Śnią mi się konewki

Wczoraj, w porze mocno późno wieczornej, zatrzasnęłam się w wuce. Zdarza się. Byłam przekonana, że w naszym domowym wuce nie da się zatrzasnąć nawet, gdyby człek mocno chciał, bo na ten przykład goniłaby go gigantyczna suszarka albo inny krwiożerczy pająk gabarytów niezłego strongmana. Ba! Do tej pory się nie dało nawet porządnie tych drzwiczek zamknąć gdy się chciało trochę spokoju i odosobnienia. A tu proszę. Nie dość, że się wzięły i zamkły to na głucho. Pech chciał, że w czasie owego feralnego zatrzaśnięcia wcale nie byłam spragniona długotrwałego tet a tet z muszlą. Chciałam tylko na małe siusiu i już. Odosobnienia nie potrzebowałam wybitnie, bo i tak byłam sama w domu. Mamuty przebywały bowiem u Siostrzycy i jakoś nie zapowiadało się, że wrócą jeszcze w niedzielę. Moje pranie przebywało – prawie suche już – na świeżym powietrzu a ja jakoś na powtórne ich płukanie przez deszczyk i ponowne czekanie aż mi się jedyne dwie pary spodni dosuszą mało miałam ochoty. Tymczasem ja przebywałam w malowniczej klitce dwa na półtora metra mierzącej i walcząc z nasilającą się klaustrofobią usiłowałam obmyślić gry-plan.

Telefon przezornie zostawiłam w pokoju, więc wezwanie do pomocy najbliżej nawet mieszkającego osobnika, którego miałam w książce telefonicznej, raczej nie wchodziło w grę. Do sąsiada nie dodarłabym się za Chiny Ludowe, zresztą i tak go nie lubię, więc usiadłam sobie wygodnie na klapie i majestatycznie wpatrując się w wywietrznik (niestety musiałabym być muchą i to dość anorektyczną by po pierwsze dostać sie tak wysoko, a po drugie przecisnąć się na wolność) postanowiłam zmierzyć się z nasilającym się głodem (akurat miałam sobie zrobić kolację), frustracją i wytrzeszczem oczu. W tym celu chwyciłam pierwszą z brzegu gazetę w charakterystycznym stylu ‚Jestem kobietą, kocham gary a moim najwyższym osiągnięciem na polu umysłowych rozgrywek było wyśledzenie systemu promocji proszków do prania w hipermarkecie’. Już wiem czemu ta makulatura leży akurat w wuce i systematycznie pokrywa się kurzem. Tego się przecież nie da czytać. Raz, że tam mało co do czytania znaleźć można. Dwa, że cholera nagła jak jasny gwint trafia zbłąkanego czytelnika co drugie zdanie i co trzeci obrazek. To po prostu czeka na lepsze czasy i litościwe wyniesienie na śmietnik.

Dowiedziałam się na przykład, że aby być piękną i zdrową to w zasadzie powinnam tylko codziennie wstawać trzy godziny wcześniej niż wstaję by zdążyć podżogingować sobie dwa kilosy przez las, wrócić do domu, z uśmiechem na ustach poćwiczyć aerobik, szybko się zreanimować, wziąć prysznic, zjeść na śniadanie filiżankę mleka 0% z dietetycznym muesli, zrobić to co zostało na bóstwo i z pełną relaksacją cieszyć się kolejnym dniem w zadowalającej mnie pracy bądź też weekendem w rodzinnym gronie. Następnie powinnam pielęgnować swój partnerski obowiązkowy związek i obowiązkową gromadkę dzieci, którą zdołałam urodzić w tak zwanym międzyczasie życiowego spełniania się i nadal ważyć 40 kilogramów. W tym celu po powrocie z pracy zamiast paść na pysk stylem dowolnym i obudzić się w następnym wcieleniu jako piesek preriowy po lobotomii, powinnam zaszczebiotać do kapci przed telewizorem i rąbka gazety wystającej zza kanapy (o ile nie daj bóg nie udałoby mi się wrócić przed mężusiem żeby mu te kapcie i tę gazetę wytwornym gestem damy – ćwiczonym na kursach korespondencyjnych – podać) ‚Jak spędziłeć dzionek kochanie?’. W tym samym momencie oczywiście już powinnam nakrywać do stołu (biały wykrochmalony obrus i porcelanowa zastawa + fantazyjnie poskładane serwetki no i oczywiście świeże kwiaty zbierane z przydomowego – własnoręcznie wypielęgnowanego wypielęgnowanymi dłońmi – ogródka o północy przy nowiu), wzywać na pyszny, zdrowy, trzydaniowy, z deserem i niskokaloryczny obiadek rzeczoną dzieci gromadkę (perfekcyjnie wychowaną dzięki tejże gazetce właśnie), przeistoczyć się w ulotnego motyla na fiszbinach, pięknym gestem dziubnąć z talerza ze trzy groszki i ze szczerym uśmiechem fachowej matko-żono-kochanki oddać się radości zmywania (o zmywarce nawet nie powinnam marzyć bo zmywarki sa be bo są nieekologiczne i mają w zadzie wszystkie normy). Wieczorem zaś powinnam po rozlicznych obowiązkach domowych, pieczeniu chleba z kminkiem, doglądaniu lekcji pociech, obowiązkowych ćwiczeniach i godzinnym spacerze z psem, powinnam zamiast dostać schizofrenii, zjeść własną stopę i usnąć w wannie przy własnoręcznie utoczonych świecach, przeistoczyć się w zmysłową (choć jednocześnie niewinną) boginkę w jedwabiach (choć czasem i lateks jest potrzebny) a następnie uwodzić myślą mową i uczynkiem męża – pana i władcę – by czuł się przy moim boku komfortowo (choć niepewnie bo powinien być lekko zazdrosny) i bym co noc zaskakiwała go nowymi pozycjami i erotycznymi fantazjami (choć powinnam się dawać zdobywać bo mężczyźni nie lubią ofiar podawanych na ołtarzach).

Jak mi przeszedł ten atak śmiechu co to go byłam dostałam po przeczytaniu tych wszystkich rewelacji i zdołałam złapać oddech to zarechotałam ponownie. Żesz w czapkę smyrany! Jak szanowna redakcja sobie myśli, że to jest mój upragniony i wyczekany sposób na życie, to ja szanownej redakcji mogę pokazać co o tym myślę. Bo mówić ze śmiechu ciężko. Jakbym bowiem wstawała trzy godziny wcześniej to wory pod oczami miałabym głębokie jak Rów Mariana i z pewnością godną tego, że nie jestem tchórzofretką na rowerze, nie miałabym najmniejszej nawet ochoty na dżoging, aerobik czy robienie się na bóstwo i śniadanie w racji żywnościowej trzmiela a nawet jeśli chciałabym zaryzykować to gwarantuję, że nie miałabym później siły na reanimację. O pracy nawet nie wspomnę bo jakbym już do niej po czymś takim dopełzła to tylko po to by wezwać pogotowie i straż pożarną. Chyba tylko oni maja na składzie dźwig. Poza tym gdybym chciała pielęgnować swój partnerski obowiązkowy związek to prędzej bym takiego darmozjada jak prezentowany statystyczny z gazety zaciukała starym grzebieniem, poćwiartowała, usmażyła na masełku w pieczarkach i podała obowiązkowej gromadce w formie klopsików a to co zostało upchnęła ochoczo w słoikach i opatrzyła ręcznie malowaną nalepką – Ślubny, niż pozwoliłabym mu na te kapcie i na tę gazetkę i na tę kanapę i na ten telewizorek w ramach nieróbstwa. Takie partnerstwo to ja za przeproszeniem chromolę. Zamiast spytać go jak mu ‚dzionek’ minął spytałabym czy woli siekierkę czy tasaczek i czy w karczek czy w gardziołko. Obrusów krochmalonych nie lubię bo się można nimi w kolana pozacinać, przydomowe ogródki zostawiam stęsknionym wiosny emerytkom, bo mi życia szkoda i pielić nie znoszę, trzy groszki z obiadu to ja bym mogła wciągnąć nosem… oprócz innych dań i deseru, zaś radości zmywania oddawać się mogę pod warunkiem, że nie będzie to tylko moja domena. Doglądanie gromadki dziateczek wychowanych na radach tegoż pisemka przypominałoby jak sądzę spacer na bosaka po ostrych żyletkach z perspektywą wanny pełnej jodyny na patrerze. Chwilowo wolę sobie wytrenować oczy naokoło głowy, bo i tak mi się niedługo przydadzą i zabawić się w strusia na betonie. Wieczorem natomiast po takim dniu wolałabym połknąć własne sznurówki, niż zabawiać erotycznie jakiegoś buca. Poza tym w ramach spaceru raczej sama zgłosiłabym sie na policję, bo obawiam się, że mogłabym w niedalekiej przyszłości posłużyć jakiemuś twórcy scenariusza do horroru jako muza. I to dość rozbudowana osobowościowo, bo psychiatryk przy tym wszystkim to małe piwo.

Dobrze, że w końcu udało mi się te cholerne drzwi otworzyć – przy którymś natarciu wreszcie puściły – bo po tych wszystkich rewelacjach omal nie wypadłam z tego wucetu razem z futryną. Przy okazji nadmienię tylko, że rodzina wróciła pół godziny później gdy akurat już zdążyłam dojść do siebie, stanąć obok, zdzierzyć to co głośno wypowiadałam pod adresem drzwi wuce, pozbierać pranie i przyszykować sobie smakowitą kolację.

Mają bezbłędne wyczucie

48 uwag do wpisu “Śnią mi się konewki

  1. nie no 🙂 niesamowita jestes 😉 tyle powiem 😉 nawet długośc notki nie była dla mnie problemem 😉 nie przestawaj pisac 😉

    pozdrawiam,
    n–d

    Polubienie

  2. ale obrazek jest malowniczy, prawda??
    Nie napisałaś jeszcze o obowiązkowych kursach doszkalających, które robisz w weekendy:D i staruszce z sąsiedztwa, z którą wspólnie wyszywasz na kanwie w porze, kiedy ‚gromadka’ ogląda dobranockę

    Polubienie

  3. Nic dodac nic ujac, bosko opisane. chociaaaz.. Ty i tak nie wiem skad tyle energii na wszystko bierzesz, chiba Jakas Wewnetrzna Sila Kosmiczna w Tobie drzemie (lub fika moze akurat) 🙂 Ja tam podziwiam, ja to po robo tylko leze jak wroce i na inne czynnosci sily brak. i juz.

    Polubienie

  4. hehehe dzięki tej notce może sie pogłebic jedna z moich fobi …mianowicie ma to duzo wspólnego z Twoim zatrzasnięciem…tylko ze ja jak do tej pory bałem sie że wc zatrzasnie sie samo….bez korzystającego…a wtedy trzebaby było przejść szybkie kursy obsługiwania nocnika lub szufelki z miotłą…no cóz człowiek całe zycie zbiera doświadczenia… mam juz 2 łazienkowe fobie..pozdrawiam.

    Polubienie

  5. hmm. zapomniałaś także o pisaniu dziekczynnych listów do redakcji, jak już skonczycie baraszkować z P. i W. . a może ta notke im przesłac – czy oni tam nie drukuja niepoprawnych lobotomicznie?

    Polubienie

  6. I nie zapominaj o conajmniej godzinnym relaksie,kiedy to Twój Mężulek oddaje się radośnie spotkaniom towarzyskim(gdyż albowiem jesteście z związku partnerskim i nie ograniczacie swojej przestrzeni życiowej, a jedynie harmonijnie ją uzupełniacie)z kumplami przy bursztynowym napoju ew. lekturze wysokonakładowej prasy, zaś dzieci po odrobieniu lekcji i odhaczeniu wystarczającej liczby staruszek przeprowadzonych przez ulicę
    (gołębie serce Twoich dzieci trenujesz już od czasów prenetalnych w myśl zasady: czym skorupka za młodu nasiąknie..)oddają się ohoczo równie wysublimowanym zajęciom(jednakowoż nie wiesz jakim, gdyż nie chcąc być toksyczną matką nie wypytujesz ich nigdy o to gdzie/z kim/po co idą oraz czy w ogóle zdecydują się na łono rodziny powrócić)
    W tymże to czasie poświęcasz się:
    a) zajęciom kosmetycznym -depilacje( woskiem ew. depilatorem – wolno, boleśnie,efekty dźwiękowe z serii „ryki zarzynanego tucznika”, ale przynajmniej z poczuciem poświęcenia się dla Sprawy)pedikiury,manikiury,ujędrniające masaże,sauna i bicze wodne w zaciszu domowym i oczywiście maseczki do wyboru: nawilżające, wysuszające,odmładzające,przeciwzmarszczkowe,ujędrniające,rewitalizujące( dla wzmocnienia efektu nakładać na jagody po warstwie z każdego rodzaju)

    Jako,że nie tylko ciałem, ale i duchem żyje człowiek:
    b)lektura( oprócz obowiązkowej cotygodniowej Biblii z kiosku ruchu) pogłębiająca Twoją wiedzę we wszelakich zakresach, ze szczególnym naciskiem na dzieła uznanych psychologów amerykańskich -polecamy zwłaszcza” Jak być supermatką/żoną/kochanką/córką/synową/teściową/pracownicą/szefową/bezrobotną/sąsiadką” oraz pozwalająca zgłębić meandry feng-shui,rozwoju duchowego,tarota,kamieni szlachetnych,medytacji,astrologii,numerologii,oobe, ld,huny oraz gwiezdnych wrót.
    Jeśli jednak składanie literek w tekstach innych niż przepisy kucharskie sprawia Ci po 5 minutach pewne trudności,nie przejmuj się..Nie zostaniesz z tym nierozwiązanym problemem sama,wszak od tego ma się rodzinę.Co więcej,to właśnie ta najmniejsza komórka społeczna przypomni sobie o Twoim istnieniu,ba – zwróci się do Ciebie sama z kryształową wręcz bezinteresownością, a nie jak błędnie wywnioskowałaś z powodu zbliżającej się pory kolacji.

    Polubienie

  7. tak! właśnie! wucet motywuje do myślenia! wucet jako symbol niezależnych, dzikich i wyzowlonych kobiet! ha! będziemy palić na stosie gazety a naszymi garbatymi pomagierami bez nogi będą wszyscy faceci nie spełniający umysłowych norm unii europejskiej!
    argh!
    pozdrawiam

    Polubienie

  8. łeeeeeeeee…
    obśmiałam się jak norka.
    ….::….
    poczytując gazety „kiblówki” refleksyja napada mnie znienacka:
    każda z nas, chcąc sumiennie stosować się do zaleceń wspomnianych periodyków, istnieć winna w 2 co najmniej osobach.
    ja sobie wypraszam – ja niepowtarzalna jestem!

    Polubienie

  9. ah dopieroz pol godziny po przeczytaniu notki wycieram eszcze lzy ze smiechu. dawno sie tak nie uhahalam, dawno tzn od wczoraj kiedy to podrywalam starszych staruszkow na lawkach na kajackach 😀

    Polubienie

  10. no… ja mam nadzieję – jak myślę wszyscy tutaj – że ten stan chwilowego zawieszenia w końcu minie. bo co jak co, ale Noc Świętojańska to już była!
    (nie wiem co to ma do rzeczy)

    Polubienie

  11. co ja moge powiedziec… chyba mocno nawet bardzo zgadzam sie z odczuciami Twoimi, co do gazetek z serii „jak zyc prosto latwo i moze nawet przyjemnie dla otoczenia”… bieda
    pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s