Wymienię nogi na wypoczęte… yyy łydki zwłaszcza

Wczoraj w różnych godzinach dziennych rowerowałysmy się z Hal zaciekle z werwą młodych kozic na górskim zboczu, z tym, że zamiast zbocza wystąpiły u nas szlachetne górskie dwukołowce. Pięknie było. Pogoda cudna, słonko świeciło, kwiaty ‚pachły’, wiaterek wiał sobie dzielnie wzmagając stopień trudności (czasem nawet dość znacznie), włos rozwiany, ciało rozgrzane, w rolach głównych wystąpiły też owady rozmaite łapane na czołówkę a przydrożne chaszcze po gołych łydkach nas smagały. Tym niemniej szczęśliwe byłyśmy niezmiernie i kawał drogi w całkiem niezłym czasie przejechałyśmy. Zmęczone straszliwie, bo dawno na rowerkach się nie śmigało, dotarłyśmy do domów. Padłam na pysk sztywnym trupem o 22. Dla mnie to kosmiczne dość bo z reguły o tej porze dopiero sie nastrajam towarzysko a spać chodzę koło drugiej ale tym razem zasnęłam w drodze do poduszki. Rano poczułam łydki, bardzo wyraźnie zresztą, a po zerwaniu się z łóżka (godzina siódma piętnaście wymagała radykalnych środków) przypomniałam sobie o reszcie nóg. ‚O-żesz-ty-orzeszku…’ – w wolnym tłumaczeniu miało to oznaczać śpiewne powitanie nowego pięknego dnia. Nawet mój pluszowy miś z książkowej półki zatkał uszy, gdy zaczęłam przemieszczać się do łazienki. Zakończenia nerwowe mam w najlepszym porządku, inaczej nie czułabym aż tak wyraźnie kończyn dolnych a wiele bym dała by układ nerwowy tego jednego konkretnego poranka zaspał. Niestety obudził się wcześniej niż ja. Rozważając możliwość unieszkodliwienia większości synaps kowalskim młotem potężnych rozmiarów klęłam na czym świat stoi dokonując porannych ablucji. Odstąpiłam jednak od zamiaru zrestartowania systemu głównego wyżej wspomnianym tępym narzędziem i to bynajmniej nie z uwagi na brak tegoż ile z bardziej prozaicznego powodu – potem bolałaby mnie głowa a przynajmniej to chwilowo było jeszcze w porządku. Poczułam też wiele zapomnianych już mięśni. Swoją drogą nie sądziłam, że podczas jazdy rowerem one też pracują. Tak czy inaczej udało się jakoś zebrać do kupy i wyjść z domu. Z dużym trudem. Marząc o jakimś ładnym, zgrabnym teleporterze mieszczącym się w czarnej sztruksowej torebce opracowywałam nowy sposób poruszania się. Po drodze do autobusu ćwiczyłam natomiast rozmaite mutacje gramatyczno-leksykalne języka łacińskiego z hiszpańskim i jak mniemam z lekką domieszką suahili bo gardłowe pomruki wywodziły się zapewne z tego właśnie dialektu. Okazało się, że niespodzianki chodzą parami i to po mojej trajektorii lotu, bo jak już się doczłapałam na przystanek… okazało się, że z okazji robót drogowych (czyli stadka pijących piwo, palących kiepy i opowiadających sobie świńskie dowcipy panów) został on czasowo przeniesiony. Minę musiałam mieć rodem z adaptacji Kinga. A tam na górze to z pewnością ubaw mieli przedni. Sapiąc dziko niczym wściekła horpyna pomknęłam pertraktując po drodze z własnymi łydkami o przynależność terytorialną. Ćwiczenie czyni mistrza i do kolejnego przystanku (bardzo odległego tak na marginesie) doszłam już nie krokiem starej kurtyzany a niemal pląsem adeptki szkoły salsy. Tej wersji będę się trzymać ja i łydki moje. W autobusie wyściskałam się z resztą współpasażerów z racji zwyczajowego porannego tłoku i korzystając z okazji i autobusowej rurki dokonałam automasażu pośladków, co wybitnie poprawiło moje samopoczucie. Mam nadzieję, że tylko moje i że nikt inny nie obserwował tych niezmiernie ciekawych akrobacji zaśmiewając się do łez, bo musiało to wyglądać wyjątkowo komicznie. Tak tak. Autobusowy masaż to jest to. Szkoda, że nadal czuję mięśnie nóg. Może wieczorem pójdę się gdzieś znieczulić.
Halka idymy się rowerować? 😉

6 uwag do wpisu “Wymienię nogi na wypoczęte… yyy łydki zwłaszcza

  1. heh, ja cztery dni temu postanowiłem robić codziennie pompki i brzuszki. ćwiczenia musiały zostać jednak do wczoraj zawieszone z powodu ogólnego bólu mięśni korpusu 🙂
    ale od wczoraj dołączyłem do treningu bieganie dookoła osiedla…

    Polubienie

  2. Ja ostatnio na nic nie mam czasu. Caly piatek i sobote pracowalam w 2 barach. Jak juz lezalam w lozeczku okazalo sie, ze jestem zbyt zmeczona zeby zasnac…
    A w niedziele wspinaczka gorska. Tym razem na serio. Cinque Terre. Piec malutkich miasteczek jakies dwie godzinki pociagiem od Genui. Sliczne. Tylko, ze dzisiaj to juz w ogole na nic nie mam sily. A byly w planie rolki….

    Polubienie

  3. hmmm. ja myślę, że do bólu łydek przyczynił się równiez udział w tym koncercie juvenaliowym, i przeróżne skoki i podskoki. A może i to kino całonocne, boć tam żeśmy cały czas w jjakimś przykurczu trwały….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s