Bo we mnie jest seks…

Wczorajszy spacer z Hal po Parku Skaryszewskim uświadomił mi jak bardzo brakowało mi powietrza. Dostałam go aż w nadmiarze. Czy można udusić się zapachem jaśminu? Jeśli tak to ja zamawiam własnie ten rodzaj śmierci. Najlepiej oczywiście żeby Pan Śmierć był przystojny nieziemsko, przyszedł z butelką wina i z tym jaśminem i ten teges… dał się namówić na pertraktacje co do warunków domniemanego zejścia… najlepiej w pozycji horyzontalnej… no bo ja oczywiście jako umierająca muszę leżeć. Tak zawsze na filmach jest to nie będę wyrywna co by w scenariuszach gmerać. Ja tam się nie znam – ze wsi jezdem rowera siem bojam…
W pracy strzelałam już powoli dziobaka. Nos na klawiaturze, ręce wiążące sznurówki butów na stojąco, znaczy, że wszystkie znaki niebieskie i drogowe mówią, iż wieczór sie zbliża niechybnie…
Lucyna Ha przyszła, wytarmosiła ochroniarza wzrokowo za narządy śledcze, wpakowała mnie w autobus i wywiozła. Bicza niestety nie wzięła ale i tak było kuul. Miałam nadzieję na jakieś tet a tet w krzaczorach ale kazała mi tylko kuśtykać alejkami i sie upajać. To się upajałam. A owszem. Żeby nie było, że nie potrafię. Ławeczki były odrapane fajosko i do tyłka się lepiły jak świeżo malowane, nieopodal na trawce pod drzewkiem leżał sobie pan co to też się niewątpliwie upajał ale w nieco inny deseń bo pan robił za runo leśne i wtapiał się w otoczenie a do atmosfery wydzielał zapewne tyle związków siarki, że zieloni mogliby go oskarżyć o samodzielną konkurencję dla ozonowego otworu zwanego znacząco ‚dziurą’ co to taki zły jest i klimat nam psuje. Pan wydał mi się wyjątkowo wdzięcznym elementem integralnym tego parku. Tym bardziej, że w swojej czerwonej bluzeczce i z purpurowym obliczem świetnie komponował się z kwietnymi prostokątami z feerią barw pośrodku alejki. Tylko malować akwarele. Do pełni szczęścia dostałyśmy nawet w promocji zachód słońca. No normalnie nastrój jak w mordę strzelił. Serio serio. Romawtyzm aż łamie w kościach.
Siedziałyśmy więc sobie, patrząc na to słońce, na tego pana co sobie leży, niedaleko jakiś inny (też wydzielający) śpiewa ochryple ‚Kommn bejbyy lajt mmhm faajer’, na te klomby i jaśminy… wiater wiał, kwiaty pachły, komary rypały jak złoto. Jeden nawet zapragnął Halkowej stopy ale… hmmm cóż… była to jego ostatnia wieczerza. Haluta uczciła jego zacny żywot krwiopijcy głośnym plaśnięciem.
Pokuśtykałyśmy na huśtawki. Czego jak czego ale pacierza, piwa i placu zabaw nie odmawiamy nigdy… sobie ani innym.
Z nogami w powietrzu trajkotałyśmy nadal nieustająco obserwując obściskujące się wszędzie parki zakochanych:

Halka – Myślał by kto, że to dla dzieciarni huśtawki a tu same pary 😉
Bajka – Noo… my też kurde sparowane. Ale cóż – my po prostu pasujemy do siebie, hyhy
Halka – No ba!
Bajka – Ty wiesz co lala. Ty weź zmień se płeć… albo ja zmienię…
Halka – ??!!
Bajka – Żeby było no wiesz… po bożemu 😉

Nasz dziki rechot prawdopodobnie wypłoszył z parku wszelkie ptactwo, wiewiórki i dzikie koty a Haluta prawie spadła z huśtawki.

Sielską atmosferę zepsuł nam zbyt silny zmył powonienia. Innymi słowy coś straszliwie śmierdziało. Wytrzymawszy kilka minut, zwiałyśmy stamtąd w podskokach. Jeszcze chwila bowiem a niechybnie dołożyłybyśmy nieco swego bogatego wnętrza do tego malowniczego parkowego krajobrazu.

Halka – Ale tam waliło
Bajka – No strasznie
Halka – Jakby ktoś się porzygał
Bajka – To była kupa
Halka – Eeee. Rzygi na pewno. Mówię ci, że rzygi
Bajka – Chodź sprawdzimy ;))
/dziki rechot reaktywacja/
Halka – Kuna! Rzygi Marlej! 😉
/rechot ocenzurowano w trosce o dobrą perystaltykę jelit czytelników… ale z pewnością był dziki/

Podreptałyśmy dalej posiłkując się dropsami Airwaves na szybsze zapominanie węchowych doznań. Miło spacerować wieczorem, gdy noc jeszcze młoda a mimo późnej godziny na dworze widno. I ten jaśmin obłędny we wszystkich zakamarkach skóry 😉 Przemyślenia różnorakie przerwał nam nagły skowyt. To tylko jakiś pan w pobliskim barze kakaoke śpiewał ‚Jolka Jooolkaaaa pamięęęęęętasz’ a śpiewał tak, że aż łzy w oczach stawały… z bólu. Pan bowiem miał rejestry niczym pijany nietoperz echolokację. Dzisas 😉
Humor nam się wyostrzył niczym zestaw noży z kosmiczną technologią krojenia gwoździ.

Bajka – Ale daje czadu. Jak orkiestra rozpaczliwie szarpana.
/tu nastapił chichot synchronicznie wymienny pomiędzy nami, którego żadne onomatopeje nie są w stanie oddać, nawet jakby się spiły porzeczkowym winem babci Stefy/
Halka – Orkiestra dęta, rżnięta i dmuchana.
Bajka – Hmmm. No z tym dmuchaniem i rżnięciem to wiesz… czemu nie 😉 ale żeby dąć to nie… nikt mnie jeszcze nie dął, hyhyhy

Cycki nam opadły 😉
Haluta się złożyła prawie uklękła ze śmiechu, ja się popłakałam. Czyli pełen serwis. My to jednak jesteśmy zdrowo powalone… poniekąd oczywiście tylko. Żeby nie było 😉 I chyba dobrze nam z tym.
A pan? Pan rył, wył i kwiczał dalej prezentując swoje rejestry w świetnej praskiej akustyce baru karaoke.

Wracałam z uśmiechem. Już zdążyłam zapomnieć jakie to przyjemne. Powietrze aż drżało od wyładowań. Ciężkie, gęste, gorące. Takie, co to wdziera się pod skórę i tańczy w krwioobiegu. Takie, którym oddycha się przez zapomnienie. Szaleństwo wisi w powietrzu. I jeszcze chwila a niebo pęknie. Chmury pełne deszczu. Pękne i groźne jednocześnie. I jaśmin pachnący coraz upojniej, jakby chciał zdążyć z narkotycznym odurzeniem przed burzą. Nucę sobie ‚bo we mnie jest seks…’. Liczę sekundy od grzmotu do błyskawicy. Napięcie powietrza uzależnia. W taki wieczór słowa są zbyt proste. W taki wieczór szkoda życia na sen. Zdążyłam z pierwszymi kroplami. Ciężkimi od dnia, który właśnie się kończy. I już nie liczy się nic.
Kocham burzę… bosymi stopami

4 uwagi do wpisu “Bo we mnie jest seks…

  1. a sprawdziłyście czy ten kwiatek paprotki nie kwitnie gdzieś w okolicach? – powinien gdzieś tam być, zapewne w rejonie gdzie widziałyście te rzygo-kup…, wróć, nawozy naturalne zalegały – każdy kwiatek to lubi (:

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s