Dziwne losy moich kapci

Zazwyczaj ludzie nie solą herbaty. Ani nie myją zębów kremem do rąk. Glicerynowym. O zapachu nagietka. Zazwyczaj też otwierają drzwi nim wejdą do jakiegoś pomieszczenia. Jeśli jednak jest się mną, wszelkie ustalenia biorą w łeb. Solidnie. Lubię sobie bowiem utrudniać życie i robić wszystko czego akurat normalny, szanujący się człek by nie zrobił. Mogę na przykład średnio przytomna wstawać nad ranem do łazienki. I zapominać, że przed drzwiami jest chodniczek. Bardzo wnerwiający chodniczek. Lubi on sobie czasem, ten chodniczek w sensie, zapomnieć się i nagle w najmniej odpowiednim momencie zawinąć. Wtedy drzwi też się zapominają i nie otwierają do końca. Tylko tak troszkę. W sam raz by się w pięknym stylu nadziać na nie brodą. I ją sobie gustownie rozkwasić. Taaak. Można też przy porannej toalecie pomylić tubki i zamiast orzeźwić swą klawiaturę miętą, nawilżyć ją gliceryną. Żeby szorstka nie była. A na koniec można napić się ku pokrzepieniu… słonej herbaty. Tak się kończy trzymanie wszystkiego w jednakowych pojemnikach. I bosko jest. Wręcz fantastycznie. Jeśli ktoś lubi opary absurdu. Wyglądam jak ofiara przemocy w rodzinie po bliskim spotkaniu z malakserem i właśnie napiłam się najgorszej herbaty pod słońcem ale nic to bo z paszczy cudownie zionie mi nagietkiem. Całkiem jakbym się wytarzała w ogrodowej rabatce. Nic tylko wiosna idzie. Tak właśnie kończą niewyspane matki. Radzę więc zawczasu wyraźnie oznaczyć cukier, krem do rąk wynieść do kuchni a chodniczek przymocować pinezkami. I tylko może mi ktoś kurka siwa powie co robiły moje kapcie w torbie na zakupy? Hę?

13 uwag do wpisu “Dziwne losy moich kapci

  1. Dżizas Baj, bardzo boli ta broda zbita? Może w cholerę wyp* chodniczek, co?
    A co do kapci…hmmm zabierałas je ze sobą na wyjazd i nie rozpakowałaś? Czy się teleportowały?

    Polubienie

  2. Kapcie emigrują z oparów absurdu, bo a nuż mogłabyś je posmarować masłem i wsadzić do piekarnika, aby zjeść jako wołową podeszwę?

    Polubienie

  3. ha! nie tylko Ty tak masz;) ja notorycznie smaruje dłonie pastą do zębów a na szczoteczke wciskam krem do rąk… a wystarczyłoby gdzies przestawic jedną tubke;)
    zdarzyło mi sie tez pognac w nocy do kibelka za potrzebą i w półsnie klapy nie podniesc…:D

    Polubienie

  4. Naprawdę nie jest żle… Mnie się zdarza zostawić w lodówce telefon i szukac go potem z obłędem w oku jak zaczyna dzwonić. A niedawno wybierałam się na super-hiper-ważna rozmowę kwalifikacyjną i weszłam w szklane drzwi. Na szczęści wytrzymały pod naporem mojego nosa i nie rozpadły się na kawałki. Ja i nos także przeżyliśmy chociaż ten pierwszy zmienił nieco kolor. Widzisz – zdarza się nawet najbardziej normalnym osobniczkom (bo za taką się mimo wszystko uważam – otoczenie tylko smętnie kiwa głowami słysząc takie dictum z mojej strony ale cóż…:)

    Polubienie

  5. mozna jeszcze schować płatki kukurydziane do lodówki, potem cały ranek ich szukać w szafkach wszelkich(ale przecież nie w lodówce!) i oskarżać członków rodziny bez wyjątku o zeżarcie… Także świetnie Cie rozumiem:)

    Polubienie

  6. Lodowki to jednak cos w sobie maja. Ja tam kiedys schowalam portfel. Jak latwo sobie wyobrazic dlugo nie moglam go znalezc… A slownictwa wypowiadanego przy szukaniu w nawet niezbyt wymagajacym towarzystwie powtorzyc sie nie da.

    Polubienie

  7. Ja wprawdzie nigdy kapci do siatki nie wsadziłam, ale o framugi to się obijam regularnie i skutecznie. Potem tylko co wieczór odkrywam nowe siniaki i zastanawiam się skąd one.
    A na cukier jest metoda – nie słodzić 😉 Albo opakowania wyraźnie oznaczone jak piszesz. Tylko już wtedy nie można herbaty robić po ciemku.
    Pozdrawiam Was niebieskookie światłocienie!

    Polubienie

  8. a napiszę wam, że nie mam takich głupich przeżyć…po prostu wszystko co może mi się pomylić leży razem na półce pod napisem „substancje żrące wszystko” =D

    Polubienie

  9. …ale najgorzej jest, jak sie po kolacji schowa do lodowki pilota, a program akurat nastawiony na bigbradera… Wtedy trzeba wziasc i dupsko ruszyc z fotela i jak za peerelowskich czasow z pokora podejsc do sprzetu…

    Polubienie

  10. Kiedyś seria kosmetyków Nivea była zdecydowanie szersza i były tego – z tego co wiem nie tylko w mojej rodzince – konsekwencje: Mama myła zęby pastą, kremem do rąk lub kremem do golenia w tubce wyglądającej tak samo jak pozostałe, Tata zaczynał się golić przy użyciu pasty do zębów… I tak radośnie budził się peerelowski dzień… 🙂

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do doris Anuluj pisanie odpowiedzi