Woltyżerka na wysokościach

Książę na Białym Rumaku
chcesz się spotkać?
Bajka
nie
Książę na Białym Rumaku
czemu?
Bajka
widziałam się już dziś w lustrze a chwilowo rozdwojenia osobowości nie planuję
Książę na Białym Rumaku
czyli odpada?
Bajka
dobry jesteś
po czym poznałeś?
Książę na Białym Rumaku
po odpowiedzi
Bajka
brawo, graj w bingo taki talent nie może się zmarnować
Książę na Białym Rumaku
szkoda, wiele tracisz
Bajka
wiem, z każdym dniem atakują mnie wolne rodniki
Książę na Białym Rumaku
a Ty pewnie na Księcia na Białym Rumaku czekasz?
Bajka
nie, na listonosza
gdybym czekała na ciebie po twoim pierwszym słowie dostałabym orgazmu – to przecież oczywiste
Książę na Białym Rumaku
nie lubisz facetów czy jak?
Bajka
jak, zdecydownanie jak
Książę na Białym Rumaku
tzn?
Bajka
to znaczy, że facetów lubię, ale na to trzeba zasłużyć
Książę na Białym Rumaku
a co mogę zrobić żeby zasłużyć?
Bajka
hmmm…
bądź jak dobry cyrk
Książę na Białym Rumaku
jak cyrk? jak to?
Bajka
zmień adres i repertuar, pa.

Skąd się wzięły napisy na murach, czyli Polak potrafi… zwłaszcza młody

Odkąd pamiętam, że już pamiętam, a było to zapewne lata świetlne temu i tylko wrodzona nieśmiałość pozwala mi resztę na ten temat przemilczeć, nie lubiłam rozbierania choinki. Ja w ogóle nie lubiłam rozbierania.

Najchętniej spałabym w opakowaniu i to tuż po zaciekłej bitwie na guzy i siniaki stoczonej akurat z chłopakami z sąsiedztwa. Zupełnie nie przeszkadzała mi wówczas kwestia krwawych zacieków na kolanach, umorusanych policzków, brudnych po łokcie w dorwanym gdzieś smarze łapek i czarnych stóp.

Teraz pewnie nadrabiam zaległości kąpielowe bo gdybym mogła zamieszkałabym w jakiejś przestronnej łazience z przepiękną architekturą i obszerną biblioteką tuż obok lodówki ale wtedy zaciągnąć mnie do mycia to była niesłychanie kiepska sprawa. Z góry skazana na niepowodzenie.

Niestety Mamut charakteryzuje się tym, że posiada głos z tonem nie znoszącym sprzeciwu i nie da się go zignorować. Pod tym względem nie zmienił się od lat. No może w tej kwestii, że wtedy jeszcze bardziej nie można było. Ale za to ja polubiłam rozbieranie. Miejscami. Niestety – nadal nie choinki.

Ubierać, przystrajać, to jeszcze, bo jak byłam berbeć mały a kąśliwy to bombki i łańcuchy kolorowe, wyżeranie cukierków z wiszących nadal niby z zawartością cukierków, albo zabawy wiszącymi figurkami strażaków i bałwanków – zawsze była jakaś frajda. Ale rozbierać? Zdecydowanie nie. Jakoś smutno mi się kojarzyło i było totalnie zbędne. No bo po kiego grzyba rozbierać jak za rok i tak całą szopkę będziemy grać od nowa.

Jeśli o mnie – dziecię rezolutne i pomysłowe – chodzi choinka mogła stać i pachnieć w kącie pokoju przez okrągły rok. Sposobem na opadające igły zaś mógł stać się niezawodny klej wikol, którym od czasu do czasu raczyłam szanowną rodzinę twórczo i w wielu odsłonach. A jeszcze najlepiej żeby co jakiś czas – najlepiej pięć razy dziennie – pojawiały się pod tąż choinką rozmaite łakocie.

O tym jednak Mamut i spółka nie chcieli słyszeć. Trudno im się zresztą dziwić, bo gdyby chcieli słuchać i to słuchanie w czyn wcielali to zamiast córki mieliby obecnie malowniczo rozpostartego na dachu (bo tylko tam mogłabym się zapewne zmieścić) jamochłona.

Choinkę rozbierać było trzeba i była to kwestia absolutnie nie podlegająca dyskusji. I oczywiście, jako że nikt nie przepadał za tą uwłaczającą godności zarówno rozbieracza jak i rozbieranej czynnością, musiałam to robić ja.

Początkowo opierałam się solidnie – to o szafę, to o kredens, to o ból brzucha – ale Mamut zawsze wiedział jak mnie skubany podejść i kończyło się chowaniem bombek i choinkowych ozdób do pudełka, pakowaniem w szczelne worki i upychaniem na strychu pośród sterty innych, mniej lub bardziej niezbędnych do stadnego życia, rupieci.

Teraz też trzeba będzie wynieść drapaka i ogołocić z kolorów i świecidełek. Nadal nie lubię tego robić i w zasadzie próżno się tu doszukiwać ukrytych teorii spisku – zwyczajnie wolę coś tworzyć niż unicestwiać. No chyba, że jest to pyszniutki, jeszcze ciepły jabłecznik albo sałatka owocowa z białym winem.

A ostatnio Mamut przypomniał mi pewną bardzo zabawną sytuację, która wiąże się z faktem dziwnego wymawiania przez dzieci różnych słów. Mnie się też zdarzało. A jak już coś przerobiłam to trzymało się mnie na ogół długo i namiętnie a i konsternację czasem niemałą powodowało w bliższym i dalszym otoczeniu.

Przykład?

Jedziemy sobie z Mamutem autobusem. Ja – brzdąc lat 4 i pół, Mamut – odpowiednio starszy. Styczeń. Mróz. Sklepowe wystawy mijają nas i patrzą zza oszronionych szybek. Wystawiam nos i oglądam sklepowe choinki. Nagle pół autobusu słyszy tekst wypowiedziany dość donośnym głosem piskliwego przedszkolaka:

– Mamoo? Ale plawda, że my nie musimy rozbielać chujenki??

Działo się ;))

Kronos Quartet w połówce pomarańczy

gdy się denerwuję albo gdy mi smutno bardzo w zamyśleniu przesuwam zgiętym kciukiem po ustach

taka niewerbalna mantra

Freud koncetrowałby się na fazie oralnej i tym, że piersią mnie nie karmiono dostatecznie długo

ja wolę koncetraty pomidorowe do sosów spaghettilubnych

i zawsze byłam kiwaczek gdy źle

a gdy dobrze to się uśmiecham
i zarażam

nigdy nie krzyczę
im ważniej tym ciszej
a robienie scen pozostawiam teatralnym konstruktorom

ostatnio głaszczę kubki z herbatą po cermicznych polewach

chyba lubią

Żeby mi było mniej smutno

Noc. W kuchni ze skrzypieniem otwierają się drzwi od lodówki. Wychodzi z niej spasiona mysz w jednej łapie trzymając prawie kilogramowy kawał żółtego sera a drugą ciagnąc za sobą wielkie pęto kiełbasy. Idzie do pokoju skąd rozlega się potężne chrapanie gospodarzy i taszczy ten cały majdan przez środek izby w stronę szafy, pod którą ma wejście do swojej norki. Już jest przed wejściem gdy w świetle księżyca dostrzega pułapkę na myszy a na niej malutki kawałeczek słoninki. Mysz kręci z dezaprobatą głową i mruczy pod nosem :
– Jak dzieci, kurwa, jak dzieci.

Od Caffeine

Hmmm

Za oknem jesień w środku zimy. Źle sypiam. Za dużo myślę. Dobrze, że jesteś. Choć tylko po zmroku. Poranki to szybki prysznic. Na przebudzenie. Gwałtowne przebudzenie żeby za wiele nie chcieć. Rozpieściłabym się najchętniej w smaku świtu. I rozsmakowała w pieszczotach poduszki. I ten magiczny moment, gdy noc styka się z rankiem. Lubię to zmrużenie powiek tuż przed budzikiem. Na wpół przytomne myśli. Siebie rano. Ciepłą i ze snem jeszcze pomiędzy dłońmi.

Dłużą się te dnie… bez Ciebie. Tik. Tak. Kawa. Tik. Tak. Siedzę tu podczas gdy tak bardzo chciałabym być tam…
Nie mogę się doczekać wieczora. Myślę wciąż i wciąż ile to jeszcze czasu.
Odliczam kolejne godziny z rosnącą niecierpliwością. Kiedy w końcu wyjdę z pracy, kupię świece – te duże, mleczne, o kształcie walca. W sklepie za rogiem są takie, nieprzyzwoicie piękne i niemożliwie tanie. Tak bardzo je lubimy. I wino. Wczoraj pomalowałam kieliszek. We wrzosy. Miło mi będzie go dotykać z zamkniętymi oczami. Nauczyłam się go malując. Znam już na pamięć wszystkie krzywizny i cienie.

Dziś pachnę jak mgła, wiesz? Wiesz. Ty zawsze lubisz jak pachnę. I kochasz zdejmować ze mnie te zapachy. Aura po aurze, pocałunek po pocałunku, minuta po minucie. Już tęsknię do chwili, gdy zanurzę się w Tobie cała. Przytulę się do Twojego chłodnego policzka i napełnię Cię oddechem. Jesteś taka gładka. Znam każdy centymetr. Jesteś fragmentem i całością. Moim światem. Jednocześnie zimna i pociągająca.

Gładzę Cię z czułością. Zamieszkałabym tu, gdybym tylko mogła. Rozgościłabym się w tym zatuleniu i dalej czytała Ci na głos książki. Lubię czytać Ci na głos. Wiem, że możesz stać się wulkanem energii, rozgrzać w jednej chwili, albo ukoić moje zmysły i odebrać zmęczenie. Potrafię zasnąć w Twoich objęciach budząc się tylko by dodać gorąca kolejnym pocałunkom. Zawsze jesteś taka jak chcę. Dziś pachniesz bzem.

Dobrze mi w Tobie… moja Wanno.

🙂

Kochani !!! Apel !!!

Potrzebujemy krwi dla Jacka Lewandowskiego, Szpital Bródnowski w Warszawie – Oddział Neurochirurgii. Może być każda krew (na wymianę).

Jacek jest moim znajomym z Klubu Nurkowego ‚Cipiór’. Niestety ja ostatnimi czasy z różnych względów nie mogę oddawać krwi. Dlatego wielka prośba do Was. Wiem, że takich próśb są tysiące, jednak gdyby ktoś mógł i zechciał…

Dziękuję
Bajka

Wyniki sondy grudniowej


function ResultWindow(my_win_param) { window.open(„http://www.sonda.pl/wait.php3″,”sondaplwin”,my_win_param); return false; }

SONDA
W grudniu to ja…

czekam na Mikołaja
pielęgnuję przedświąteczną depresję
głównie ziewam
eee… a którędy na dworzec?
zasypiam na stojąco
hobbystycznie napadam na staruszki w ciemnych bramach
przepraszam… jestem nietutejszy(-a)
się cieszę… bo lubię tłok i ścisk i gwiazdkowe reklamy już od października
mam wszystko w dupie
w ilościach hurtowych

Kompletnie brak mi wyobraźni

Zuzia – Popacz! Narysowałam ciem!
Ja – To ja??
Zuzia – No a kto?
Ja – Hmmm. Kurczę, to fajnie wiesz? Tylko… tego… czemu ja włosów nie mam? Hę?
Zuzia – Bo mi siem wzięła złamała i temperować mi siem nie chciało.
Ja – Aha. Tak, to zrozumiałe. A… czemu stoję na jednej nodze?
Zuzia – Bo w przedszkolu była bajka o bocianie wiesz? I tak mi siem jakoś narysowało.
Ja – Taaak… to by tłumaczyło dlaczego ta noga czerwona jest
Zuzia – Nooo. Fajna, nie?
Ja – Tak, zdecydowanie fantastyczna… A to to pewnie nie język jest, co?
Zuzia – To zależy…
Ja – Dobra, nie pytałam. A gdzie mam ręce?
Zuzia – No jak to gdzie? Z tyłu!
Ja – Z tyłu??
Zuzia – Pfff… za grosz wyobraźni!

Zdębiałam.
Biorąc pod uwagę, że mała ma lat pięć i już dochodzi do aż tak trafnych wniosków, będzie z niej niezła horpyna 😉