Pierwszy śnieg

Wpadłam dziś. Jak śliwka w kompot. Z samego rana. W drodze do pracy. Najpierw wpadłam na słup i powiedziałam ‚przepraszam’ bo myślałam, że wpadłam na jakąś istotę żywą (choć po takim czymś jak taran moją skromną rozpędzoną osobą to już ledwie żywą) i ta istota albo mi zaraz nakopie za przekraczanie prędkości i nieuważne ponaddźwiękowe murmurando do chodnikowych płytek (ostatnio chodzę i nucę – tragos) albo padnie jak długa i będę ją musiała reanimować – a a nóż widelec łyżka będzie to moja emerytowana pani od emerytowanej geografii? To by było okropne. Jak sobie pomyślę o tej paskudnej babie ze sporofitem w fazie pylenia na nosie to mię skręcowywuje na lewą stronę. Bleah. No ale o czym to ja. Acha. Wpadłam na słup. No trudno. Bywa, że te słupy takie nieuważne i nam pod nogi włażą.. albo pod czoła. Nie będę się ze słupem kłócić. Pognałam dalej. Nucąc oczywiście. No i wpadłam drugi raz. Coś potwornego. Syknęłam pod nosem – też już nie mieli gdzie tych słupów poustawiać tylko na środku chodnika – i z gniewnym wyrazem oblicza chciałam go wyminąć. Ale co to za siurpryza. Słup drgnął, zastąpił mi drogę i strasznie się roześmiał. Uśmiał się jak dziki po prostu. Nie zwykłam wpadać na ruchome słupy. Nie zwykłam też wpadać na śmiejące się w głos słupy. Mało tego. Ja nigdy taki słupów nawet nie widziałam. Tu mnie żelbet zaskoczył jak zima drogowców co roku późną jesienią. Uniosłam głowę i jeszcze większy siurpryz. To nie słup. To facet. W dodatku uchachany po same pachy. I pewnie wszystko widział. I ten poprzedni wypadek z słupem i teraz słup z wypadkiem. I że on nie słup ale też mu miło. Poczerwieniałam w ułamku sekundy jak barszczyk czerwony, wybąkałam nieśmiałe ‚praszam’ i że ‚to dlatego, że wcześniej na ten parszywy słup wpadłam’ i już chciałam się ulotnić po szwedzku, czyli ‚jak najprędzej bo zimno’ ale na odchodnym jeszcze usłyszałam, że nic nie szkodzi i że to całkiem zabawne i że fajnie śpiewam. Bosz. Co za wstyd. Nie dość, że koleś został poturbowany i zbluzgany od słupów to jeszcze musiał słyszeć jak wyję. To na pewno pozostawi traumę na jego stosunkach z pciom przeuroczom. A to wszystko przez ten śnieg. Bo spadł. I już. I śliczny – fakt. Przepiękny nawet i milusi. Ale nie jak pędzę do roboty i pada mi za kołnierz, więc zakładam kaptur co to mi na oczy spada i opancerzam się szalikiem nie pozostawiając sobie zbyt rozległego pola widzenia i to w dodatku tylko pod stopami. Nie. Wtedy to on powoduje tylko to, że wpadam. Pierwszy snieg psia kostka…

Miłego dnia 😉

28 uwag do wpisu “Pierwszy śnieg

  1. oj, Bajczana, z reakcji tegoż pana nie wnioskuję wcale, że jakaś trauma mu grozi – ba, raczej podejrzewam, że chętnie by się spasował z tym śniegiem i kawę z ludzkim taranem w twej postaci wypił ((;

    Polubienie

  2. Moja mama,serdecznie przepraszała się z tekturowym wizerunkiem doktorka w aptece.Zacytuję:
    Serdecznie pana przepraszam,że uderzyłam pana torebką.

    Polubienie

  3. jaki snieg, ja sie pytam??? Wam do stolycy dowiezli, uprzywilejowane elyty, tfu! a tutaj szaro, deszczowo i duje sakramencko nadal i wciaz. i zero pretekstu, zeby na jakiego slupa-nie slupa wpasc;-/

    Polubienie

  4. a u mnie śniegu spadło dość kopiaście, ale teraz topi się na potęgę bidulek, za ciepło mu chyba niestety, chociaż ja mam całkiem odmienne wrażenia /:

    Polubienie

  5. po pierwsze primo – o zadnych ramionach nie bylo mowy i wierzaj mie Mlody ze nie chcialbys sluchac jak spiewam rano… i o czym 😉

    po drugie primo – pretekst zawsze sie znajdzie Just 😉

    po trzecie primo – tez bym wolala teraz siedziec na zadupiu i najlepiej moc nie ruszac sie stamtad do wiosny az stopnieje i tylko podziwiac jak pieknie wyglada – nie musiec odsniezac 😉

    po czwarte primo – Hlu zdejm buty i idz na bosaka – wrazenie i tak bedzie zblizone a moze ktos sie zlituje i cie autkiem cieplym i przystojnym podwiezie pod de hacjende 😉

    Polubienie

  6. nie przejmuj się
    Mało dziś nie zrobiłem babie z d..y garażu, bo mi wylazła prosto pod koła, a tu śnieg i nie mogę zahamować…
    A potem w sklepie słyszę:
    ‚Pani sąsiadko, mało mnie taki pirat dziś nie rozjechał, no przechodziłam tam gdzie zwykle, pani wie, a on nic, jedzie, a przecież widzi, że śnieg, błoto, to powinien się zatrzymać…’
    Rozbroiło mnie to dokumentnie.
    Aha, zaznaczam, że przejścia dla pieszych są… 50m dalej..

    Polubienie

  7. na zadupiu se siedziała bite 9h, ale trzeba było stamtąd wrócić. Zajęło mi to przeszło dwie godziny. No nie wiem, Bajka, czy też tak byś chciała 😉

    Polubienie

  8. A ja dziś byłam ewidentnie w centrum wydarzeń, ale już padam na pysk więc nic nie opowiem. Jak kto chce to niech czyta moja notke na temat pierwszy dzien zimy w Trójmieście. Dla mnie trauma …

    Polubienie

  9. …na mnie to ostatnio to słupy lecą, taki jestem atrakcyjny. Wszystko przez to , że u nas nadejście zimy poprzedza kataklizm. Mieszkam 200m od morza, od którego dzieli mnie park i pół ulicy domów a i tak mam wodorosty na oknach…

    Polubienie

  10. usmialam sie niesamowicie 🙂

    slupy fajne sa! ostatnio, jak ten snieg i wiatr i zaczelo mnie zdmuchiwac na srodku ulicy to musialam sie slupa lapac 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s