Jadziem dalej panie Zielonka

We środy ze żłobka odbiera Igora Dziadek, czyli Zdzich. Dziadek też potem siedzi z Igorem w domu i bawi się w różne zajmujące i rozwijające gry w stylu ‚jechał Lejbuś na świni, dupa mu się czerwini’ aż wróci z pracy Wyrodna Matka, czyli ja.

Bo we środy mam w pracy dyżur. A i tak jestem niezmiernie wdzięczna współpracownikom bo reszta ma dyżur dwa razy w tygodniu a ja mam przywileje i narzekać nie mogę. To nie narzekam.

O zajmujących i rozwijających grach z Dziadkiem Zdzichem wiem całkiem sporo, bo jako dziecię małe acz wredne i upierdliwe (od zawsze) nasłuchałam się rozmaitych historyjek, wierszyków i piosenek (i o tej babie co waliła w garnek lutowany a coś tam jej trzeszczało jak stare organy i o drugiej co gdy dziadek usnął już wyjęła długi nóż o rifififi) a potem szłam do przedszkola gdzie ochoczo wprowadzałam swoje zdolności pedagogiczne w czyn i uczyłam wszystkie dzieci zdzichowych piosenek. Ku wielkiej uciesze dzieci i znacznie mniejszej przedszkolnego personelu.

W tym miejscu pozdrawiamy panią Lucynkę, która wraz z córką czytuje nas od zawsze i bardzo dokładnie pamięta małą Anię w żółtych rajstopach, która pozbywała się niechcianych kotletów mielonych upychając je metodycznie za kaloryferem. Tak wiem, zima a wraz z nią włączenie ogrzewania przyniosła nieoczekiwane rezultaty i doznania, excuse mot, węchowe.

Zatem w przedszkolu mała Bajka spełniała się pedagogicznie i uczyła dzieci kolejnych piosenek autorstwa Zdzicha a nieszczęśni rodzice z paniami wychowawczyniami miarowo zgrzytali zębami i szukali przyczyny tego gwałtownego wysypu młodych talentów. I znaleźli bo przyłapali mnie na gorącym uczynku, gdym wzruszona deklamowała z emfazą kolejny klejnot polskiej kultury masowej przez protoplastę mego wytworzony. Oczywiście radośnie wyznałam, że cuda owego nauczył mnie Tateusz, podobnie jak wszystkich innych, które zaraz mogę – jeśli chcą – zaprezentować. Ochoczo.

Nie chcieli.

Za to Zdzich musiał równie ochoczo (o czym już zresztą kiedyś pisałam) albo nawet bardziej udać się na spotkanie z Kierownicą, po którym wkopywał milion, trylion i sekstylion zużytych opon w trawnik przedszkole okalający.
W czynie społecznym rzecz jasna.

I widzę, że chyba zatęsknił za łopatą 😉

24 uwagi do wpisu “Jadziem dalej panie Zielonka

  1. o ułanach, niech mu dziadek śpiewa, o ułanach! To dobrze dzaiła na młodych mężczyzn. Testowane na moim młodszym bracie. I o proszę, jaki fajny chopak z niego wyrósł. 🙂

    Polubienie

  2. ja w przedszkolach nie bywałam, za to ojciec za młodu mnie nauczył wiersza Tuwima „wiersz, w którym autor grzecznie lecz stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali” i owszem, z niemałą uciechą recytowałam go publicznie, zwłaszcza cioci, która jakoś nigdy nie mogła docenić kunsztu poetyckiego wieszcza…

    Polubienie

  3. Po raz pierwszy tatus został wezwany „do pani”, gdy w przedszkolu zaśpiewałam dzieciom piosenkę Lady Pank pt.”Ohyda” (Tatuś fanem był chłopaków).

    Po raz drugi – gdy w klasie pierwszej (czy drugiej) zaspiewałam Tatusiowi z przejęciem pieśń rewolucyjną „Na barykady ludu roboczy” (której nas na muzyce wyuczono).
    Tatuś zbladł i szybciutko nauczył mnie kilku fajniejszych piosenek – m.in. „My pierwsza brygada”, itp.
    Z równym przejęciem zaśpiewałam je potem pani w szkole (były głębokie lata 80-te).
    I znów Tatusia wezwano.
    Się chłopina nachodził.
    W imię muzyki!

    Polubienie

  4. … a ja bylam grzeczna… Tatusia wzywali tylko jak sie jakas zarowka przepalila, bo byl jedynym elektrykiem we wsi…
    Za to teraz pewnie niejeden by chetnie mojego tatusia wezwal. Z powodu corki. Niegrzecznej bardzo.

    Polubienie

  5. mój tatuś nigdy nie chodził do szkoły, ale też niczego mnie nie nauczył, więc nie było potrzeby. o, przepraszam, skłamałabym, nauczył mnie, jakiego ojca nie chcę dla mojego dziecka.

    Polubienie

  6. mnie podobnych wierszyków uczył dziadek. Też inne dzieciaki je uwielbiały. Najlepsze to „Poszła świnia do ogrodu, uczyła się pisma; psy jej dupę wyszarpały, ledwie do dom przyszła” oraz „Wszedł pies do kuchni i porwał mięsa ćwierć, a stary kuchta zarąbał go na śmierć. A młody kuchta taką litość miał – postawił mu nagrobek i taki napis dał…” i powtarzało się wierszyk od początku. Zapytaj Tateusza, moze je zna. Pozdrawiam

    Polubienie

  7. u nas śpiewało się to inaczej „Wlazł pies do kuchni i porwał mięsa ćwierć, a jeden kucharz głupi zarąbał go na śmierć. Drugi kucharz mądry co litość w sercu miał, postawił mu nagrobek i taki napis dał…”

    Polubienie

  8. to z tej samej serii, kto zna:
    Na zielonej łące, raz dwa trzy,
    pasły się zające, raz dwa trzy
    a to była 1 zwrotka, teraz będzie 2 zwrotka…
    na zielonej łące… ?
    🙂

    Polubienie

  9. było morze,
    w morzu kołek
    na tym kołku
    był wierzchołek
    a wierchołku siedział zająć
    i girami ptrzebierając śpiewał tak:

    było morze…

    😀

    Polubienie

  10. jezu, wam też???
    to chyba ulubiona piosenka matek 😀
    można ją dzieciakowi śpiewać bez końca i bezmyślnie, mieszając zupę w garnku lub piłując paznokcie 😛

    Polubienie

  11. hehehe, moja mama bardzo dziękuje za pamięć, zawsze się uśmiecha wspominając małą Anię;) Myślę,że była dość wyrozumiała jako nauczycielka, zwłaszcza w kwestii mielonych, a to dlatego, że kiedy sama była zasmarkanym przedszkolakiem robiła dokładnie to samo (!), z tym że kotleciki chowała w kieszonce fartuszka, o czym opowiedziała mi zawstydzona z pewnym ociąganiem;))) Pozdrawiamy serdecznie i całusy dla przystojniaczka!

    Polubienie

  12. a u nas był taki wierszyk:

    to nie żadna marmoladka,
    ani żadna czekoladka.
    to tatusiek nasz kochany,
    przez tramwaik rozdziabdziany.
    sam nas tego nauczył..

    kolega za to nauczył moje starsze dziecię tak:

    bierzemy muchi w paluchi,
    kładziemy muchi na blachi,
    robimy jądrowe wybuchi
    i mamy muchi eunuchi..

    i powiedziała to w przedszkolu:)))

    Polubienie

  13. Tego o morzu, kołku i wierzchołku nauczył mnie, gdy byłam w wieku zdecydowanie przedszkolnym starszy o 1,5 roku kolega pt. Wojtek.
    Bardzo mi się spodobał tekst o „muchu-eunuchu”. :)))

    Polubienie

  14. ja ten o muchach znam trochę inaczej:
    bierzemy muchi, tłustymi paluchy
    kładziemy na blachi, robimy wybuchi
    a kiedy ta mucha już nie wybucha
    w tłustych paluchach zgniatamy ją!
    🙂
    Ale wersja z eunuchami też mi się podoba

    Polubienie

  15. zajaczek zajaczek
    bez nozek i bez raczek
    a za nim idzie piesek
    i niesie wor pinesek
    za pieskiem idzie kura
    i niesie kawal sznura
    za kura idzie kotek
    i niesie wielki mlotek

    po chwili na galezi
    zajaczek cicho rzezi
    jucha mu leci z ucha
    mlotek wystaje z brzucha
    za sprawa pinesek
    przypiety jest do desek
    a on sie smieje uhaha
    bo jeszcze oczka ma
    wydlubane!

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do fiszka Anuluj pisanie odpowiedzi