Dobrze, że ten weekend już minął…

Byłabym w pracy na dziewiątą. Byłam pół godziny później. Nie musiałam w sumie. Dziś godziny pracy rozpoczynają mi się punktualnie o 10.00 ale byłabym. Tak wyszło. Znaczy wyszłoby… bo nie wyszło. Przez zapatrzenie.

Zakopałam się w stary sweter, w którym zamieszkałam z zapachem rumiankowego szamponu i bzu. Zatuliłam w szaliko-czapko-rękawiczki i miękkości. Jeszcze trochę a wyprodukowałabym sobie sama kalosze z rękawami i z golfem ale jakoś nie miałam koncepcji. Poprzestałam na ciepłym swetrze i kurtce pożyczonej ‚na zimę’ od Siostrzycy. Chlup. I w życie.

Tup tup tup… po chodniku. Tup tup tup… po ulicy. Tup tup tup… w powietrzu. Tupoty gdzieś nikną pod puchową kołderką świeżej bieli bezgłośnie pokrywającej wszystko i wszystkich równiutką warstewką sprawiedliwości. Z minuty na minutę większą.

Jestem uzależniona od pięknych widoków. Tak się zapowiadało od zawsze. Już jako kurdupel mocno nieletni mogłam godzinami stać z kawałkiem szyby w wyprostowanych nad sobą rękach i przyglądać się kroplom deszczu zapełniającym ten dziwny ekran w ułamkach sekundy a później nierówno poprawiającym swoje własne szlaki.

Potem złaziłam pod wodę, choć panicznie się jej bałam. Nigdy nie umiałam pływać i nadal nie umiem ale nauczyłam się nurkować… w końcu. Chyba właśnie ze względu na widoki. Pod wodą świat i czas to nieuchwytne nici, które płyną w zwolnionym tempie a ty i tak nie masz szans choćby na dotknięcie którejkolwiek.

Łudzimy się, że możemy dogonić i prześcignąć tego zajączka. Bijemy rekordy, osiągamy nieosiągalne, odkrywamy magię… a gdy już jesteśmy tuż tuż… okazuje się, że to było tylko świetlne echo puszczane na wodzie lusterkiem przez jakiegoś żartownisia albo odbite od naszego zegarka pozostawionego na brzegu.

Kiedyś bałam się luster. Dziś nauczyłam się je szanować bo potrafią powiedzieć więcej niż byśmy chcieli zobaczyć i niestety z reguły mało z nas potrafi w nich czytać jak w otwartej dłoni.
Kiedyś lubiłam zegarki. Dziś drażni mnie tykanie w bezsenne noce i fakt, że ciągle muszę gdzieś pędzić. Noszę zegarek z przyzwyczajenia. Kojarzy mi się z odnawiającym się piętnem, które parzy: ‚nie stój tak, rusz się, pędź, dalej dalej!’

Przystanęłam, żeby odpocząć. Na środku szerokiego chodnika przy Alejach co to ponoć do Jerozolimy prowadzą. Obsypana śniegiem stałam z zadartą głową i patrzyłam jak cudnie pada śnieg. I jak dziwne jest, że każdy patrzy na śnieg ukradkiem, spod zwojów szalików i czapek, spod szczelnie nasuniętego na nos kaptura, spod parasola, zawsze na tle chodnika lub budynków, zawsze na ciemnym szaro-burym tle. Ponoć łatwiej.

Może i łatwiej. Ale o ileż piękniej wygląda śnieg gdy próbuje się go wyodrębnić z ogromnej połaci białego nieba i gdy nigdy nie wiemy, w którym momencie spadnie nam na nos mały puszysty obłoczek. Jakby ktoś raz po raz kradł nam pocałunki chichocząc przy tym bez opamiętania. Puszkin mawiał, że niebo uśmiecha się do nas nie tylko słonecznym latem ale i mroźną zimą. Ja twierdzę, że uśmiecha się do nas właśnie zimą, gdy jest chłodne, białe, niemal przezroczyste, niedostepne i nieodgadnione bardziej niż zwykle a mimo to pochyla się dotykając nas opuszkami palców. Śniegiem.

Dziewczyna szła z naprzeciwka. Niebieska kurtka, ręcznie szyta torba na ramię, kolorowy szal, w którym chowała usta i czapa nasunięta az na brwi. Ściągnęła mnie spojrzeniem. Przystanęła obok i zadarła głowę. Stałyśmy tak jeszcze kilka minut. Świat znów zwolnił tempo i kątem oka można było dostrzec krańce kolorowych nitek gdzieś pomiędzy szybującymi płatkami. Potem spojrzałyśmy na siebie z bliźniaczymi uśmiechami i każda poszła w swoją stronę. Bez słowa. Ze śniegiem.

Pięknie pada 🙂

5 uwag do wpisu “Dobrze, że ten weekend już minął…

  1. a u nas tylko deszcz.
    deszcz ze śniegiem.

    I paciaje, i błoto,
    i chlapa i brud.
    I sól na butach,
    i woda na kołnierzach,
    i pustka w głowach.

    pięknie pada.

    Polubienie

  2. 1. z nurkowaniem to dokładnie tak samo mam. nauczyłem się zaledwie półtora roku temu specjalnie, żeby tam zajrzeć…
    2. dlatego właśnie nie noszę zegarka;)
    3. a o tym sniegu to piękne…ja też sobie pozwoliłem (i pewnie prawie każdy – taka pora), wreszcie jest!:)
    4. po takim spotkaniu odchodzę i czuję, jakbym dostał kawałek tej drugiej osoby…mimo, że nigdy jej nie widziałem i pewnie już nie zobaczę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s