Dobrze zapowiadający się mężczyzna i jego utalentowana matka

Poprzednio pisałam, że wystarczy uwierzyć, tak? Znaczy wystarczy być dobrej myśli i robić dalej swoje żeby się udało, tak? Że jak się naprawdę chce to się potrafi, tak?
No! To ja poproszę tego Nobla. O, tu do gablotki. Postawię sobie, będę codziennie przecierać szmatką co by się zakurzyć nie zdążył i każę podziwiać ewentualnym gościom. Tylko sobie podomkę kupię. I papiloty. Papiloty są absolutnie niezbędne. A potem będę stawać przed lustrem i zastanawiać się skąd mi się ta mądrość życiowa i uroda biorą.
Ale to dopiero po lobotomii. A tak na serio to po prostu jestem Miszczuniu. I mam po prostu niesłychane szczęście. I skuteczność Arniego-windykatora. Mamy żłobek! Fanfary, oklaski, bla, bla, bla. Wczoraj znękałam Panią Kierownicę zjawiając się nieoczekiwanie i domagając się rozmowy. Nie wiem czy to mój czy Młodego urok osobisty czy też strach przed determinacją z jaką wtargnęłam ale się udało. I to mimo braku miejsc, zameldowania gdzie trzeba, znajomości, kasy, mimo kolejki od września i wszystkiego innego łącznie z faktem, że pociechy samotnych rodziców wcale nie mają pierwszeństwa a w obecnym ustroju mają nawet pod górkę. Bo przecież w tym prorodzinnym cyrku nie ma miejsca na takie ceregiele.
Wszyscy mnie przekonywali, że się nie uda i żebym próbowała gdzie indziej a się udało. Bez prób. Od wczoraj jestem spokojna. Przynajmniej w kwestii opieki nad Dzieciem.
A co na to Dzieć? Prezentuje swoje najpiękniejsze bezzębne uśmiechy. Czaruś jeden 😉 Chodzę sobie więc, nucę za Klausem Em ‚Jezu jak się cieszę’ i potrząsam rytmicznie Lokatorem, co mu się najwyraźniej podoba. Podoba mu się tak bardzo, że aż sprawił mi gustowną malinkę na szyi. Kurde mol! Mam nadzieję, że to zniknie bo inaczej dość głupio będzie zjawić się dziś u doktora. Cholera. Houson, mamy problem.
Poza malinką, Klausem i żłobkiem mam jeszcze jeden powód do radości. A przy okazji do Akcji Pakowanie Generalne. Powód jest taki, że jedziemy z Igorem na warsztaty do Grybowa. Na dziesięć dni wypuścimy się w górski klimat i będziemy śpiewać. A jest co bo właśnie rozpracowujemy „Kandyda” Bernsteina. Przy okazji dodam tylko, że w moim chórze są absolutnie fantastyczni ludzie i po raz kolejny okazuje się, że można na nich liczyć. Pewnie nie pojechalibyśmy ale… zrobili zrzutkę. To jedziemy! Radość, radość, radość.
Z tej radości okrutnej, że żłobek i że Grybów, obudziłam się dziś rano głodna jak wilk. W nocy było jakoś zimno i o szóstej z minutami mój głód zaryczał „gdzie moje śniadanko?!”. Chciał nie chciał trzeba było zarzucić coś na grzbiet i pognać do sklepu na dół. Po omacku założyłam skarpetki, buty i kurtkę, po czym z prędkością niespotykaną jak na mnie o tej porze dokonałam stosownych zakupów. Czy to godzina, czy też fakt, że z reguły nie sypiam w piżamie… grunt, że właśnie ją ujrzałam, gdy zaczęłam się rozbierać po powrocie z zakupów. Ciekawa tylko jestem co sobie pomyślał pan w warzywniaku widząc o 6.15 potargane indywiduum w wielkiej czapie, puchatej kurtce i polarowych spodniach od piżamy w różowe misie, spod których wystawały porządnie zasznurowane glany.

8 uwag do wpisu “Dobrze zapowiadający się mężczyzna i jego utalentowana matka

  1. Ja wiem… ja bym swojego dziecka do żłobka nie oddała, ale oczywiście – cieszę się, że Ci się udało.
    Zapewne urlop krótki jest, a bycie pojedyńczą mamusią z wyboru to nie najłatwiejsze, co można sobie wyobrazić.
    Ech, szczescia Wam zycze!

    Polubienie

  2. Nie. Ja to ja, Bajka to Bajka, mamy mocno różniące się podejścia do życia i do niczego nikogo nie próbuję namawiać.
    Jasne, że z pracą w ful wymiarze i małym dzieckiem się nikt nie wyrobi, jeśli ktoś mu nie pomoże. Żłobek to też rozwiązanie. Inne rozwiązania… nie każdy jest tak bezczelny jak pewna moja ciotka, co podrzucała syna własnej matce. A w pozostałe szczegóły nie wnikam.
    Cieszę się, że jest jak jest, bo to rzeczywiście bardzo dużo ułatwia.

    Polubienie

  3. Nie martw się! Dzieci w żłobach i przedszkolach niestety częściej chorują niż „domowego chowu” ale pozytyw jest taki, że zwolnienia na chore dziecko przysługują i wtedy Bajka oficjalnie będzie spędzać więcej czasu z Igorem.
    I wyszło mi dziwne takie powiązanie nieszczęścia (chorego malucha) ze szczęściem…
    Ale, tak jak Ty EN ja swojego dziecka też bym nie oddała do żłoba.

    Polubienie

  4. to ja zazdroszczę tej ciotce co mogła swojej matce dziecko podrzucić. też bym chciała móc.

    i pozdrawiam tych wsazystkich ‚co by nigdy nie oddali’. kiedyś też miałam identyczne zdanie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s