ale bądźmy dobrej myśli. Może odziedziczył po tej osobliwej wesołej ferajnie jaką jest moja rodzina tylko ten dobry zestaw genów.

Tak swoją drogą to zadziwia mnie (i nieco przeraża nawet) fakt wyboru ścieżki edukacji i ogólnie pojętej kariery dziecka jeszcze na długo przed tym jak zacznie patrzeć na rodzica ledwie rozumiej niż na pluszowego misia zwisającego malowniczo nad łóżkiem. Znam całkiem sporo przypadków rodzinnych, aktualnych, gdzie dzieci mają opłacone z góry i z dołu miejsce w renomowanym liceum, podczas gdy lada moment nauczą się dopiero stawiać pierwsze kroki czy korzystać z nocnika. Wniosek do żłobka trzeba składać kiedy się jest jeszcze w ciąży – kretyństwo czystej wody ale miejsc tyle co nic (pięć żłobków na krzyż to łagodnie rzecz ujmując niewystarczające możliwości), więc to jeszcze rozumiem. Walki podjazdowe o tak zwane ‚dobre’ przedszkole i listy społeczno-ekonomiczne na najbliższe stulecie to już temat rzeka i nawet nie chce mi się w nim brodzić, bo nie ma to najmniejszego sensu. Gimnazjum? Podstawówka? To kwestia bardziej niż odległa ale tu już problem się pojawia nie do przeskoczenia żeby była ‚naj’ bo inaczej to nie wiem co, społeczny ostracyzm w ‚towarzystwie’ chyba i utrata złotej karty vipa do centrum handlowego. Ale liceum? Tego to ja na Chiny Ludowe pojąć nie jestem w stanie. Dlatego nawet nie wspominam o delikwentach, którzy zdecydowali już jakie przedmioty dzieci będą zdawały na maturze w roku 2030 i w której auli mają siedzieć na wykładach podczas studiów. Normalnie życie zaplanowane do granic absurdu. A co jeśli pociecha będzie chciała nieco zboczyć z tej obitej kamieniami w pobocza dróżki? Wydziedziczą wyrodnego potwora? Czy też może łaskawie oficjalnie pójdą na kompromis a w przedpokoju po cichu zamówią egzorcystę? Koszmar. Pomyśleć, że za moich czasów przedszkole i podstawówkę wybierało się metodą ‚gdzie najbliżej’ i było dobrze. I też obie z Siostrzycą zdałyśmy bez problemu matury, pokończyłyśmy w terminie studia, mamy pracę. Jakoś nie trzeba było do tego celu zaprzęgać piekielnych mocy, tworzyć list i dawać nikomu kopert. Ale teraz widać inne czasy. I inni ludzie. Ja tam jestem wdzięczna, że decyzję o wyborze szkoły średniej i wyższej/ zawodówki i zawodu/ technikum i leżenia masztem wzwyż/ czegokolwiek innego (niepotrzebne skreślić, potrzebne dodać) rodzice pozostawili mnie. I tylko mnie. W końcu taka decyzja to pierwszy krok do samodzielności.

Tymczasem Ludzki (nowe określenie Młodego vel Lokatora powstałe w mailach z Alty) może sobie do woli ogryzać taboret i wspinać się metodą ‚na glonojada’ po dostępnych Mu bez ograniczeń meblach nizinnych. Samodzielnie.

2 uwagi do wpisu “Wesoło jest, nie powiem

  1. Ja niestety nie mogę kierować się zasadą „gdzie najbliżej”, bo najbliżej uczą na polskim w 1 gimnazjum części mowy. A to jest moim zdanie lekka przesada, bo części mowy przerabia się co prawda w 1 klasie… tylko podstawówki. A lekarz w rodzinie to prawdziwy luksus 😉 Na miejscu, bezpłatnie i wiesz, że źle nie doradzi, bo jak to tak, własnej matce 😉 pozdrawiam

    Polubienie

Dodaj komentarz