Anioły są wśród nas… tylko tak rzadko je dostrzegamy

Z okazji środy, dwudziestego szóstego dnia piątego miesiąca wszystkim bez wyjątku Mamutom, Mamuchom, Mamulom, Mamuśkom, Matkom i Mateczkom przesyłam wszystkimi dostępnymi i niedostepnymi energetycznymi kanałami jedyny w swoim rodzaju uśmiech, który mam zarezerwowany tylko na wyjątkowe i cudowne chwile…
W tym uśmiechu jest wszystko. Radość i obawa, ból i szczęście, pierwsze niepowodzenia i pierwsze kroki, usmarkane nosy i szpetne acz wzruszające laurki, trudne dorastanie i chwile, kiedy nie trzeba już słów…
Pierwszy uśmiech dziecka.

Chciałabym móc uściskać szczególnie mocno wszystkie Mamy, które nie mogą poczuć tego wszystkiego w objęciach swoich dzieci. One zasługują na to szczególnie.
Ale dobrze wiem, że Mamy i tak zawsze wiedzą…

Samych szczęśliwych chwil

Bajka z uśmiechem szerokim jak nie wiem co 🙂

Zerwij mi dekle

Mencizna
Widziałaś Troję?
Bajka
Hmmm… a powinnam?
Mencizna
No jasne, całkiem niezła
Bajka
To nie widziałam. A to jakaś Nowa?
Mencizna
Premiera była jakiś czas temu
Bajka
Eeee… to jak była Premiera to ja już jej nie chcę, taka przechodzona
Mencizna
Yyyy?
Bajka
A duże ma cycki?
Mencizna
Kto?
Bajka
No ta Troja co ją powinnam ten teges widzieć
Mencizna
Ty jakaś pojebana jesteś!!
Bajka
Powiedz mi coś czego nie wiem… a poza tym teraz mówi się nie ‚pojebana’ tylko ‚ekscentryczna’ albo ‚trendy’ jeden chuj
Mencizna
Ty tak zawsze?
Bajka
Nie, zawsze to jest Coca Cola
Mencizna
Nabijasz się ze mnie
Bajka
O! Widzę, że kolega dał radę bez koła ratunkowego
Mencizna
Jesteś wstrętna
Bajka
E tam, że nie jestem Salma Ryjek to od razu wstrętna, lustro nie pękło
Mencizna
Chodzi mi o to że wredna jesteś
Bajka
A lubię tak czasem
Mencizna
Po co?
Bajka
Po kolana

GG

Przepraszam bardzo, czy Pan jest zboczeńcem??

Bo ja jestem zainteresowana…

😉

________________________________________
Efekty

R jak Roman (19:45)
cześć pogadamy?
Ja jak Ja (19:46)
bążur, możemy
Ja (19:46)
o czym?
R (19:47)
o zboczeńcach – przecież jesteś zainteresowana
Ja (19:47)
znasz jakichś?
R (19:48)
sam jestem zboczony
Ja (19:49)
tak? a pod jakim względem jesteś zboczony?
Ja (19:49)
zbaczasz z drogi czy jak?
R (19:50)
nie zbaczam z drogi
R (19:50)
lubisz facetów?
Ja (19:50)
hmmm… w sumie… tak
Ja (19:50)
tylko trochę długo się gotują

Chyba powinnam zacząć się martwić.
Tracę rozmówców w przeciągu pięciu minut.

Hmmm. Nigdy nie robię tego co powinnam 😉

Z cyklu 'Zakrętki Absurdalne' – ograniczenie prędkości wiatru w stajni

W RMF FM informacyjna perełka. Ministerstwo Rolnictwa określiło w rozporządzeniu maksymalną prędkość wiatru w stajni
Dopuszczalna prędkość wiatru to 0,3 m/s. W rozporządzeniu określono też zakres temperatur w stajni – od 5 do 28 stopni.

W tym całym Ministerstwie szanownym i szanowniejszym chyba mocno się nudzi, skoro przerywają dłubanie w nosie by ustalić jakieś wydumane w pijanym widzie pierdoły.

Z tą temperaturą to jeszcze jak cię mogę Stefan, bo o konie dbać trzeba termicznie ale na kiego grzyba ograniczać prędkość wiatru w stajni? I jak? Powiesić starą kapotę na drzwiach i przemieszczać się za pomocą teleportu żeby nie robić przeciągów?

Czy tylko ja jestem jakaś dziwna czy ktoś jeszcze widzi w tym gotowy skecz rodem z Monthy Pythona?

Z deczka mnie wcięło

________________________________________
Apdejt kosmiczny

x(15:36)
słyszałem o tym już kilka godzinek temu
x(15:36)
doszliśmy do wniosku, że trzeba koniecznie to rozwinąć
x(15:36)
i określić maksymalną objętość 1-sekundowego bąka konia
x(15:37)
a za ponadnormatywnego – dodatkowy podatek
Ja padłam i kwiczę jak nie przymierzając dzika śwyynia
x(15:37)
ty pomyśl ile na tym może zarobić budżet
x(15:38)
no i ile dodatkowych stanowisk pracy – na przykład taki starszy rewident ewidencji bąków województwa dolnośląskiego regionu Milicz

Tia… pomysł przedni jak lewa racica Karino

Ludu pracujący stolyycy i cała reszta… taśma mi się kończy

Po nocy spędzonej przy winie, muzyce, bez śpiewu, za to z hamakiem. Po wycieczkach na stację benzynową po dalszy woltaż, poszukiwaniu zaginionego klucza w pęku godnym Dzwonnika z Notre Dame. Po porannej (a raczej wczesno-przedpołudniowej) herbacie pitej z oczami jak Bradley P. w Troi przed starciem z Big ROARem, upodabniających mnie raczej do wąskiego w kolanach chińczyka, niż do stołecznego autochtona… jestem nietomna jak bukszpanowy żywopłot po kosiarzu umysłów w dresie bez pasków. Powieki badają siłę grawitacji i nie wiem jak długo w górze utrzyma je taśma klejąca. W biurze pracuję nad metodami podsypiania ‚na długopis mi upadł’ albo ‚na krótkowidza z glonojadem’ do monitora tudzież ‚na załamanego psychicznie’ bo przede mną multum papierzysk. Dziś niczym żyto – mam siedem chromosomów z czego dwie pary nieczynne a reszta ma przerwę na kawę. Całe szczęście, że nie miewam kaca bo z pewnością znacznie by to uprzykrzyło dzisiejsze zagrywki taktyczno-formalne.

Z rzeczy ciekawszych – dokonałam interesującego spostrzeżenia – damskie włosy umyte żelem pod prysznic dla mężczyzn zachowują się dość nieprzyzwoicie. Całe szczęście, że pasta do zębów była i nie wyszła, bo jakoś nie uśmiechała mi się perspektywa umycia osobistej klawiatury kremem do rąk. Nawet z filtrami UVA i UVB.

Miłego dnia
Bajka ala Dziobak

Wulgaryzmy przedegzaminacyjne przy herbacie

W Halkowej hacjendzie MATURY 2004 – REAKTYWACJA. Mały uczy się do ustnego egzaminu z języka polskiego. My jako poczciwe ciotki tłumaczyłyśmy mu wczoraj wszystkie pierdoły z nauki o języku i teorii literatury. Pominę ciekawe i wielce oczojebne wykresy, strzałki, odnośniki i inne koszmarki kaligraficzne. Pominę okrzyki rozpaczy i pomruki zwątpienia. Poematy dygresyjne, dytyramby, moralitety i eposy. Zieloną, z każdą chwilą bardziej i bardziej, twarz Małego też pominę. Najlepsze jednak było jak doszliśmy do części mowy i części zdania. Banalne. Ale ale. Przykłady zabijały i powodowały nagły rozchlap herbaty po kuchennym blacie.

Zdanie Zenon rzęsiście sikał na pobliski trawnik i jego rozmaite mutacje doprowadziły do łez chyba nawet Bela, który łypał na nas jak na kompletnych kretynów spod okna prezentując swój najpobłażliwszy z pobłażliwych wyraz pyska. Potem była żaba, która przyszła do lekarza z tekstem Panie dochtór! Cuś mnie jebie w stawie. Tryby rozkazujące do czajnika Gwiżdż ty ch*ju! również sprawiły nam niemało radości. Potem orzekające Srocha nie kocha i przypuszczające Przypuszczam, że Stefan zlał się w nachy. Następnie przyszła kolej na imiesłowy i tu dopiero zaczęła się jazda. Od szlachetnego pana Zenona, który sikając, zmoczył sobie buty i klnąc szpetnie nadal sikał dość mocno na ten bogu ducha winny trawnik przeszliśmy na powalające z nóg przykłady imiesłowowych równoważników zdania z zastosowaniem coraz wymyślniejszej łaciny. Uprzednim i współczesnym tyż się dostało – Wróciwszy do domu, Zenon przyjebał w stołową nogę albo Biegnący Zenon połknął kabanosa i darł ryja jak szalony. Zaimki pochodzenia rzeczownikowego Ty Ch*ju + jaki? jebany opracowaliśmy prawie z podłogi. Potem rożnicowaliśmy imiesłowy przymiotnikowe czynne i nieczynne zamiast biernych. Tu przydał się bardzo wymieniony już brzydki skądinąd czasownik jebać, bo okazało się, że mamy całkiem ciekawą teorię na temat strony czynnej (jebiący) i biernej (jebany). Nie pytajcie z czym nam się to skojarzyło ale śmiechu beczka to za mało.

A to wszystko wymyślały dwie panie magister po uczelniach wskazujących na raczej bliskie kontakty z panem Miodkiem i dość bogatym zasobem leksykalnym (przynajmniej Halkowy) niż żulerią spod budki z piwem (choć tu mój jak najbardziej miałby zastosowanie). Nie ma jak czasem komuś po prostu szczerze i od serca przypier*… choćby tylko werbalnie.

Miłego dnia

Apdejt sklerotyczny

Zapomniałam prawie o popisach lingwistycznych szanownej autorki przy okazji emisji Chorego Portiera w TV w wersji oryginalnej. Na ekranie wielki strach i wrzawa. Chłopcy biegają z kąta w kąt drąc japy jak stare gacie. Potem mają wbiec po kolei do kominka, który zrobi duże ‚puff’ i przeteleportuje ich gdzieś w pi… cholerę. Pierwszy wbiega tytułowy Portier, zatrzymuje się na chwilę i łzawi po angielsku ‚bla bla bla’ do oczekującego nieopodal funfla. Niewiele mysląc przetłumaczyłam ‚Muszę ci coś wyznać… wczoraj się onanizowałem’. Na co rzeczony funfel mu z życiem ‚bla bla bla’, co oczywiście przełożyłam jako ‚Chcę targać twoje suty’… Mały złożył się jak szwajcarski scyzoryk, Halka zarechotała dziko jak rzekotka drzewna po lobotomii, Grzybuś położył się na łóżku a pies Bel usiadł.

Always look on the bright side of grzyb.

Osobliwości

Prawdziwe uczucia nie gasną w ciągu kilkunastu godzin. Nie… jeśli budowało się je przez lata. Nie… jeśli uwierzyło się w nie bez granic. Prawdziwe uczucia są wieczne jak wspomnienia. Można nimi nakarmić wiele pustych dni, zbyt długich nocy. Nie trzeba malować na lustrze kolorów, żeby nie widzieć swoich smutnych oczu. Nie trzeba się chować za maską codziennych uśmiechów bo w każdej cząstce nas samych mieszka szczęście. Jeśli to wszystko okazuje się tylko głupim żartem, kiepską grą, fałszem… gubimy klucz. Nagle wszystko inne okazuje się nie mieć znaczenia. Jednostronność.

Byłam całym światem. Komuś. Kiedyś. Gdzieś. Ponoć. A teraz, gdybym nagle zniknęła, zauważyłby dopiero wtedy, gdyby zaczęła mu przeszkadzać książka, której zapomniałam zabrać odchodząc w pośpiechu, zanim zdążę się rozpłakać. Ktoś inny mieszka w moim życiu. A ono właściwie nigdy nie było moje. Przykre.

Otwieranie oczu boli.

Nawet jak mam doła nie mogę przestać…

Bajka
czy ja jestem taka żałosna jak o sobie myślę?
bo jeśli tak to chyba faktycznie lepiej mnie dobić – ja sama ze sobą k* mać nie wytrzymuję
Halka
ups
nie ma co się wku*
przeca to nie twoja wina
Bajka
ale wku* mnie to, że jestem takim pie* żuczkiem budyniowym
do zerzygania
Halka
tyyy?
Bajka
chciałabym być twarda jak Rambo co sobie mógł przyszywać urwanego ptaka drutem kolczastym i nawet mu polik nie drgnął
Halka
eee
Rambo to se nie ptaka zszywał
ino ramię
i nie drutem ino nitkom
czarnom
Bajka
wiem
ale ja bym chciała być taka twarda żeby moc nawet ptaka drutem
choć faktycznie to ptaka nie mam
ani kolczastego druta
Halka
oj bo ryczę
Bajka
ryczysz?
Halka
jezaa
umieram 😉
Bajka
łaj?
Halka
to przez wizję twardej Bajki, co se ptaka zszywa kolczastym drutem ;))

Rechot ogólny… z samego dna doła niestety

ps. dzięki Ci Halu za wsio, za tekst u Ciebie zwłaszcza…